Oni ciągle chcą latać. Rozmowa z grupą rockową Harissa

O AntyRaju z perspektywy czasu, tarnowskiej premierze, nietypowych aranżacjach i dalszych planach – rozmawiamy z tarnowską grupą rockową Harissa w składzie:

Mariusz „Gumiś” Węc – wokal

Dawid „Dzioro” Bochenek – gitara

Krzysztof „Frank” Franczyk – gitara

Tomasz „Pioter” Marmol – bas

Mariusz „Maniek” Bieniasz – perkusja

Od premiery AntyRaju minęło ponad trzy miesiące. Jak patrzycie na ten materiał z perspektywy czasu?

AntyRaj oceniamy bardzo pozytywnie, aczkolwiek zdajemy sobie sprawę, że z tego, co na nim jest, musimy wybrać w co dalej iść. Generalnie ta płyta jest spójna, pomimo iż nie jest do końca koncepcyjna, choć w czasie jej słuchania można odnieść takie wrażenie. Pracowaliśmy nad nią naprawdę intensywnie, ponieważ chcieliśmy uzyskać jak najlepszy końcowy efekt. Jednakże nie stworzyliśmy w stu procentach świeżego materiału, tak naprawdę wrzuciliśmy do kotła stare i nowe numery. Postawiliśmy na mocne rockowe brzmienia, a wszelkie kompozycyjne nierówności udało nam się doszlifować. Po nagraniu wszystkich kawałków długo rozmawialiśmy z producentem i doszliśmy do wniosku, że chcemy robić bardziej ukierunkowaną muzykę. Jeśli po drodze to założenie nie ulegnie zmianie, to następna płyta uderzy jeszcze mocniej.

Czy mocniej oznacza pójście w stronę metalu?

Wolelibyśmy uniknąć tego terminu. Jeśli Harissa czegoś naprawdę się boi, to rozmów o metalu (śmiech). Gramy mocną muzykę, ale ciągle mieszczącą się w granicach rocka. Owszem, pojawiają się w naszej muzyce elementy metalu, ale nie grają pierwszych skrzypiec, są po prostu dodatkiem. Czasami na koncertach lubimy przywalić poprzez podkręcenie pierwotnej aranżacji jakiegoś kawałka. Z reguły dzieje się to wtedy, kiedy gramy Czarnego. Niewykluczone, że na kolejnej płycie postawimy na zróżnicowane techniki wokalne, które do tej pory były nam obce.

Pracujecie już nad nowymi numerami?

Nie zmierzamy zwalniać tempa i każdą próbę poświęcamy na szukanie nowych brzmień. Mamy nadzieję, że materiał nad którym pracujemy pokaże nieco inne oblicze Harissy. Jednak nie zamierzamy robić niczego na siłę i dokonywać w naszej muzyce radykalnych zmian. Jeśli w danym momencie poczujemy, że chcemy zagrać mocniej, to bez wahania tak zrobimy. Chodzi nam również po głowach dorzucenie większej ilości elektroniki.

Czyli można powiedzieć, że AntyRaj rozbudził Wasze apetyty?

AntyRaj pokazał nam tak naprawdę nasze predyspozycje, popchnął nas do poszukiwania nowych brzmień. Zamknęliśmy pewien etap i zaczynamy kolejny. W muzyce nie ma nic gorszego niż zatrzymanie się w miejscu, przecież nawet powielanie dobrych wzorców może okazać się zgubne. Materiał z AntyRaju graliśmy przez całą jesień i zimę na koncertach. Po zakończeniu trasy przyszedł czas na pochylenie się nad naszą pierwszą długogrającą płytą i wyciągnięcie wniosków. Najważniejsze były dla nas opinie ludzi – byliśmy ciekawi, co nasi słuchacze mają do powiedzenia o muzyce i tekstach. Szczerze mówiąc nie usłyszeliśmy żadnej negatywnej opinii. Pojawiło się także trochę recenzji na portalach internetowych i w czasopismach muzycznych, które też były na plus. W związku z tym wzrosły również nasze oczekiwania względem nas samych

Promując AntyRaj mieliście okazję koncertować z gwiazdami rodzimej ciężkiej muzyki. Na pewno pozostawiliście po sobie pozytywne wrażenie (śmiech).

Jesienią zagraliśmy m.in. z takimi zespołami jak: Hunter, Closterkeller czy Roman Kostrzewski & Kat. Wszystkie te koncerty były dla nas okazją do zweryfikowania naszego najnowszego materiału. Za każdym razem zyskiwaliśmy przychylność publiczności, co było dla nas przyjemne i inspirujące do dalszych działań. Graliśmy również koncerty, na których byliśmy gwiazdą wieczoru, a ludzie przychodzili specjalnie na nasz występ.

Oficjalna premiera krążka odbyła się w Tarnowie. Jak wspominacie ten występ?

Koncert w Piwnicach TCK był jednym z najlepszych naszych występów, jakie zagraliśmy kiedykolwiek. Publiczność stworzyła niesamowitą atmosferę, a my czuliśmy, że wszyscy ci ludzie nie przyszli na występ przypadkowego zespołu. Naprawdę rzadko się zdarza, żeby widownia znała słowa wszystkich numerów i śpiewała wraz z wokalistą, a tak przecież wtedy było. Niektóre osoby śpiewały piosenki od początku do końca. Sytuacja ta była fascynująca i dodała nam wiatru w skrzydła. Tarnowskie Centrum Kultury świetnie nas potraktowało, organizatorzy koncertu dopięli wszystko na ostatni guzik. Warto również podkreślić, że zrobili bardzo szeroką promocję, ponieważ informacje o koncercie dotarły daleko poza grupę odbiorców muzyki stricte rockowej. Chcielibyśmy, żeby wszystkie nasze koncerty tak wyglądały.

Zakończyliście koncert nietypowo – akustyczną aranżacją Mewy. Skąd wziął się taki pomysł?

Moglibyśmy skończyć mocnym uderzeniem i wtedy ludzie wyszliby z naszego występu z niedosytem. Chcieliśmy, żeby całość była spójna i odpowiednio wyważona. Wiadomo, że można zagrać koncert numer po numerze, a potem wyjść na bis i rozgrzać publiczność do czerwoności. Natomiast my wpadliśmy na pomysł, że zrobimy na odwrót i na pożegnanie wykonamy Mewę w wersji akustycznej. Nie zastanawialiśmy się długo nad wyborem, bowiem Mewa jest utworem, który siądzie zarówno z prądem i bez prądu. Wpisana jest w nią nostalgia i lekkość. Byliśmy również ciekawi, jak ludzie przyjmą takie kameralne zamknięcie. Reakcje były pozytywne, więc testowanie się opłaciło (śmiech).

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

Dziękujemy również.

Krystian Janik

Fot. Ewa Janiec

Oficjalny odsłuch albumu AntyRaj: