Mundial: Uczta w 1/8 dla Francji, Messi i Ronaldo jadą do domu

Leo Messi i Cristiano Ronaldo. Dwie największe gwiazdy światowego futbolu, od wielu lat naprzemiennie zgarniające Złota Piłkę -trofeum dla najlepszego piłkarza świata. Są jak Kargul z Pawlakiem. Niby się nienawidzą, ale żyć bez siebie nie mogą, napędzając się nawzajem. W sobotę połączyło ich kolejne zdarzenie. Ich drużyny narodowe solidarnie odpadły w pierwszych spotkaniach 1/8 finału mistrzostw świata 2018. Francuzi po najlepszym widowisku na tym mundialu (odważymy się napisać, że żaden mecz nie przebije już wydarzeń z Kazania) pokonali Argentyńczyków Messiego, a rozkręcający się Urugwaj odprawił z kwitkiem aktualnych mistrzów Europy – Portugalczyków z Ronaldo.

Jeśli mielibyśmy posługiwać się nomenklaturą z najlepszych restauracji, to na otwarcie fazy pucharowej otrzymaliśmy od Francuzów i Argentyńczyków przepyszną przystawkę, wykwintny obiad dopchany deserem i popity winem z najlepszej francuskiej półki. I gdybyśmy później trafili do kolejnych lokali, aby porównać karty dań, to przyjdzie nam stwierdzić, że niestety, ale najlepiej zostaliśmy obsłużeni na początku naszej wędrówki. No po prostu prawdziwa piłkarska uczta, o której będziemy rozmawiać latami. A przecież to dopiero 1/8 finału! W tej wojnie było wszystko. Zwroty akcji, prowadzenie jednych i drugich, gole z nie z tej ziemi, a co jeden to lepszy. Pialiśmy z zachwytu. A bombardowanie z obu stron rozpoczął spokojnie, bo z rzutu karnego Atntoine Griezmann po ewidentnym faulu na jak się okazało bohaterze Trójkolorowych – Kylianie Mbappe. Nie ulega wątpliwości, że czarnoskóry 19-latek będzie wkrótce wielkim piłkarzem. Już w tym momencie jest tak zwinny i szybki, że obrońcy Albicelestes wyglądali przy nim jak polscy sprinterzy przy Usainie Bolcie. Zawodnik PSG pognał z futbolówką niemal spod własnej “szesnastki”, minął trzech rywali zanim został przewrócony przez niemiłosiernie ogrywanego Marcosa Rojo. Na drugą połowę z resztą już nie wyszedł. To była 13 minuta, ale w ósmej petarda z “wolnego” najaktywniejszego w pierwszych fragmentach spotkania Griezmanna wylądowała na poprzeczce. Bramka Armaniego aż zadrżała w posadach. Obraz pierwszej połowy zdawał się nie pozostawiać złudzeń, kto tu będzie zdobywał kolejne gole. Francuzi cisnęli, a Messi i spółka ograniczali do nielicznych wypadów pod bramkę Llorisa. I wtedy pojawia się nieprawdopodobnie krytykowany za swoja postawę w części grupowej Angel Di Maria ukazując nam definicję gola z niczego. Mający za sobą najlepsze lata kariery, a teraz odcinający kupony były zawodnik m.in. Realu Madrat dostał podanie ok. 25 metrów na wprost bramki i kropnął zdejmując pajęczynę w bramce Llorisa. No gol, że kapcie spadają. W 48 minucie cała piłkarska Francja doznała szoku, kiedy po strzale Messiego piłka odbiła się przypadkowo rykoszetem od Mercado i wpadła obok bezradnego kapitana wicemistrzów Europy. To podziałało na ekipę Deschampsa jak płachta na byka. Siedem minut później wielkie nieporozumienie bramkarza Armaniego i obrońcy Fazio mogło się skończyć golem Griezmanna. Ale co się odwlecze to nie uciecze. Kilkadziesiąt sekund później dośrodkowanie z lewej strony boiska pięknym wolejem zza pola karnego sfinalizował Pavard. Gol? Na pewno najpiękniejszy w karierze tego młodego piłkarza i mocny kandydat do bramki całych mistrzostw. Chwilę później koncert rozpoczął Mbappe wyprowadzając po raz drugi tego popołudnia Francuzów na prowadzenie. Po lekki pożarze na początku drugiej połowy, sytuacja wydawała się opanowana tym bardziej, że za chwilę ten sam zawodnik wyprowadził swoją reprezentację na dwubramkowe prowadzenie. Resztki nadziei w końcówce dał Argentynie Messi do spółki z Kunem Aguero. Leo w drugiej minucie doliczonego czasu idealnie dośrodkował na głowę gracza Manchesteru City. Zryw był za późny ponieważ czasu na kolejne trafienia już brakło, a uderzenie Sergio wpłynęło ostatecznie tylko na korektę rezultatu.

