Mundial: Pierwsze drużyny za burtą, Iran nastraszył Hiszpanów
Znamy już trzy drużyny, które na pewno pojadą do domu po zakończeniu fazy grupowej. Wystarczyły dwa mecze w grupach A i B by przekonać się, że jeszcze przed ostatnią kolejką z Mundialem w Rosji pożegnają się Marokańczycy, Saudyjczycy oraz Egipcjanie.
Rozkład jazdy na środę nie przewidywał hitowych starć. Przynajmniej na papierze mierzyli się ze sobą faworyci do wygrania swoich grup ze zdecydowanymi outseiderami. Ale ten kto po obejrzeniu wszystkich meczów śmiał narzekać na nudę, może się nazywać malkontentem z najwyższej półki.
To teoretycznie największe emocje mieliśmy otrzymać już na początek dnia. I akurat poziomem tego widowiska nie zawiedliśmy się. Bo jeśli ktoś pomyślał, że po pechowej porażce w ostatniej minucie z Iranem ekipa z Afryki, podłamie się i będzie się biernie przyglądać, czekając na kolejne popisy Cristiano Ronaldo i spółki musiał się srodze zawieść. Co prawda mistrzowie Europy objęli już w 4 minucie prowadzenie po golu głową niezawodnego CR7, ale później ich przewaga nie była już taka jednoznaczna. Sam Ronaldo przed przerwą zmarnował jeszcze jedną dogodną okazję. Ale Marokańczycy nie zostawali dłużni. Niestety albo sami mieli rozregulowane celowniki, albo świetnie w bramce spisywał się Rui Patricio ratując kolegom skórę. W samej drugiej połowie zaprzepaścili co najmniej trzy stuprocentowe sytuacje. Takim sposobem Portugalczycy dowieźli skromne zwycięstwo do końca, wyrzucając Maroko z turnieju. Trochę szkoda, bo z pewnością na tych mistrzostwach świata znaleźlibyśmy wiele innych ekip, które prezentowały się gorzej od Afrykanów. Warto zwrócić uwagę, że wszystkie cztery gole jakie Portugalczycy do tej pory zdobyli są udziałem Cristiano Ronaldo.
Portugalia – Maroko 1:0 (1:0)
1:0 – Cristiano Ronaldo 4′
Portugalia: Rui Patricio – Cedric Soares, Pepe, Jose Fonte, Raphael Guerreiro, Bernardo Silva (59′ Gelson Martins), William Carvalho, Joao Moutinho (89′ Adrien Silva), Joao Mario (70′ Bruno Fernandes), Goncalo Guedes, Cristiano Ronaldo.
Maroko: Monir El Kajoui – Nabil Dirar, Mehdi Benatia, Manuel da Costa, Achraf Hakimi, Karim El Ahmadi (86′ Faycal Fajr), Mbark Boussoufa, Nordin Amrabat, Younes Belhanda (75′ Mehdi Carcela), Hakim Ziyach, Khalid Boutaib (69′ Ayoub El Kaabi).
By daleko nie szukać i udowodnić jak futbol potrafi być niesprawiedliwy, na drugim biegunie mamy Urugwaj, który po dwóch spotkaniach grupowych ma na swoim koncie komplet sześciu oczek i już pewny awans do fazy pucharowej. Jednak żeby powiedzieć coś pozytywnego o ich postawie trzeba by się mocno postarać. Od oglądania poczynań podopiecznych Oscara Tabareza bolą oczy i można zgrzytać zębami. Jedyną bramkę w spotkaniu z Arabią Saudyjską zdobyli za sprawą Luisa Suareza po błędzie bramkarza. Przypomnijmy, że tę samą Arabię Rosjanie rozbili w meczu otwarcia 5:0. Żeby dobitnie pokazać w jak słabej formie przyjechali na mundial Urugwajczycy, trzeba dodać, że wcale jakoś nie zdominowali jednego z najsłabszych zespołów na mistrzostwach. Po prostu męczyli się grając w piłkę, kilka razy dopuszczając Saudyjczyków do stworzenia pod swoim polem karnym niebezpiecznych sytuacji. Z taką grą nie należy jednak wróżyć dalszych sukcesów południowcom. Na teraz drużyna Urugwaju jest wymarzonym rywalem dla jednej z ekip gr. B, czyli prawdopodobnie Portugalczyków lub Hiszpanów. Ciężko bowiem przypuszczać żeby ktoś chciał wpaść na prezentujących przyjemny dla oka i skuteczny futbol gospodarzy turnieju.
