Mundial: Gospodarze sensacyjnie eliminują Hiszpanię! Męki Chorwatów

Po tym jak w sobotę w regulaminowym czasie gry awans do ćwierćfinału wywalczyły Francja i Urugwaj, tym razem zwycięskie drużyny musiały się dłużej namęczyć, aby przejść 1/8 finału. A sponsorem niedzieli na rosyjskim mundialu została cyfra DWA. DRUGI dzień fazy pucharowej przyniósł nam DWIE dogrywki i DWIE serie rzutów karnych. Oba miały też podobny scenariusz. Remis 1:1 po regulaminowym czasie gry. Brak goli w dogrywce i rozstrzygające o awansie do ćwierćfinału serie rzutów karnych. Spodziewaliśmy się też, że już na tym etapie może dojść do paru sensacyjnych rezultatów. Nikt jednak nie przypuszczał, że faworyzowanych Hiszpanów ograją gospodarze prowadzeni przez byłego trenera Legii Warszawa – Stanisława Czerczesowa. Nie bez kłopotów w kolejnej rundzie znaleźli się za to Chorwaci, którzy wyeliminowali walecznych Duńczyków.

My w takim dniu jak ten możemy tylko głęboko westchnąć i wrócić pamięcią dwa tygodnie wstecz, kiedy Rosjanie chcieli uniknąć kompromitacji i spokojnie wyjść ze swojej papierowej grupy marzeń (Urugwaj, Rosja, Egipt, Arabia Saudyjska), a my snuliśmy plany i rozpisywaliśmy możliwe warianty drabinki w 1/4. Przejście dalej było bowiem obowiązkiem. Tymczasem los pokazał nam jak potrafi być przewrotny, rzeczywistość do bólu brutalna. Bo podczas gdy my już dawno przywitaliśmy naszych piłkarzy na Okęciu, Rosjanie szykują się właśnie do ćwierćfinału z Chorwacją. Aha i jeszcze coś. Skoro o drabince była mowa. Jedna z jej części ułożyła się w taki sposób, że w finale MŚ 2018 zagra ktoś z grona Rosja, Chorwacja, Dania, Szwajcaria, Szwecja, Anglia lub Kolumbia.

Żeby być jednak uczciwym Rosjanie niewiele zrobili by wygrać z Hiszpanami. Wręcz przeciwnie. Do domu jedzie zespół, który na to nie zasłużył. Ale piłka nożna nie należy do sportów sprawiedliwych. Czerczesow to jednak wytrawny lis. Wiedział, że czysto piłkarskie umiejętności są po stronie ekipy Fernando Hierro. Zdawał sobie sprawę, że to rywale będą więcej grali piłką.Postanowił więc, że gdy La Roja będzie znajdować się przy futbolówce jego podopieczni będą po prostu w jak największym stopniu im przeszkadzać i wybijać z rytmu. Przewaga w posiadaniu (75%-25%) i tworzeniu klarownych sytuacji była bezwzględnie po stronie mistrzów świata z 2010 roku. Wystarczy tylko przytoczyć pierwsze z brzegu statystyki: Sytuacje bramkowe: 25-6, Strzały na bramkę: 9-1. Na koniec totalnie miażdżące wskaźniki. Podania: 1134-287. W ramach ciekawostki warto przytoczyć jeszcze inny fakt świadczący o tym, że Rosjanie szczególnie nie zabiegali o piłkę. W 46 minucie na boisko za Żirkowa wszedł piłkarz o uroczym nazwisku Granat. Do końca dogrywki, czyli przed 75 minut dotknął futbolówkę cztery razy! Ani raz jego podanie nie dotarło do adresata! Niesamowite prawda? A mimo wszystko to i tak było za mało na betonowy mur Rosjan. Ale Czerczesowa też nikt specjalnie nie będzie rozliczał za styl. Liczy się taktyka i wynik, który idzie w świat. A ustawienie choć mocno ekonomiczne, to skuteczne i kropka.