Francja – Argentyna 4:3 (1:1)
1:0 – Antoine Griezmann (k.) 13′
1:1 – Angel Di Maria 41′
1:2 – Gabriel Mercado 48′
2:2 – Benjamin Pavard 57′
3:2 – Kylian Mbappe 64′
4:2 – Kylian Mbappe 68′
4:3 – Sergio Aguero 90+3′

Francja: Hugo Lloris – Benjamin Pavard, Raphael Varane, Samuel Umtiti, Lucas Hernandez, N’Golo Kante, Paul Pogba, Kylian Mbappe Lottin (89′ Florian Thauvin), Antoine Griezmann (83′ Nabil Fekir), Blaise Matuidi (75′ Corentin Tolisso), Olivier Giroud.

Argentyna: Franco Armani – Gabriel Mercado, Nicolas Otamendi, Marcos Rojo (46′ Federico Fazio), Nicolas Tagliafico, Enzo Perez (66′ Sergio Aguero), Javier Mascherano, Ever Banega, Cristian Pavon (75′ Maximiliano Meza), Lionel Messi, Angel Di Maria.

Po spotkaniu rozgrywanym o 16:00 poprzeczka powędrowała na tyle wysoko, że nie łudziliśmy się nawet, iż wychodzący na boisko w Soczi Urugwajczycy i Portugalczycy przebiją swoim występem Francję i Argentynę. Przed meczem zdecydowanego faworyta nie było. Nieco większe szanse na triumf bukmacherzy dawali Suarezowi i kolegom. Wynik bardzo szybko otworzyły do spółki dwie największe postacie w talii Oscara Tabareza, czyli wspomniany wyżej Suarez i Cavani. Ten pierwszy mocno wstrzelił futbolówkę w pole karne mistrzów Europy, którą sprytnie głową przeciął napastnik PSG. Portugalczycy długo nie mogli sforsować zasieków postawionych przez defensorów Urugwaju. Cały mecz szedł im jak po grudzie. Ale w końcu, to co nie udało się żadnemu grupowemu przeciwnikowi Urusów (Urugwaj jako jedyna ekipa nie straciła w niej bramki) Portugalia uczyniła w 55 minucie. W pole karne wbiegł Pepe i po 325 minutach oraz trzech i pół spotkaniach prób innych zespołów, wpakował głową piłkę do siatki Muslery. Mimo straty gola blok defensywny w osobach Caceresa, Gimeneza, Godina i Laxalta utrzymał miano zdecydowanie najlepiej broniącej ekipy mundialu. Jednak drużyny z Ameryki Południowej charakteryzują się tym, że w żadnym momencie się nie załamują. Zawsze idą po swoje, nawet, kiedy w pewnym momencie coś nie układa się po ich myśli lub rywal próbuje dochodzić do głosu. I tak było tym razem. Przy małej pomocy Pepe (za krótkie wybicie piłki głową) znów dał o sobie znać Cavani, który obudził się chyba w najlepszym dla zespołu momencie. Ładnym mierzonym strzałem po długim rogu nie dał szans na odpowiednią reakcję Rui Patricio. Tym strzałem golleador Urugwaju ustalił wynik tej potyczki. Jeszcze w 71 minucie byliśmy świadkami pięknego obrazka, kiedy kontuzjowanemu bohaterowi – Cavaniemu przy zejściu z boiska pomagał CR7. Na razie nie ma informacji na ile poważny jest uraz Edisona i czy będzie w stanie zagrać w ćwierćfinale przeciwko Francuzom. Gdyby jednak piłkarz, który broni na co dzień barw klubu z ligi następnego przeciwnika nie mógł wystąpić byłaby to dla Latynosów niepowetowana strata.

Urugwaj – Portugalia 2:1 (1:0)
1:0 – Edinson Cavani 7′
1:1 – Pepe 55′
2:1 – Edinson Cavani 62′

Urugwaj: Fernando Muslera – Martin Caceres, Jose Gimenez, Diego Godin, Diego Laxalt – Nahitan Nandez (80′ Carlos Sanchez), Lucas Torreira, Matias Vecino, Rodirgo Betancur (63′ Christian Rodriguez) – Luis Suarez, Edinson Cavani (73′ Cristhian Stuani).

Portugalia: Rui Patricio – Ricardo Pereira, Pepe, Jose Fonte, Raphael Guerreiro – Bernardo Silva, Ricardo Carvalho, Adrien Silva (65′ Ricardo Quaresma), Joao Mario (84′ Manuel Fernandes) – Goncalo Guedes (73′ Andre Silva), Cristiano Ronaldo.