Fatalny występ żużlowców w Grudziądzu. Porażka i strata bonusu na własne życzenie

Takiego scenariusza i przebiegu niedzielnego meczu Grupy Azoty Unii Tarnów w Grudziądzu chyba nikt się nie spodziewał. Z drużyny i euforii jaka towarzyszyła nam po pokonaniu mistrza Polski z Leszna nie zostało nic. Wystarczył tydzień by wszystko zaprzepaścić. Porażka 52:38 jest tym bardziej bolesna, że poniesiona na własne życzenie. Co z tego, że nasi żużlowcy przeważnie lepiej wychodzili ze startu skoro nie potrafili swoich lokat utrzymać, popełniając na trasie kardynalne błędy. Z całą stanowczością można powiedzieć, że to nie MRGARDEN GKM wygrał ten mecz, a po prostu my go oddaliśmy. Boli nawet nie sama przegrana, ale jej rozmiar, ponieważ nie obroniliśmy punku bonusowego. Można tylko żałować, że ten “popis” widziała w telewizji cała Polska.

Porażka może mieć spore reperkusje w przyszłości. Wyniki innych meczów nie ułożyły się dla nas najlepiej. Na razie utrzymaliśmy jeszcze piąte miejsce, ale tabela się spłaszcza. Może więc dobrze, że czeka nas teraz dwutygodniowa przerwa, będzie czas na przemyślenia i odpowiednie wyciągnięcie wniosków.

Znów możemy chwalić niebiosa, za to że mamy w składzie Nickiego Pedersena. Duńczyk poza jedną wpadką był bezbłędny. Wywalczył szesnaście punktów, czyli około 40% dorobku całej drużyny. O przepaści nad resztą jego kolegów niech świadczy fakt, że drugim punktującym żużlowcem w tarnowskiej ekipie okazał się Jakub Jamróg z pięcioma oczkami.

Jeszcze początek nie wyglądał źle. Po dwóch biegach nawet prowadziliśmy. W biegu młodzieżowym Patryk Rolnicki na wejściu w ostatni łuk odważnym atakiem wyprzedził Dawida Wawrzyniaka. Między zawodnikami doszło do delikatnego kontaktu, ale upadek juniora gospodarzy nastąpił kilka sekund później. Sędzia nie miał wątpliwości, że należy wykluczyć reprezentanta GKM-u. Z 1-5 zrobiło się szczęśliwe 3-3. – Jestem zły na siebie, bo powinienem upaść od razu, a nie po przejechaniu paru metrów – żałował Wawrzyniak.

W kolejnych biegach pozostało nam patrzeć na powolne wymierzanie wyroku i dalszy pokaz nieporadności podopiecznych Pawła Barana. Zaczęło się od dziesiątego biegu, gdy prowadzący Kenneth Bjerre przez nikogo nie atakowany zahaczył o bandę i upadł. Zdarzenie wyglądało naprawdę niebezpiecznie i było łudząco podobne do tego z ostatniego wyścigu w Tarnowie przeciwko Fogo Unii Leszno. Z tym, że wtedy udało się wyjść z opresji cało. Pomogła zapewne znajomość domowego obiektu. Teraz skończyło się na zapoznaniu z nawierzchnią grudziądzkiego toru. Na szczęście kapitan jaskółek zszedł do parku maszyn o własnych nogach. Ale na tym zakończył swój udział w zawodach. W powtórce Rolnicki przez trzy okrążenia jechał przed parą Buczkowski – Lindbaeck. Niestety jeden błąd zaważył o tym, że na prostej stracił od razu dwie pozycje.

Show skradł jednak Artur Mroczka już w kolejnej odsłonie. Na wyjściu z pierwszego wirażu zawadził o tylne koło Krystiana Pieszczka. Sędzia Krzysztof Meyze nie miał wątpliwości, że winnym przerwania gonitwy był wychowanek Grudziądza broniący obecnie barw Grupy Azoty Unii. Mroczka nie mógł się pogodzić z tym werdyktem. W boksie zawodnika latało wszystko co tylko miał pod ręką. Kamery stacji nsport transmitującej to spotkanie pokazały jak Mroczka “rozmawia” z arbitrem przedstawiając swoje racje. Po trzaśnięciu słuchawką nazwał pana Meyze skur*******. Grozi mu za to zawieszenie, albo wysoka grzywna do 20000 złotych. Przed ostrym komentarzem nie mógł się także powstrzymać przy rozmowie z reporterem Mateuszem Kędzierskim. Po chwili dyskusji odszedł od niego bez słowa, niemal płacząc.

