Horror prześladowca

Czy kiedykolwiek w nocy po oglądnięciu horroru mieliście opory przed wyjściem z pokoju do łazienki, nawet jeśli znajdowała się dwa kroki od Was? A już nie wspomnę o dużo bardziej wymagającej wyprawie między piętrami mieszkania? Cóż, ja do pewnego pamiętnego wieczoru mogłam poszczycić się niewzruszoną siłą charakteru, dzięki której niestraszne mi były ciemne korytarze. Wbrew pozorom prawdziwym powodem tego zamieszania nie był sam film, lecz raczej okoliczności towarzyszące w czasie jego oglądania.

Nie tak dawno temu, kiedy to jeszcze pomieszkiwałam sobie w Anglii, stanęłam przed ciężkim wyborem zapełnienia czymś wolnego czasu podczas wyżej wspomnianego wieczoru. Jak zwykle skończyło się na półgodzinnym wyszukiwaniu filmów. W końcu padło na „Obecność 2”. Oglądałam wcześniej pierwszą część, więc z tematyką egzorcyzmów i głównymi bohaterami byłam obeznana. Dlatego też myślałam, że jestem przygotowana na te chwile grozy i oprócz kilku momentów, w których naprawdę mogłabym się wystraszyć, nic więcej mnie nie zaskoczy. Tylko że nie wzięłam pod uwagę pewnej kwestii… miejsca mojego tymczasowego zamieszkania. Tutaj warto byłoby wspomnieć, że akcja filmu rozgrywa się w północnej Anglii. Gdy zapoznawałam się ze streszczeniem, informacja ta nie wywarła na mnie szczególnego wrażenia. Zaczęłam się powoli wkręcać, dopiero gdy w pierwszych minutach seansu podano nazwę miasta i okazało się, że znajduje się całkiem niedaleko – od razu sprawdziłam! Potem było tylko gorzej. Patrzyłam przez okno na sąsiadujące domy w zabudowie szeregowej, do złudzenia przypominające te z horroru. A sam nawiedzony dom? – wypisz, wymaluj, jak moje mieszkanie, tylko nieco starsze. Nawet nie wiedziałam, kiedy w dalszym ciągu podświadomie szukałam kolejnych podobieństw. Najbardziej wwierciły mi się w głowę drewniane schody wraz z korytarzem i białe drzwi od pokoju ze złotą gałką, którą potem przed snem nieustannie obserwowałam, czy aby na pewno się nie przekręca. Nawet kilka wieczorów później prześladowały mnie wspomnienia z filmu – uciążliwe, jak kac morderca. W efekcie parę przechadzek do kuchni z piętra na parter miałam z głowy. Wyjątek stanowiły sytuacje, kiedy współlokator-wybawiciel kręcił się po mieszkaniu.

To był pierwszy raz, gdy obejrzany przeze mnie horror jeszcze długo krążył w mojej głowie. Chyba miałam jeden z tych dni, kiedy wyobraźnia pracuje ze zdwojoną mocą i zaczyna płatać figle. Poza tym uważam, że ten film naprawdę dostarcza mocnych wrażeń, a w moim przypadku dodatkową nutkę grozy wprowadziło otoczenie, przez co poczułam się bardzo blisko przedstawianych wydarzeń. Tak czy inaczej warto było! Nie ma to jak raz na jakiś czas porządnie się wystraszyć, nawet jeśli potem przez pewien czas boisz się własnego cienia.

 

fot.: pixabay.com