Jak padały gole? Zaczęło się zgodnie z planem. Hiszpania szybko objęła prowadzenie po samobójczym trafieniu Ignaszewicza. Rosjanin walczył z Sergio Ramosem i całkowicie odwrócił wzrok od piłki, która niefortunnie odbiła mu się od pięt i trafiła do siatki. W 40 minucie główkę Dziuby ręką zatrzymał Pique. Sędzia nie miał wątpliwości i wskazał na wapno. Rzut karny pewnie wykorzystał ten, który do niego doprowadził. Później mimo oblężenia bramki Akinfiejewa Sborna osiągnęła swój cel jakim było dociągnięcie za wszelką cenę do zawsze loteryjnego konkursu jedenastek. Hiszpanie nie mieli farta. Nie dość, że Akinfijew zagrał mecz życia, to jeszcze żaden z Rosjan nie chciał się pomylić z karnego. O tym jak świetnie dysponowani w tym elemencie byli Rosjanie niech świadczy fakt, że uznawany za jednego z najlepszych bramkarzy świata David De Gea praktycznie nie powąchał piłki przy żadnym strzale. Co innego Akinfiejew, który w przeciągu 90 minut uratował skórę sobie i kolegom, a na koniec przy jedenastkach genialnie zatrzymywał Koke i Aspasa. Tym sposobem sensacja zapisała się na naszych oczach. Może powtórka z Korei? Wtedy gospodarze doszli aż do półfinału. Ale tam byli bezczelnie ciągnięci za uszy przez sędziów. Teraz o takich podejrzeniach nie może być mowy.

Hiszpania – Rosja 1:1 (1:1, 1:1, 1:1), rzuty karne 3:4
1:0 – Siergiej Ignaszewicz (sam.) 11′
1:1 – Artiom Dziuba (k.) 41′

rzuty karne:

1:0 – Andres Iniesta
1:1 – Fiodor Smołow
2:1 – Gerard Pique
2:2 – Siergiej Ignaszewicz
X – Koke (bramkarz obronił)
2:3 – Aleksandr Gołowin
3:3 – Sergio Ramos
3:4 – Denis Czeryszew
X – Iago Aspas (bramkarz obronił)

Hiszpania: David de Gea – Nacho (70. Dani Carvajal), Gerard Pique, Sergio Ramos, Jordi Alba, Koke, Sergio Busquets, David Silva (67. Andres Iniesta), Isco, Marco Asensio – Diego Costa (80. Iago Aspas).

Rosja: Igor Akinfiejew – Mario Fernandes, Ilja Kutiepow, Siergiej Ignaszewicz, Fiodor Kudriaszow – Jurij Żyrkow (46. Władimir Granat), Aleksandr Samiedow (61. Denis Czeryszew), Roman Zobnin, Daler Kuzjajew, Aleksandr Gołowin – Artiom Dziuba.

