Stary szpital w czasie hitlerowskiej okupacji cz.4.

I stało się! Wybuchła II wojna światowa i nasz kraj znalazł się w ogniu. Do tarnowskiego Szpitala Powszechnego pierwsze ofiary trafiły już 28 sierpnia 1939 roku po wybuchu bomby podłożonej w bagażowni dworca kolejowego przez niemieckiego terrorystę. Można więc powiedzieć, że wojna zaczęła się w Tarnowie…

Od 1 września zaczęli do szpitala trafiać ranni żołnierze polskiej armii. Lekarze, w liczbie siedmiu, operowali bez przestanku. Wkrótce do rannych żołnierzy dołączyli cywile, poszkodowani podczas ucieczki drogami bombardowanymi przez Niemców. Wojna szalała, a personel szpitala, cały czas służąc pacjentom, przygotowywał ewakuację. Ta okazała się potrzebna, kiedy w nocy z 5/6 września na tarnowski szpital spadły niemieckie bomby. Udało się sprawnie ewakuować pół tysiąca pacjentów i na szczęście nikt nie zginął.

Ale to był dopiero początek… Szpital był mocno niszczony, bez światła, wody, żywności. Pełno w nim było umierających i zwłok, których nie miał kto wywozić i grzebać. Tak było przez około dwa tygodnie, aż władze niemieckie nie nakazały przeniesienia pacjentów do opuszczonego i zdewastowanego Szpitala Żydowskiego. Do lekarzy dołączył jego dyrektor Eugeniusz Schipper i na powrót przystąpiono do ratowania chorych i operowania.

Na czas, kiedy zniszczony budynek Szpitala Powszechnego był wyłączony z użytku, chorymi z oddaniem zajęli się członkowie tarnowskiego oddziału PCK. Stało się to po tym, kiedy Niemcy brutalnie wyrzucili wszystkich chorych i konających, którzy jeszcze pozostali w budynku szpitala, dosłownie na bruk. Biedacy leżeli na noszach na ulicy, a zakonnice, pracujące wśród nich, starały się, oprócz zajęcia się podopiecznymi, przemycić pod habitami i fartuchami choć trochę narzędzi chirurgicznych, leków.

Po interwencji PCK do użytku chorym oddano część Szpitala Żydowskiego. Tak powstał szpital PCK, którego połowę pacjentów stanowili ranni polscy żołnierze, których ofiarnie operowali i leczyli pospołu polscy i żydowscy lekarze. Często przy lampie naftowej, bez bieżącej wody, przeprowadzano skomplikowane operacje, ratujące życie. Nie obywało się to bez szykan i prześladowana ze strony okupanta. Niemcy, widząc szyld żydowskiego szpitala, wpadali do środka, niszcząc wyposażenie, już i tak mocno zdewastowane, grożąc, uciekając się do przemocy. Dopiero zawieszenie tabliczki informującej, że jest to szpital PCK, na jakiś czas poprawiło sytuację. Przez jakiś czas, dopóki nie wyremontowano budynku szpitala, Czerwony Krzyż prowadził umiejscowione w różnych budynkach na terenie miasta oddziały szpitalne:

  •  oddział chorób wewnętrznych i chirurgiczny w budynku Szpitala Żydowskiego,
  • oddział ginekologiczno-położniczy w budynku Ubezpieczalni Społecznej przy ul. Chyszowskiej,
  • oddział chorób zakaźnych w budynku Szkoły Żeńskiej im. Stanisława Konarskiego na Zabłociu,
  •  szpital dla polskich jeńców wojennych w budynku Małego Seminarium przy u. Chyszowskiej.

Początkiem grudnia oddano do użytku po remoncie budynek Szpitala Powszechnego. Teraz nazywał się on Szpital Miejski i był zarządzany przez Niemców. Tam przeniesiono oddziały chirurgiczny, wewnętrzny i ginekologiczny, jeńców polskich zaś wywieziono do stalagów na tereny III Rzeszy.

Szpital Miejski połączono ze Szpitalem Żydowskim w jedną placówkę. Jego dyrektorem krótko byli dr Schipper, potem dyrektorzy zmieniali się w zależności od widzimisię okupanta. Wreszcie w roku 1943 mianowano na to stanowisko dra Tadeusza Śliwonika, który pozostał na nim do końca wojny. Dyrektorzy szpitala, jakkolwiek Polacy, mieli wpływ jedynie na lecznictwo. Cała administracja, finanse, decyzje kadrowe, spoczywały w rękach Niemców. Ci wyrzucili ze szpitala siostry szarytki, z oddaniem pielęgnujące chorych, pod zarzutem, że lepiej dbają o Polaków niż innych pacjentów lecznicy. Siostry znalazły miejsce, gdzie indziej, z reguły na oddziałach zakaźnych, gdzie brakowało rąk do pracy.

W okupacyjnej rzeczywistości szpital borykał się z ciągłymi trudnościami. Lekarze dokonywali doprawdy bohaterskich wysiłków, aby pomagać chorym. Ponadto zaangażowani byli w ruch oporu. Do działalności konspiracyjnej wykorzystali sprytnie oddział zakaźny, który powstał po tym, jak w 1941 roku w więzieniu tarnowskim wybuchła epidemia tyfusu. Urządzono go w budynku szkoły żeńskiej im. Słowackiego, położonym obok szpitala (dzisiejsze II LO). Szybko znaleźli w nim miejsce nie tylko chorzy na tyfus, ale i poszukiwani przez gestapo członkowie konspiracji. Niemcy panicznie bali się zarażenia chorobą i nie wchodzili na teren szpitala, co sprawiło, że udawało się zorganizować ucieczki, dostawy żywności dla AK, w piwnicach działały magazyny dla konspiracji.

Tak wyglądała wojenna rzeczywistość szpitala starego podczas okupacji. A przynajmniej tyle o niej wiemy, ponieważ nie zachowały się niemal żadne dokumenty z tamtych czasów. To, co wiemy, pochodzi w znacznej mierze ze wspomnień pracowników lecznicy i mieszkańców miasta. Możemy się jednak domyślać, że ani lekarzom polskim, ani polskim pacjentom łatwo nie było…

Naszedł styczeń 1945 roku. Niemcy zaczęli się wycofywać z Tarnowa. W dniach 16 i 17 stycznia ewakuowali się z miasta. Opuścili także szpital, ale dwie siostry szarytki, które w tym czasie przebywały w szpitalu (tylko dlatego mogły, że znały język niemiecki), wspominały wielki strach, który przeżywali wszyscy pacjenci i lekarze, kiedy okazało się, że wycofujący się Niemcy wysadzają domy w pobliżu szpitala. Nadeszły nowe, powojenne czasy i nowa, tzw. ludowa władza. W tej jakże innej rzeczywistości tarnowski szpital rozpoczął kolejny etap swoich dziejów.

            Maria Polaczek

ŹRÓDŁO STARYCH FOT./HTTPS://DOCPLAYER.PL//14840350-1835-2010-STARY-SZPITAL-W-TARNOWIE-SZPITAL-ZALOZONY-ZOSTAL-W-OKRESIE-SZALEJACEJ-EPIDEMII-TYFUSU-NA-DAWNYCH-FOTOGRAFIACH-I-DOKUMENTACH.HTML