Sensacyjne zwycięstwo Pedersena w deszczowym GP Skandynawii w Malilli!

Skąpana w deszczu szwedzka Malilla okazała się szczęśliwa dla zawodnika Grupy Azoty Unii Tarnów – Nickiego Pedersena. Jedyny stały uczestnik cyklu Grand Prix reprezentujący klub spod znaku Jaskółki dość niespodziewanie stanął na najwyższym stopniu podium Betard Grand Prix Skandynawii. Drugie miejsce zajął Matej Zagar, a trzeci stopień pudła przypadł Fredrikowi Lindgrenowi.

Trzeba jednak oddać organizaorom co cesarskie. Prognozy dla Malilli od początku weekendu nie były optymistyczne. Od sobotniego poranka padał w tym mieście deszcz. Raz lżejszy, raz mocniejszy. Prawdziwa kumulacja opadów miała przyjśc jednak tuż przed pierwszym biegiem. Wszystkie przepowiednie sprawdziły się co do joty. Odpowiadający za przygotowanie toru Phil Morris wraz z współpracownikami byli jednak na taki stan rzeczy przygotowani. Odpowiednio wcześniej przykryli tor folią i paletami tak, aby nie przedostała do niego ani jedna kropla wody. Mimo, że po “otwarciu” nawierzchni, ta była w idealnym stanie… aura znów dała o sobie znać. Na szczęście wcześniejsze zabiegi sprawiły, że tor był gotowy na przyjęcie dużej ilości wody. I mimo, że niektórzy zawodnicy trochę marudzili (jednym z najgłośniej protestujących był co ciekawe Pedersen), że tor wydaje się w niektórych miejscach nierówny i niebezpieczny, to Morris szybko dusił podobne zapędy w zarodku. Po kolejnej kosmetyce, paru zebraniach jury, dyskusji z żużlowcami, i blisko dwóch godzinach opóźnienia, w końcu ujrzeliśmy pod taśmą czterech jeźdźców gotowych do startu w inauguracyjnej gonitwie.

Pierwsze serie nie zwiastowały wielkich emocji. Zawodnicy raczej trzymali się najbezpieczniejszej ścieżki przy krawężniku. Kto do niej dopadł pierwszy, ten z reguły dojeżdżał do mety z przodu. Zawodnicy woleli nie zapuszczać się pod płot gdzie zalegała mała warstwa błota. Dopiero kiedy w końcu się odsypało i przynajmniej w niewielkim stopniu zaczęła “chodzić” szeroka, obrodziło nam mijankami. W takich warunkach kapitalnie czuli się reprezentanci Polski. Dwaj faworyci Bartosz Zmarzlik i Maciej Janowski przeszli przez fazę zasadniczą jak burza. Na dorobku Janowskiego małą skazą była taśma w czwartej serii. Nie przeszkodziła ona jednak “Magicowi” w przedostaniu się do półfinałów. Kwintesencją jego występu był wyścig dwudziesty gdy przedarł się z ostatniej na pierwszą lokatę. Nieco więcej problemów z awansem do decydującej rozgrywki miał Patryk Dudek, ale i on dołączył do naszego tegorocznego, eksportowego duetu. Do fatalnej postawy Przemysława Pawlickiego jego rozdawnictwa punktowego na lewo i prawo jesteśmy już raczej przyzwyczajeni. Nicki jak to Nicki. Mógłby zagrać główną rolę w filmie “Kolekcjoner”. Niby bez jakiegoś konkretnego błysku, a jednak sumiennie do celu.

“Oczka” tracili inni. Aktualny mistrz świata Jason Doyle po ostatnich groźnych upadkach i urazach, zmagania z niełatwą nawierzchnią potraktował wybitnie treningowo. Chyba nie chciał narażać swojego klubu Get Well Toruń na kolejne osłabienie. A przecież w niedzielę przeciwnikiem ekipy z grodu Kopernika będzie Grupa Azoty Unia Tarnów. Mocno niepocieszony wyjedzie ze Skandynawii też lider klasyfikacji przejściowej Tai Woffinden, który musiał się sporo nagimnastykować, aby wejść do półfinału. Na najbardziej prestiżowy wyścig szczęścia już brakło.

Z Brytyjczykiem ręce mogli sobie podać Zmarzlik, Janowski i Dudek. 23-latek z Gorzowa oddał w serii zasadniczej tylko jeden punkt, a w pierwszym półfinale przegrał start. Ale przez moment był nawet drugi, z tym, że pod łokieć wbił mu się jeszcze Fredrik Lindgren. Nasz reprezentant, znajdując się w beznadziejnym położeniu postanowił upaść. Bartosz liczył, że arbiter Craig Ackroyd dostrzeże jakiś kontakt pomiędzy nim i Szwedem, ale nic takiego nie miało miejsca. W drugim półfinale z kolei, Polacy jakby zapomnieli, że mają jeszcze dwóch rywali. Świetnie spod taśmy wyszedł Janowski, ale na wyjściu z pierwszego łuku pociągnęło Dudka, który uderzył w kolegę. Całe zdarzenie wyraźnie wybiło obu z rytmu. Sytuację skwapliwie wykorzystał Zagar, a jakby tego było mało, później między kanapkę złożoną z dwóch biało-czerwonych wcisnął się Martin Vaculik. W tym momencie nie pozostało nam nic innego jak trzymanie kciuków za Pedersena. Nicki rozegrał finał perfekcyjnie. Założył wszystkich z czwartego pola, a potem w swoim stylu pilnował, aby nikt mu się nie przedostał przy bandzie. Na koniec, wskakując na podium mógł sobie zanucić pod nosem “Deszczową piosenkę”, wybitnie pasującą do klimatu sobotnich zawodów. Miejmy nadzieję, że tak uśmiechniętego jak na podium w Malilli będziemy widzieć go jutro na Motoarenie w Toruniu, gdzie o kolejne niezwykle ważne na drodze do utrzymania ligowe punkty będą walczyć żużlowcy Jaskółek.

