Cóż to za człowiek? – czyli historia pewnego upiora
Czym jest sztuka? Jakie określenie najbardziej odpowiada temu terminowi? Moim zdaniem sztuka to przede wszystkim kreatywność. To ona przyciąga publikę, poszukującą wciąż nowych doświadczeń. Potrzeba intrygować – to kluczowe słowo, którego wszyscy szukamy. Próbują go odnaleźć także twórcy współczesnych dzieł, pragnący dzielić się z innymi pracą swych rąk i umysłu. W obecnej dobie, trzeba naprawdę dużo się napracować, by zaciekawić widza. Jednak jakie działania należy podjąć w tym celu? Czym skupić uwagę potencjalnego widza?
Reżyserka Teatru Tuptusie Justyna Kapa, podjęła się tego nie lada wyzwania. Aktorzy amatorzy z Teatru Tup wystawili pod jej kierownictwem sztukę pod tytułem Cóż to za człowiek?. Nietypowa forma spektaklu opartego na II i IV części Dziadów Adama Mickiewicza związana jest z brakiem granicy pomiędzy aktorem a widzem. Nawet na scenie Tarnowskiego Teatru im. Ludwika Solskiego zasiadała widownia. Aktorzy nie odcięli się od publiczności, a zwracali się bezpośrednio do niej, włączając nawet przypadkową kobietę w spektakl. Cała gra aktorska, w tym emocje wymalowane na twarzach, wyglądały na autentyczne. Dodatkowo muzyka została zagrana na żywo.
Reżyserka splotła ze sobą monolog Gustawa i obrzędy dziadów, zapobiegając dzięki temu nieuchronnej monotonni. W roli nieszczęśliwie zakochanego mężczyzny idealnie spełnił się Szymon Szczęch. Prowadzone przez niego monologi, a także emocje, które dało się wyczytać dzięki bliskości aktora z widownią, są godne podziwu. W Guślarza wcielił się zaledwie piętnastoletni aktor Kacper Rokosz. Pomimo młodego wieku zaprezentował znakomitą grę aktorską, doskonale kierując swoim ciałem. Dynamika jego ruchów skupiała na sobie uwagę widzów, a także rzuciła nowe światło na tę rolę. Podejrzewać można, że Guślarz jest niejako szaleńcem, na którego najmocniej z wszystkich obecnych na obrzędach dziadów, wpływają pojawiające się duchy.
Gra ciał aktorów dawała złudzenie ludzi kierowanych przez nadludzkie siły. Widać to było w przypadku dusz, które przepędzano z tajnego obrzędu. Do tego chór głosów, nasilających się i mówiących główną kwestie: Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie wprowadzał mroczny klimat do spektaklu. Nie zapomniano także o dodatkowych efektach, takich jak echo. Sprawiało ono wrażenie, jak gdyby naprawdę dusze przemawiały z zaświatów.
Od lat wśród badaczy dramatów Mickiewicza toczą się spory o czas akcji w Dziadach. W interpretacji reżyserki spektaklu wydarzenia z II i IV część Dziadów zostały zaprezentowane równocześnie, tak jakby miały miejsce w jednym momencie. Na początku spektaklu pojawiają się również fragmenty ballady Upiór, którą to wymawia powstały z grobu Gustaw. Jego monolog splata się z dziejącymi się w innej przestrzeni, lecz w tym samym czasie, obrzędami dziadów. Oba przedstawienia pozostają rozdzielone, aż do ostatniego, przyzwanego ducha. Na końcu następuje połączenie, kiedy to, w interpretacji reżyserki, Guślarz spostrzega Gustawa i określa go mianem bezimiennego widma, które to w milczeniu podąża za pasterką.
Spektakl zachwycił mnie swą odmiennością. Nie był typowym, wiernym przedstawieniem dramatu z niewielką inicjatywą reżysera. Nacisk w Cóż to za człowiek? został postawiony na kreatywność, wychodząc naprzeciw pytań stawianych przez badaczy. Reżyserka nie bała się podążyć za własną interpretacją dzieła i odczuciami, lecz wcieliła swój plan w życie. Należy się jej za to wielkie uznanie i szacunek, że pomimo nieśmiałej natury napisała tak odważny scenariusz. Prowadzony przez nią Teatr Tuptusie otrzymał w tym roku nagrodę Miasta Tarnowa za osiągnięcia artystyczne. Pamiętając niedzielny występ aktorów, trudno mi się nie zgodzić z tym wyborem. Wielkość pracy jaką wielu ludzi włożyło w ten spektakl, ich zaangażowanie oraz naturalność gry aktorskiej zasługuje na ogromną pochwałę.
Cóż to za człowiek? to spektakl, który nie jednego zachwyci i zainspiruje. Dzięki braku granicy pomiędzy widownią a sceną widz może poczuć się, jakby sam brał w nim udział. Choć to jeszcze tylko gra amatorska, niewiele brakuje początkującym aktorom do sukcesu na wielką skalę. Sądzę, że nawet niektórzy zawodowi aktorzy powinni pochylić głowy nad talentami Teatru Tuptusie, w szczególności nad starszymi aktorami Teatru Tup. Zachęcam do śledzenia aktywności tego teatru i wspierania ich swoją obecnością na spektaklach.
Anna Hajduk
