Uwięzieni w ciemnościach. Recenzja spektaklu „Świeczka zgasła”

W lutym na deski Teatru im. Ludwika Solskiego w Tarnowie powróciły „Śluby panieńskie” Aleksandra Fredry w reżyserii Wojciecha Malajkata. Jednakże utwory sceniczne mistrza komedii mają to do siebie, że zaraz po obejrzeniu danej sztuki, chce się ją zobaczyć po raz kolejny. Tarnowska Scena TABU znalazła remedium na niedobór Fredry, bowiem w lutym na jej kameralnych deskach rozegrała się akcja jednoaktówki „Świeczka zgasła” w reżyserii Dawida Szpary.

Wszystko zaczyna się pewnej deszczowej nocy, podczas której dwoje nieznajomych, podróżujących tym samym dyliżansem pocztowym, który ulega niegroźnemu wypadkowi, musi spędzić razem noc w mizernej chatce. Mimowolnie zostają skazani na swoje towarzystwo pośród ciemności, które rozświetla jedynie lichy płomień świeczki. Wydawać by się mogło, że dotrwają do blasku jutrzenki w kompletnym milczeniu, ale pamiętamy, że autorem tekstu jest Fredro, więc skądinąd dramatyczna sytuacja w mgnieniu oka przemieni się w komedię omyłek.

Nad mężczyzną (Ireneusz Pastuszak), jak sam powiada, ciąży fatum przejawiające się spotykaniem nieodpowiednich kobiet. Niebagatelne doświadczenie w tejże materii, od samego początku, kiedy jego towarzyszka niedoli wsiadała do dyliżansu, podpowiadało mu, że skończy się to nieszczęściem. I tak też się stało. Uprzedzony do płci białej z góry zakłada, że ma do czynienia z kobietą już zwiędłą, bo nigdy jeszcze nie spotkał na swojej drodze młodej i pięknej. Zaczyna nawet snuć opowieść, a w zasadzie monolog, o nieszczęściach, jakie go spotkały, kiedy los stawiał na jego drodze niewiasty. Z kolei kobieta (Ewelina Bieś) siada na krześle, blisko świecy, której płomień nie posiada wystarczającej mocy, żeby rozjaśnić jej twarz. Początkowo traktuje współwięźnia przedmiotowo, próbuje nim dyrygować, ale wykonywane przezeń polecenia nie przynoszą jej satysfakcji. W dodatku nieznajomy zaczyna robić jej na przekór. Dochodzi przy tym do wymiany zdań skrzących się obopólnymi uprzedzeniami w stosunku do płci przeciwnej. Kobieta zaczyna dostrzegać w nim starego, zgryźliwego kawalera, który nie potrafi wyjść poza swoje wąskie męskie myślenie. Czas płynie wolno, dowcip coraz bardziej się wyostrza, a ciemność płata figle. Jednakże ci dwoje niewiedzą, że najistotniejszą rolę odegra tej nocy dogasająca świeczka…

„Świeczka zgasła” w interpretacji Dawida Szpary trzyma się wiernie swojego literackiego pierwowzoru, co w przypadku tekstów Aleksandra Fredy jest raczej zaletą niźli wadą, ponieważ jego twórczości nie nadgryzł ząb czasu. Fredrowska fraza, pomimo niewielkiej ilości archaizmów, wciąż ma się doskonale i bawi kolejne pokolenia. Cieszy również, że młodzi twórcy coraz częściej sięgają po jednoaktówki komediopisarza, szczególnie jeśli robią to z takim wyczuciem, jak reżyser Sceny TABU.

„Świeczka zgasła” zostanie jeszcze zagrana w ostatni weekend lutego. Ci, którzy nie widzieli spektaklu, powinni koniecznie odwiedzić znajdującą się na tarnowskim Rynku Scenę TABU.  

Krystian Janik

Zdjęcia autorstwa Pawła Topolskiego pochodzą z oficjalnej strony miasta Tarnowa: http://tarnow.pl/Dla-mieszkancow/Galerie-zdjec/Kultura/Galeria-Kultura-2019/Tarnowska-Scena-TABU-premiera-spektaklu-Swieczka-Zgasla

Oficjalny Facebook Sceny TABU: https://www.facebook.com/ScenaTabu/