Marzenia sprzedane za puszkę piwa!

Znacie to uczucie, kiedy oddychacie pełna piersią i kiedy przepełnia Was poczucie bezmiaru własnych możliwości? Taaaak, ja też nie. Chociaż pewnie większość ludzi przeżywa przynajmniej raz na jakiś czas mniej lub bardziej gwałtowne przypływy motywacji. Niestety, bardzo często nie zdąży ich odpowiednio spożytkować, ponieważ równie szybko następuje odpływ. A człowiekowi pozostają… marzenia.

Ponoć najlepiej współgrają one z młodością. Złotym czasem dla marzeń jest przełom życiowy zwany maturą. Lecz zarówno w przypadku młodych gniewnych, jak i starych… zirytowanych, można zaobserwować dwa typy postaw. Pierwsza to taka, gdy człowiek ma konkretne marzenia, plany i podejmuje takie czy inne działania w celu ich realizacji. I drugie podejście… można by rzec, tak bardzo … polskie… kiedy człowiek wzdycha i popada w klasyczną słowiańską zadumę nad swoim losem. 

Oto dwie przykładowe Zosie zdają maturę. Jedna marzy o studiach muzycznych. Ma wszelkie możliwe środki, aby pracować nad rozwojem talentów. Zamiast tego koncentruje się na tęsknocie za tym, czego chwilowo jej brakuje. I druga. Ma plan zakrojony na kilka najbliższych lat. Wie co musi zrobić, aby ten plan się powiódł. Ale wie również, że czasami coś idzie nie tak, jak byśmy tego chcieli. Dlatego przygotowuje tez plan awaryjny. Tak z ręką na sercu? Bliżej mi do tej pierwszej Zosi.

Nie trzeba jednak wchodzić w środowisko maturzystów, żeby przypatrzeć się polskiemu marzycielstwu. Wystarczy odwiedzić pierwszy lepszy punkt toto – lotka lub zakład bukmacherski. To prawdziwa cieplarnia marzeń. Szkoda, że jałowych. Co prawda stare porzekadło mówi: „jak chcesz wygrać to nie wystarczy zaklinać los. Trzeba jeszcze dać mu szansę i wysłać kupon”. Ale czy to faktycznie pomoże?

Przyzwyczailiśmy się myśleć, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma, a sąsiada to nie cierpię, bo znów kupił nowe auto. A może zamiast zamieniać swoje otoczenie w parową łaźnię od wzdychów i szlochów, warto najpierw sprawdzić, czy faktycznie nie mamy pola manewru? Podczas świętowania urodzin, imienin czy też przy okazji świątecznych bądź noworocznych życzeń słyszymy często: …i spełnienia najskrytszych marzeń. A jakież są te najskrytsze marzenia? To te, które ukryły się nawet przed nami samymi. A dlaczego się ukryły? Bo może bały się, że je zmarnujemy? Nie marnujmy swoich marzeń. Nie sprzedawajmy ich za puszkę piwa i kwaśną minę w rozmowach z sąsiadem. Pozwólmy się im poprowadzić i po prostu – zacznijmy działać. Czego Wam i sobie życzę.

Katarzyna Rola

fot. www.pixabay.com