Dzieje “starego” szpitala w Tarnowie – I wojna światowa i lata międzywojenne cz.3.

Wybuch pierwszej wojny światowej przewrócił do góry nogami życie milionów ludzi w całej Europie. W ciężkiej sytuacji znalazło się wiele instytucji, w tym szpitale, które musiały sprostać napływowi nie tylko cywilów, ale i rannych, chorych żołnierzy. W głodujących krajach szerzyła się biada, a z nią choroby, często zawleczone przez wojsko: tyfus, cholera, czerwonka, czarna ospa. Cywile umierali masowo, grzebano ich często, tak samo jak konających z ran żołnierzy, gdzie popadnie, byle tylko rozkładające się ciała nie powodowały dalszych chorób.

 Jak już wspomniałam w poprzednim artykule tyczącym się dziejów tarnowskiego starego szpitala, placówka ta z chwila wybuchu wojny została niemal bez lekarzy, którzy zostali zmobilizowani, lub, jak prywatni medycy, uciekli przed wojenną zawieruchą. Wprawdzie Rosjanie, którzy zajęli miasto i okupowali je do wiosny 1915 roku przywieźli swoich lekarzy, ale i tak większość pracy przy chorych spadła na niezmordowanego doktora Włodzimierza Rogalskiego, który, jak wiemy, za swoje poświęcenie zapłacił życiem. Oprócz niego w mieście pomagali też chorym trzej inni lekarze – lekarz miejski, doktor Józef Walczyński, oraz dwóch pozostałych w Tarnowie lekarzy prywatnych, Stanisław Ozimek i Andrzej Ader. Ale cóż to było czterech, a po śmierci dra Rogalskiego ledwie trzech, lekarzy w mieście liczącym 35 tysięcy ludności i pełnym uciekinierów, wojska i jeńców wojennych?!

Grozę wojny pogłębiały też toczące się w okolicach walki. W styczniu 1915 roku miasto było ostrzeliwane przez stojących na lewym brzegu Dunajca Austriaków. Pociski padały w pobliżu szpitala, powodując strach wśród personelu i chorych. Tarnowscy lekarze radzili sobie, jak mogli. Dr Walczyński zajmował się chorymi na choroby zakaźne, otwierając osobne tymczasowe szpitale dla chorych na czerwonkę i ospę. Opieki wymagali też przywiezieni przez Rosjan jeńcy niemieccy i austriaccy, których okupant pozostawił pod pieczą tarnowskich lekarzy, nie zapewniając funduszy na ich leczenie. Z pomocą niespodziewanie przyszła lekarka rosyjska o nazwisku Szapiro, która prowadziła przychodnię dla ludności cywilnej, z wielkim poświęceniem pomagając mieszkańcom, rozdając lekarstwa, odwiedzając chorych w domach.

Po tragicznej, przedwczesnej śmierci dra Rogalskiego szpital w Tarnowie pozostał bez lekarza. Żadne źródła nie podają, jak w tej sytuacji zorganizowano opiekę nad chorymi. Z pewnością sytuacja placówki musiała być bardzo trudna. Nie wiemy, kto w niej pracował. Czy był to wspomniany doktor Walczyński, czy któryś z pozostałych lekarzy? A może do szpitala trafili, rzuceni tu zawierucha wojenną medycy z innych, dalekich stron? Może powrócili jacyś tarnowscy lekarze? Nic nie wiemy. Wiemy natomiast jedno – koszmaru wojennej sytuacji chorych dopełniła w lecie roku 1918 epidemia grypy hiszpanki, którą przywlekli żołnierze. Od stycznia tegoż roku ta straszna choroba dziesiątkowała ludność całej Europy. Jej ofiarą padali zwykle ludzie młodzi od 20 do 40 roku życia. Zabijało groźne powikłanie – wirusowe krwotoczne zapalenie płuc, rozprawiające się z chorym już w kilka dni. Nawet, gdy pacjent przeżył je, często śmierć powodowało wtórne, bakteryjne zapalenie płuc. W Tarnowie setki ludzi zapadało na hiszpankę, a szpital był przeciążony liczbą chorych w krytycznym stanie.

Wolność zastała tarnowski szpital w opłakanym stanie. Brakowało dosłownie wszystkiego. Jedynym lekarzem w owym czasie był dr Jerzy Bujalski, ówczesny dyrektor szpitala. Został on zwolniony ze służby wojskowej i skierowany do szpitala w Tarnowie po nagłej śmierci dr Rogalskiego. Ledwie Polska, a z nią nasze miasto, odzyskała niepodległość. Doktor Bujalski przystąpił do energicznych działań. Trzeba było zaopatrzyć szpital w żywność, leki i opał, naprawić uszkodzenia, uzupełnić niezbędny sprzęt i personel. I w tej sytuacji lekarz ów okazał się być właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Z energią i poświęceniem przystąpił do pracy. Nie tylko zajął się aprowizacją szpitala i usuwaniem zniszczeń, ale zajął się też organizacją lecznictwa w niepodległej Ojczyźnie.

To właśnie z inicjatywy dra Bujalskiego w maju 1921 roku odbył się w Tarnowie zjazd lekarzy z terenów byłego zaboru austriackiego. Podczas obrad padło wiele pomysłów i koncepcji, dzięki którym udało się uchwalić ustawę o szpitalnictwie, która organizowała prace szpitali w Polsce lat międzywojennych.