Warto jednak wrócić do “połówki” z udziałem Duńczyka. Ponad 40-letni zawodnik o mały włos, a w ogóle nie przystąpiłby do potyczki finałowej. Na ostatnim okrążeniu mocno zbliżył się do niego Woffinden. Anglik o australijskich korzeniach praktycznie na finalnym łuku, nadciągając od zewnętrznej nałożył Pedersena. Ten jednak jakimś cudem, dosłownie ostatkiem sił wyszedł z tego galimatiasu obronną ręką i “na kresce” niemal wprasował “Woffyego” w bandę. Wyraźnie poirytowany Tai, jeszcze na torze w paru nieparlamentarnych słowach wygarnął słynącemu z krewkiego charakteru Pedersenowi co myśli o jego jeździe w tym biegu. Doszło do szamotaniny, na torze pojawiły się nawet teamy obu zawodników. Ogień starał się gasić dyrektor cyklu Phil Morris. Gdyby nie on, zapewne bylibyśmy świadkam masowej bijatyki, albo kilku pojedynków bokserskich równocześnie. Jak się później okazało na Pedersenie nie zrobiło to większego wrażenia.

Warto dodać, że gdyby turnieju w Malilli nie udało się rozegrać w terminie, datą rezerwową w kalendarzu była niedziela. Oznaczałoby to, że cała dwunasta kolejka PGE Ekstraligi zostałaby odwołana. Na szczęście do tego nie doszło, bo z pewnością wprowadziłoby to sporo chaosu do kalendarza rozgrywek. A przecież ten też nie jest z gumy i w końcówce sezonu trudno o wolne terminy.

Wyniki:
1. Nicki Pedersen – 15 (2,2,2,3,1,2,3)
2. Matej Zagar – 16 (3,1,3,3,1,3,2)
3. Fredrik Lindgren – 13 (2,2,1,2,2,3,1)
4. Martin Vaculik – 10 (3,0,3,2,0,2,0)
5. Bartosz Zmarzlik – 14 (3,3,3,3,2,w)
6. Maciej Janowski – 11 (3,3,2,t,3,0)
7. Patryk Dudek – 10 (2,3,0,1,3,1)
8. Tai Woffinden – 10 (1,3,3,0,2,1)
9. Artiom Łaguta – 6 (0,1,2,3,0)
10. Emil Sajfutdinow – 6 (1,2,2,0,1)
11. Peter Ljung – 5 (0,0,0,2,3)
12. Chris Holder – 5 (0,2,1,2,0)
13. Jason Doyle – 4 (2,0,1,1,t)
14. Oliver Berntzon – 3 (0,3)
15. Craig Cook – 3 (1,t,0,0,2)
16. Przemysław Pawlicki – 3 (1,1,0,0,1)
17. Greg Hancock – 3 (0,1,1,1,0)
18. Joel Kling – 1 (1)

Bieg po biegu:
1. Janowski, Doyle, Cook, Ljung
2. Vaculik, Lindgren, Sajfutdinow, Holder
3. Zagar, Dudek, Woffinden, Łaguta
4. Zmarzlik, Pedersen, Pawlicki, Hancock
5. Zmarzlik, Sajfutdinow, Łaguta, Berntzon
6. Dudek, Holder, Hancock, Doyle
7. Woffinden, Lindgren, Pawlicki, Ljung
8. Janowski, Pedersen, Zagar, Vaculik
9. Woffinden, Pedersen, Holder, Cook
10. Zagar, Sajfutdinow, Doyle, Pawlicki
11. Vaculik, Łaguta, Hancock, Ljung
12. Zmarzlik, Janowski, Lindgren, Dudek
13. Zagar, Lindgren, Hancock, Cook
14. Zmarzlik, Vaculik, Doyle, Woffinden
15. Pedersen, Ljung, Dudek, Sajfutdinow
16. Łaguta, Holder, Kling, Pawlicki
17. Dudek, Cook, Pawlicki, Vaculik
18. Berntzon, Lindgren, Pedersen, Łaguta
19. Ljung, Zmarzlik, Zagar, Holder
20. Janowski, Woffinden, Sajfutdinow, Hancock

Półfinał nr 1. Lindgren, Pedersen, Woffinden, Zmarzlik (w)
Półfinał nr 2. Zagar, Vaculik, Dudek, Janowski

Finał. Pedersen, Zagar, Lindgren, Vaculik