Jeśli romansować, to tylko śpiewem

Ach, cóż to był za Romans! Zgoda, taki okrzyk nie jest raczej dzisiaj czymś powszednim. A jednak w tym przypadku – zupełnie zasadnym. Wymusza go bowiem niepowszedniość zjawiska. A istotnie było to coś ze wszech miar wyjątkowego. Szczere wyrazy współczucia należą się tym wszystkim, którzy przybyli na piątkowy koncert spodziewając się poezji śpiewanej w klasycznym wydaniu. Ktokolwiek właśnie tego oczekiwał ten najwyraźniej nie zna autora projektu „Romans śpiewam…” – Grzegorza Gawlika.

Nie mogło być „typowo”. Zwłaszcza, że teksty Leśmiana, które aż kipią erotyką i czułością, ale w których nie brak też zjawisk powszechnie uważanych za brzydkie czy wręcz obrzydliwe… One nie mogły zostać zaaranżowane zwyczajnie. Autor pomysłu zaprosił do współpracy fantastycznych wokalistów i niezastąpionych tarnowskich muzyków. Na scenie pojawiły się dwie fenomenalne wokalistki: Anna Gurgul i Katarzyna Olszewska. Prócz nich swymi głosami czarowali panowie: Sławek Ramian, Piotr Kita i Jarek Tucki. W tarnowskim teatrze w czas płomieniejących liści kolejno rozkwitały kwiaty piosenek. Dojrzewały maliny w pobliskim chruśniaku, szumiały lasy i czyste zdroje. Z Leśmianowskiego świata przeniknęli do nas ludzieńkowie z pieszczotami, przesytem niedoumierania i kładąc dłonie na klamce opowiadali swą romansową historię. Krzyczeli rockowym brzmieniem głosu Jarka Tuckiego, otulali ciepłym szalem wokalnej wirtuozerii Sławka Ramiana. Ich opowieść chwytała za serce dzięki magicznemu i rozbrzmiewającemu wibrującym echem głosowi Ani Gurgul i ciut zadziornemu śpiewaniu Kasi Olszewskiej. Piotr Kita, przy pomocy zaledwie pianina i głosu umiejętnie przykuł do miejsc zasłuchanych miłośników twórczości Leśmiana.

Wśród zaprezentowanych utworów przeważały te wykonywane w pojedynkę. Były też jednak duety, a nadto piosenka tytułowa wykonana także z wokalnym zaangażowaniem sprawcy całego zamieszania – Grzegorza Gawlika. W miejsce klasycznej konferansjerki zastosowano ciekawy zabieg. Pomiędzy piosenkami odtwarzano fragmenty nagrań z prób przeplatające się z dźwiękiem przypominającym skrzypienie koła lub korbki w jakimś zapomnianym urządzeniu. Nostalgia. Uśmiech. I jakaś dziwna rzewliwość. Odczytano i zaśpiewano również fragment jednego z listów Leśmiana (a warto dodać, że zachowały się tylko trzy). Fragment dość osobliwy, który wzbudził żywą wesołość wśród publiczności. Można powiedzieć, że nic co cielesne, Leśmianowi obce nie było. Leśmian to zmysłowość. A więc nie można było poprzestać na słuchu. Podczas całego koncertu obok zespołu lub dwa kroki za muzykami tańczyła subtelna nimfa – Monika Kiwak. Aby zaś odbiorca lepiej mógł wejść w świat Leśmianowskich tęsknot i niedosytów, w ten szum krwi bez którego jedno ciało nie zrozumie drugiego, wokalistom towarzyszyli znakomici tarnowscy muzycy. Na gitarze grał Tomasz Januszewski, na perkusji zaś Bartek Rojek. Prócz niego nad rytmem czuwał z gitarą basową Grzegorz Nosek, a z przy klawiszach i z klawiszami tańczył niezawodny Piotr Niedojadło.

I tak oto w listopadowy wieczór w Tarnowie rozpaliło się lato z całym wakacyjnym szaleństwem… zapomnieniem i zatraceniem. Niemal czuć jeszcze jak pachną maliny.

Katarzyna Rola

Fot. Katarzyna Tryba