W pracy pomagała Bujalskiemu doktor Janina Misiewicz, która z bolszewickiej Rosji trafiła do Tarnowa i okazała się wielce uzdolniona w leczeniu chorób układu oddechowego. Oboje postarali się o to, by w tarnowskim szpitalu zawsze znalazły się wolne miejsca dla dzieci polskich, które udało się wyrwać z rąk bolszewików. Dzięki Amerykańskiemu Komitetowi Pomocy, który przekazał wyposażenie i  leki, udało się już w roku 1921 utworzyć Miejską Lecznicę dla Dzieci. Był to szpitalik na 60 łóżek, kierowany przez dra Stanisława Goździewskiego, znakomitego pediatrę, społecznika, który w dziecięcym szpitalu pracował bezinteresownie aż do wybuchu II wojny światowej. Doktor Goździewski zginął w Katyniu…

Tymczasem doktor Bujalski opuścił nasze miasto, powołany na wiceministra zdrowia w pierwszym rządzie Witosa. W wyniku rożnych wydarzeń, chorób lekarzy, ich rezygnacji dla innych posad, dyrekcja szpitala powszechnego zmieniała się dość często w ciągu tych dwudziestu lat wolności między wojnami. Jakoś jednak nie zaszkodziło to zbytnio szpitalowi. Jego kolejni dyrektorzy byli ludźmi kompetentnymi, świetnymi fachowcami, znakomitymi organizatorami i pod ich pieczą szpital rozrastał się, nowocześniał. Przybywało łóżek i oddziałów. Niestety, źródła historyczne i dokumentacja z tamtego okresu są dość skąpe, ale już to, co się zachowało, pokazuje olbrzymi postęp w rozwoju szpitala.

Na początku lat dwudziestych szpital tarnowski miał cztery oddziały: chirurgiczny, ginekologiczno-położniczy, internistyczny i zakaźny. Lekarze i pozostały personel mieli co robić. Wciąż panowała bieda, chaos powojenny, liczba mieszkańców miasta rosła, także z powodu powstania w pobliskich Mościcach fabryki chemicznej (dzisiejsze Azoty). Trzeba było odpowiedniego zaplecza leczniczego dla robotników i ich rodzin. Kolejni dyrektorzy dokładali cegiełki do rozbudowy i rozwoju szpitala.

Najpierw doktor Mieczysław Wawrzeszkiewicz, szanowany i ceniony, snuł plany rozbudowy szpitala, ale przerwała je choroba, uda mózgu, którego doznał. Za jego dyrektury szpital posiadał 184 łóżka, czterech lekarzy i 25 pielęgniarek, nie licząc pozostałego personelu. Zmalał wskaźnik śmiertelności, a placówka wzbogaciła się o własne laboratorium chemiczno-mikroskopowe.

Szpital rozrastał się nadal. W latach trzydziestych otrzymał nową salę operacyjną, własny aparat rentgenowski. Przybył też nowy pawilon zakaźny i oddział pulmonologiczny. O to wszystko postarał się dyrektor Wilhelm Tu̎rschmid, syn powstańca Styczniowego, chirurg, internista, ginekolog. W planach miał też budowę na terenie szpitalnego ogrodu domu mieszkalnego dla lekarzy i personelu, czego jednak nie udało się zrealizować z powodu wybuchu wojny.

W roku 1935 uroczyście obchodzono stulecie powstania szpitala, który otrzymał teraz imię prezydenta Mościckiego. Pierwsze lata drugiego stulecia tarnowskiego szpitala przyniosły wiele zmian na lepsze. Dobudowano drugie piętro do budynku głównego i budynku chirurgii, które zyskały przez to kształt, jaki znamy dzisiaj. Powstało też skrzydło południowe szpitala. Liczba łóżek dla chorych zwiększyła się do trzystu, co było konieczne, ponieważ miasto rozbudowywało się w szybkim tempie i przybywało mu mieszkańców. W sumie budynków szpitalnych było już pięć, miały one bieżącą wodę, elektryczność, a w 1937 roku zyskały instalację centralnego ogrzewania. Zwiększyła się tez do siedmiu liczba lekarzy, przybyło również pielęgniarek, którymi były nadal siostry szarytki. Młodym lekarzom, którzy w Tarnowie zaczynali z reguły swoją praktykę, szpital oferował mieszkania w budynku głównym i chirurgii. Byli to zdolni, oddani chorym ludzie, dlatego też szpital tarnowski zyskiwał coraz lepszą renomę.

Nowy budynek kardiologii

Szpital się rozwijał, poziom opieki w nim wzrastał sukcesywnie, młodzi lekarze pod okiem starszych, znakomitych kolegów, zyskiwali doświadczenie i szacunek chorych. I wtedy nadszedł wrzesień 1939 roku…

Maria Polaczek

ŹRÓDŁO STARYCH FOT./HTTPS://DOCPLAYER.PL//14840350-1835-2010-STARY-SZPITAL-W-TARNOWIE-SZPITAL-ZALOZONY-ZOSTAL-W-OKRESIE-SZALEJACEJ-EPIDEMII-TYFUSU-NA-DAWNYCH-FOTOGRAFIACH-I-DOKUMENTACH.HTML