Wierzchosławice

Wakacje to czas, kiedy ludzie chętniej niż przez resztę roku wyruszają w podróż. To czas urlopów, wypoczynku i swobody. Każda podróż to szansa, żeby poznać coś, coś zobaczyć, czegoś się dowiedzieć. Dotyczy to także podróży w czasie. Ktoś może powie, że podróże w czasie nie są dziś możliwe, że to tylko bajki dla dzieci i dla fantastyko-fanatyków. O, nie! Nic bardziej błędnego. Podróże w czasie są dziś nie tylko możliwe, ale wręcz konieczne. W taką podróż można się udać zwiedzając dom Wincentego Witosa w podtarnowskich Wierzchosławicach.

W tym celu wystarczy skręcić na rondzie w stronę Radłowa i już po chwili można przenieść się do czasów tego najsłynniejszego z polskich chłopów. O Witosie słyszał chyba każdy. Trudno się dziwić – wszak trzykrotnie piastował urząd premiera. Znamienny jest fakt, że Wincenty był bardzo blisko prostego ludu, z którego wyszedł. Pochodził z ubogiej rodziny. Skończył cztery klasy szkoły podstawowej, a już jako 19 – latek zaczął się angażować w działalność polityczną, początkowo na szczeblu lokalnym.

Dalszy rozwój kariery ułatwiło mu małżeństwo, z panną kilka lat od niego starszą i dość zamożną. Wniosła ona w posagu między innymi sporo ziemi, dzięki czemu znacznie wzrosła pozycja społeczna Wincentego. W skład wspomnianego muzeum wchodzi kilka budynków. W pierwszej kolejności należy wymienić dom mieszkalny. Z dość przestronnej sieni wchodzi się do gabinetu Witosa. Zachowano oryginalny wystrój. Po meblach widać upływ czasu, ale stylem mogłyby zachwycić także dzisiaj. Ścianę zdobi między innymi godło Polski wykonane z prawdziwych piór. W specjalnej gablocie natomiast można podziwiać trzy ordery, którymi odznaczono Wincentego. Poza Gabinetem w domu mieści się oczywiście pokój żony Witosa – kobiety skromnej, cichej i pracowitej. Jest jeszcze pokój ich córki, która mieszkała w domu rodzinnym także jako mężatka. Żaden prawdziwy dom nie może należycie funkcjonować bez kuchni. W domu Witosów kuchnia nie jest duża, ale jest ona wyposażona we wszystkie niezbędne sprzęty. Na uwagę zasługuje piec chlebowy, którego drzwi próżno by szukać w kuchni. O ile sam piec oczywiście tam właśnie się znajduje to drzwi do niego otwierają się… w sieni. Dom zdobi ganek, wychodzący na ogród. W nim zaś przede wszystkim rzucają się w oczy jabłonie, prawdopodobnie sadzone jeszcze przez samego Witosa. Na podwórku zaś pysznią się wspaniałe lipy, które na zdjęciach sprzed lat wyglądają jak wystające z ziemi gałązki. Budynki w gospodarstwie kryte są dachówką, co w tamtych czasach również świadczyło o zamożności gospodarzy, gdyż większość budynków była wtedy jeszcze kryta strzechą. Drugim budynkiem wchodzącym w skład muzeum jest stajnia. Została ona zburzona i całkowicie odbudowana, z zachowaniem wymiarów i rozkładu pomieszczeń. Dziś największe pomieszczenie bije w oczy złocistością drewna – zarówno ścian, sufitu, jak i ławek stylizowanych na dawne ławki szkolne. Obecność tych mebli nie jest przypadkowa – muzeum od jesieni do wiosny prowadzi tam dla dzieci zajęcia z kaligrafii. Uczestnicy tych warsztatów mają okazję spróbować swoich sił w pisaniu prawdziwym gęsim piórem. Do gospodarstwa przynależy także spichlerz. Dziś przechowywane są w nim sztandary Polskiego Stronnictwa Ludowego. Można tam podziwiać również pamiątkowe wieńce dożynkowe. Jak w każdym prawdziwym gospodarstwie, tak i tutaj znajduje się stodoła. Zgromadzono w niej bogaty zbiór narzędzi rolniczych – dziś prawdopodobnie już zapomnianych. Całości dopełnia piwniczka, którą jednak zwiedzający mogą oglądać tylko z zewnątrz. Jeśli ktoś jest ciekawy jak wyglądał dom, w którym przyszedł na świat Wincenty Witos to trzeba jedynie skręcić w drogę na tzw. Dwudniaki. Ten budynek różni się znacznie od wyżej opisanych. Zbudowany z drewnianych belek, kryty strzechą, mniejszy i skromniejszy lecz przecież nie mniej ważny.

Warto czasem odetchnąć klimatem innych czasów. Warto wiedzieć jak było. Warto uczyć się od tych, którzy żyli przed nami, ze swoimi radościami, troskami, ambicjami. Rzeczywistość tak bardzo różna od naszej… A przecież warta poznania.

Katarzyna Rola