Urugwaj – Arabia Saudyjska 1:0 (1:0)
1:0 – Luis Suarez 23′
Urugwaj: Fernando Muslera – Martin Caceres, Diego Godin, Jose Maria Gimenez, Guillermo Varela – Cristian Rodriguez (59′ Diego Laxalt), Rodrigo Bentancur, Matias Vecino (59′ Lucas Torreira), Carlos Sanchez (82′ Nahitan Nandez) – Luis Suarez, Edinson Cavani.
Arabia Saudyjska: Mohammed Al-Owais – Mohammed Al-Breik, Osama Hawsawi, Ali Al-Bulaihi, Yasser Al-Shahrani – Salman Al-Faraj, Abdullah Otayf, Taisir Al-Jassim (44′ Housain Al-Mogahwi) – Hattan Bahebri (75′ Mohamed Kanno), Salem Al-Dawsari – Fahad Al-Muwallad (78′ Mohammad Al-Sahlawi).
Dla Hiszpanów mecz z Iranem miał być spacerkiem. Tymczasem faworyci bardzo długo bili głową w mur. W pierwszej połowie osiągnęli 73% posiadania piłki, ale nic z tego nie wynikało. Irańczycy byli świetnie zorganizowani, widać było, że wyszli z zamiarem utrzymania remisu. Do przerwy wszystkie akcje Hiszpanów dusili w zarodku, nie pozwalając im na stworzenie choćby jednej klarownej sytuacji. Ale właśnie solidna defensywa to znak rozpoznawczy selekcjonera Iranu – pochodzącego z Portugalii Carlosa Queiroza. Na początku drugiej połowy realizator pokazał nie pozostawiającą złudzeń statystykę, kto w tym meczu prowadził grę. Hiszpanie wymienili 366 podań podczas gdy Iran – 66. Mistrzowie świata wyszli na kolejne czterdzieści pięć minut wyraźnie rozjuszeni i pobudzeni. Zaczęli grać szybciej i dokładniej. Ich starania zostały nagrodzone w 54 minucie kiedy z dużą dozą szczęścia strzał Diego Costy odbił się od obrońcy, a następnie trafił w piszczel Hiszpana, wpadając finalnie do siatki. Chwilę wcześniej groźnie na bramkę De Gei uderzył Ansarifard, ale piłka trafiła w boczną siatkę. Po objęciu prowadzenia ekipa Fernando Hierro wyraźnie wytraciła impet. Oddała pole gry ambitnym Irańczykom. Zwycięzcy rozgrywanych w Polsce Euro 2012 natychmiast otrzymali dwa poważne ostrzeżenia. Najpierw źle głową przycelował Mehdi, a później po konsultacji z VARem arbiter musiał przerwać radość Ezatolahi, który trafił co prawda do siatki, ale dokonał tego znajdując się na spalonym. Odmienieni Irańczycy sunęli z atakami dalej. W 78 minucie Taremi minął się z piłką, a wystarczyło żeby tylko dostał ją nogą. W 82 minucie Amiri założył siatkę Pique, a głową z bliskiej odległości piłki do siatki nie wpakował bardzo aktywny Mehdi. Konsternacja? Mało powiedziane. Tak zepchniętej do własnej szesnastki Hiszpanii nie widzieliśmy bardzo dawno. Summa summarum udało im się doczołgać z tą biedną wygraną, ale Iran nie ma się czego wstydzić. Kibice tego zespołu mogą być dumni z postawy swoich pupili. Napędzili jednemu z głównych pretendentów do wygrania mundialu w ostatniej półgodzinie dużego stracha. Z taką grą w starciu z chimeryczną Portugalią wcale nie stoją na straconej pozycji.
Iran – Hiszpania 0:1 (0:0)
0:1 – Diego Costa 54′
Iran: Alireza Beiranvand – Ramin Rezaeain, Morteza Pouraliganji, Majid Hosseini, Ehsan Hajsafi (69′ Mohammadi) – Omid Ebrahimi, Saeid Ezatolahi – Karim Arsarifard (79′ Jahanbakhsh), Mehdi Taremi, Vahid Amiri (86′ Ghoddos) – Sardar Azmoun
Hiszpania: David De Gea – Dani Carvajal, Sergio Ramos, Gerard Pique, Jordi Alba – Sergio Busquets, Andres Iniesta (71′ Koke) – David Silva, Isco, Lucas Vazquez (79′ Marco Asensio) – Diego Costa (89′ Rodrigo)