Warto zwrócić uwagę, że po raz pierwszy w tym sezonie, gdy sztab szkoleniowy ma do dyspozycji zarówno Petera Kildemanda i Wiktora Kułakowa szanse od pierwszego biegu otrzymuje ten drugi. Duńczyk stanął przed nie lada trudnym wyzwaniem. Bo kiedy wydawało się, że nie pojawi się na torze, został wysłany w bój od trzynastego wyścigu! Nie zaprezentował się źle, widać było, że mobilizacja i sportowa złość aż z niego kipi. Popełnił jednak ten sam błąd, co tydzień wcześniej. Wtedy skosił Piotra Pawlickiego, a teraz najpierw napędził się po szerokiej i ścinał w krawężnik, gdzie znajdował się już Antonio Lindbaeck. Czarnoskóry Szwed szybko wstał i ruszył z pięściami na Kildemanda. Przed wymierzeniem sprawiedliwości powstrzymali Toninha koledzy z zespołu.

MRGARDEN GKM Grudziądz – 52 pkt.
9. Przemysław Pawlicki – 11+1 (2,2*,2,3,2)
10. Kai Huckenbeck – 0 (0,-,-,-)
11. Krzysztof Buczkowski – 10+2 (2*,1*,3,2,2)
12. Antonio Lindbaeck – 9+1 (3,2,2*,1,1)
13. Artiom Łaguta – 13+1 (3,3,3,3,1*)
14. Dawid Wawrzyniak – 0 (u,d,0)
15. Kamil Wieczorek – 4 (3,1,0)
16. Krystian Pieszczek – 5+1 (3,0,2*)

Grupa Azoty Unia Tarnów – 38 pkt.
1. Nicki Pedersen – 16+1 (3,3,1*,3,3,3)
2. Artur Mroczka – 3 (1,0,2,w,-)
3. Jakub Jamróg – 5 (1,2,1,1,0)
4. Peter Kildemand – 2 (-,-,-,2,w)
5. Kenneth Bjerre – 3 (2,1,w,d)
6. Patryk Rolnicki – 4 (2,0,1,1)
7. Kacper Konieczny – 1 (1,0,-)
8. Wiktor Kułakow – 4 (0,1,3)

Bieg po biegu:
1. (67,07) Pedersen, Pawlicki, Mroczka, Huckenbeck – 2:4 – (2:4)
2. (67,86) Wieczorek, Rolnicki, Konieczny, Wawrzyniak (u) – 3:3 – (5:7)
3. (68,57) Lindbaeck, Buczkowski, Jamróg, Kułakow – 5:1 – (10:8)
4. (66,89) Łaguta, Bjerre, Wieczorek, Konieczny – 4:2 – (14:10)
5. (68,64) Pedersen, Lindbaeck, Buczkowski, Mroczka – 3:3 – (17:13)
6. (67,49) Łaguta, Jamróg, Kułakow, Wawrzyniak (d) – 3:3 – (20:16)
7. (68,21) Pieszczek, Pawlicki, Bjerre, Rolnicki – 5:1 – (25:17)
8. (68,62) Łaguta, Mroczka, Pedersen, Wieczorek – 3:3 – (28:20)
9. (68,33) Pedersen, Pawlicki, Jamróg, Pieszczek – 2:4 – (30:24)
10. (69,74) Buczkowski, Lindbaeck, Rolnicki, Bjerre (w) – 5:1 – (35:25)
11. (69,18) Łaguta, Pieszczek, Jamróg, Mroczka (w) – 5:1 – (40:26)
12. (69,37) Pedersen, Buczkowski, Rolnicki, Wawrzyniak – 2:4 – (42:30)
13. (68,79) Pawlicki, Kildemand, Lindbaeck, Bjerre (d) – 4:2 – (46:32)
14. (69,99) Kułakow, Buczkowski, Lindbaeck, Kildemand (w) – 3:3 – (49:35)
15. Pedersen, Pawlicki, Łaguta, Jamróg – 3:3 – (52:38)

Sędzia: Krzysztof Meyze