I Charytatywny Maraton Pływacki „Beafrika” w Tarnowie

Woda. Cząsteczki wodoru i tlenu. Nic nadzwyczajnego dla współczesnego człowieka. Rzecz tak oczywista, że bardzo często niedoceniana. Przywykliśmy do tego, że odkręcamy kran i mamy jej tyle, ile tylko potrzebujemy. Gotujemy, kąpiemy się, robimy pranie – praktycznie bez ograniczeń. Są jednak takie miejsca na świecie, gdzie deszcz jest świętem, a wodę, jeśli jest – trzeba mocno oszczędzać. Do takich miejsc należą chociażby niektóre rejony Czarnego Lądu.

I chociaż chlorowana woda wypełniająca baseny raczej do picia się nie daje, to jednak prócz szansy zadbania o zdrowie i ładną sylwetkę można ją wykorzystać również do innych celów. Jednym z pomysłów na takie nietypowe wykorzystanie czyjejś pasji do pływania może być Pierwszy Charytatywny Maraton Pływacki „Beafrika”, który odbył się w ostatni czwartek w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Tarnowie. Wspomniane przedsięwzięcie było wspólnym dziełem PWSZ, Duszpasterstwa Akademickiego „Tratwa”, Ratownictwa Wodnego Rzeczpospolitej i Stowarzyszenia Inicjatywa Młodzi Misjom. Można zadać pytanie: co wspólnego ma maraton pływacki z sytuacją w Afryce? Okazuje się, że nie musi mieć nic wspólnego, ale tym razem jedną i drugą rzeczywistość łączyło całkiem sporo. W założeniu organizatorów chodziło o pokonanie łącznie dystansu 42 195 m. Zaś każdy przepłynięty metr przekładał się na kwotę 10 gr. przekazanych na pomoc dzieciom z Republiki Środkowoafrykańskiej.

Na maraton można było zapisać się wcześniej, drogą internetową lub na „gorąco” tuż przed wejściem na pływalnię. Czekali tam dobrze poinformowani i sympatyczni wolontariusze, którzy ochoczo przygarniali wszystkich, chcących włączyć się w to wydarzenie. Ubrana w pastelowe barwy pływalnia Państwowej Szkoły Zawodowej wypełniła się ludźmi, którzy dla odmiany ubrani byli dość skąpo. Odczytano regulamin i pasjonaci pływania – starsi i młodsi wpadali w objęcia wody, która czule pieściła ich ciała. Można było zaobserwować różne style pływackie. Nie liczyła się płeć ani wiek. Liczył się natomiast pokonany dystans. Równe oddechy pływaków prowadziły swoisty dialog z szumem wody. Jednostajnym i kojącym. W tle rozbrzmiewała muzyka inspirowana rytmami afrykańskimi.

Uczestnicy maratonu, prócz dumy i satysfakcji wynosili z wydarzenia także materialny dowód swojej aktywności w postaci dyplomów, na których wypisywano również dystans przepłynięty przez danego uczestnika. Było to pierwszy więc prawdopodobnie nie ostatni Pływacki Maraton. Warto, by dobre przedsięwzięcia rozwijały się i rosły w siłę.

Katarzyna Rola