Gabinet dźwiękowych osobliwości. Recenzja płyty „Inflect” Psycho Visions

Debiutancki krążek rzeszowskiej grupy Psycho Visions zowie się „Inflect” i stanowi zapis podróży w najciemniejsze odmęty umysłu. Owa wędrówka polega na wytwarzaniu za pomocą muzyki niepokojących wizji, w których roi się od tańczących na grobach czerwonych diabłów, maszerujących przed siebie ślepych manekinów i nienasyconych szaleńców urządzających potańcówki w starych domach. Muzyka ta sprawdza się idealnie jako remedium na trzymanie obłędu na uwięzi.

Na „Inflect” składa się osiem psychodelicznych kompozycji utrzymanych w klimacie ekstremalnego metalu, aczkolwiek wymykającego się gatunkowym standardom. Muzykę Psycho Visions ciężko jednoznacznie sklasyfikować, albowiem rozpina się pomiędzy death metalem i cyrkowymi melodyjkami, zaś pomiędzy szaleje mrowie ozdobników. Już od „Black Sky”, pierwszego numeru na płycie, posiadającego również cechy intro, słychać narastające miarowo napięcie, budowane za pomocą wyrazistych gitar i wtłoczonego w ich kleszcze wokalu. Większą część materiału charakteryzuje zmieniający się stopień natężenia dźwięków w segmentach instrumentalnych. W warstwie gitarowej często dochodzi do załamania rytmu, rzadziej zaś pojawiają się solówki, co jest z pewnością pokłosiem przesycenia dźwiękowymi ornamentami. Niezwykle ciekawie prezentuje się „Dance of a Madman”, którego dynamika może doprowadzić odbiorcę do tanecznej manii (choreomania), czyli schorzenia charakteryzującego się ciężkim do opanowania wykonywaniem określonych ruchów. Wydawnictwo tętni świeżością i nieokiełznaną wolnością, a także nasuwa intertekstualne skojarzenia. W czasie odsłuchu, szczególnie podczas „Soul Collector”, „Dream My Son” i „Omne Trinum Perfectum”, pomyślałem, że album mógłby stanowić ścieżkę dźwiękową do horroru „Freaks” Toda Browninga.

Z kolei w tekstach zespół wręcz chorobliwie operuje anaforą i epiforą. Natężenie tych figur stylistycznych słychać najmocniej w utworze „Red Devil”. Jeśli chodzi o przekazywane treści, to sporo w nich nihilizmu, fatalizmu, skrywanych pragnień i eksplodującego szaleństwa. Muzycznym nośnikiem tekstów jest oczywiście głos, więc nie sposób pominąć i ten element „Inflect”. Zastosowanie growlu pozostawiło na krążku deathmetalowe piętno, ponieważ wokalista, w przeciwieństwie do instrumentalistów, stronił od upiększeń. I może właśnie dzięki temu udało się osiągnąć efekt nowoczesnego metalowego grania połączonego ze sprawdzonym growlingiem.

Debiut Psycho Visions od strony muzycznej prezentuje się naprawdę bardzo dobrze i z pewnością odbije się echem wśród zwolenników ciężkich brzmień. Jednakże prawdziwą siłę tego materiału zweryfikują koncerty, wszak rock i metal mają to do siebie, że prawdziwej wartości nabierają w czasie grania na żywo. Ze swojej strony mogę dodać, że miałem okazję stać pod sceną podczas występu rzeszowskiej kapeli i jestem przekonany, że również w ich muzykę wpisana jest długowieczność.

Krystian Janik

Fot. Psycho Visions