Początek wieczornego spotkania zapowiadał nam powtórkę strzelaniny z batalii pomiędzy Francją i Urugwajem. Powód? Nim sędzia zdążył pierwszy raz dobrze dmuchnąć w gwizdek Subasić musiał wyciągać piłkę z siatki. Grający najfajniejszą piłkę dla oka w fazie grupowej Chorwaci bardzo szybko znaleźli się w tarapatach. Szczęście w tym całym nieszczęściu było takie, że czasu na odrabianie strat było multum. Już w pierwszej akcji spotkania etatowy “wyrzucacz” z autu u Duńczyków – Knudsen posłał piłkę rękami na drugą stronę pola karnego. Tam znalazł się Jorgensen, który strzelił w światło bramki lekko zasłoniętego golkipera Chorwatów. Ten nie zdążył odpowiednio sparować piłki do boku i wręcz wbił sobie futbolówkę do siatki. Na tym bramkarskie klopsy się praktycznie skończyły. W dalszej części zawodów widzieliśmy prawdziwy kunszt zarówno Subasicia i młodego Schmeichela, który na oczach ojca robił co mógł, aby wprowadzić Duńczyków do ćwierćfinału. Niestety koledzy roboty mu w żaden sposób nie ułatwiali. Co by jednak nie mówić obaj panowie zasłużyli na miano man of the match. Radość ze skromnego prowadzenia trwała dosłownie 180 sekund. Mandżukić po fliperze w polu karnym naszego grupowego przeciwnika z eliminacji stanął oko w oko z Kasprem Schmeichelem. Odległość była tak niewielka, że napastnik Juventusu musiałby się bardzo postarać, aby nie posłać piłki do siatki. Żeby jednak oddać sprawiedliwości sytuacjom, w których padły bramki, w obu największą rolę wziął udział piłkarz o enigmatycznym pseudonimie “przypadek”. Następnie aż do końcówki dogrywki, z murawy wiało nudą, a oglądającym mecz przed telewizorami coraz częściej spadały oczy do snu. W 114 minucie objawił się wreszcie prawdziwy kunszt lidera Hrvastki – Luki Modricia. Pomocnik Realu Madryt wspaniałym, prostopadłym podaniem obsłużył wychodzącego sam na sam z Schmeichelem Rebicia. Chorwat minął bramkarza Danii i przed jego oczami ukazała się pusta bramka. W ostatniej chwili w nogi Rebiciowi wjechał jednak Jorgensen, ratując zespół przed golem, ale doprowadzając do rzutu karnego. Odroczenie egzekucji? Nic bardziej mylnego . Intencje strzelca, w tym wypadku Modricia kapitalnie wyczuł Schmeichel. Age Hereide i jego drużyna otrzymali drugie życie, z którego jednak nie skorzystali. Gdyby jednak w serii jedenastek udało się Skandynawom odwrócić losy tej potyczki i ostatecznie awansować do 1/4, nie ma wątpliwości, że swoją bohaterską postawą i doprowadzeniem do rzutu karnego kosztem stuprocentowego gola Jorgensen zasłużyłby w swojej ojczyźnie na pomnik. Ale tak jak Dania miała w bramce Schmeichela, tak Chorwacja do końca mogła liczyć na Subasicia. W ostatecznej rozgrywce przebijali się na coraz to efektowniejsze interwencje. W geście triumfu ręce wznieśli jednak faworyci, którzy znów po wzięciu szturmem grupy mogli zatrzymać się już na pierwszym meczu w fazie pucharowej. Warto też dodać, że Modrić nie bał się ponownie podejść do rzutu karnego i tym razem już nie dał szans Kasprowi. Subasić wybronił trzy rzuty karne, natomiast Schmeichel dwa.

Chorwacja – Dania 1:1 (1:1, 1:1, 1:1), rzuty karne 3:2
0:1 – Mathias Joergensen 1′
1:1 – Mario Mandzukić 4′

rzuty karne:

X – Christian Eriksen (bramkarz obronił)
X – Milan Badelj (bramkarz obronił)
0:1 – Simon Kjaer
1:1 – Andrej Kramarić
1:2 – Michael Krohn-Dehli
2:2 – Luka Modrić
X – Lasse Schoene (bramkarz obronił)
X – Josip Pivarić (bramkarz obronił)
X – Nicolai Jorgensen (bramkarz obronił)
3:2 – Ivan Rakitić

W 116. minucie Luka Modrić nie wykorzystał rzutu karnego (Kasper Schmeichel obronił).

Chorwacja: Danijel Subasić – Sime Vrsaljko, Dejan Lovren, Domagoj Vida, Ivan Strinić (81′ Josip Pivarić) – Ivan Rakitić, Marcelo Brozović (71′ Mateo Kovacić) – Ante Rebić, Luka Modrić, Ivan Perisić (97′ Andrej Kramarić) – Mario Mandzukić (108′ Milan Badelj)

Dania: Kasper Schmeichel – Jonas Knudsen, Simon Kjaer, Mathias Joergensen, Henrik Dalsgaard – Andreas Christensen (46′ Lasse Schoene), Thomas Delaney (98′ Michael Krohn-Daehlie), Christian Eriksen – Yussuf Poulsen, Andreas Cornelius (66′ Niclas Joergensen), Martin Braithwaite (106′ Pione Sisto)