Mundial: Nigeria podała Argentynie tlen, Brazylia ucieka spod topora


Piątkowa kolejka w grupie D ułożyła się w ten sposób, że nawet posiadająca jeden punkt Argentyna pozostała w grze o 1/8 finału. Niesamowity ścisk panuje natomiast w grupie E, gdzie z mistrzostwami świata trzecim meczem pożegna się na pewno waleczna Kostaryka

Brazylia długo cierpiała w meczu z Kostaryką. Ale akurat do takiej postawy drużyn z Ameryki Południowej na tym mundialu powinniśmy być już przyzwyczajeni. Żadna póki co nie rzuciła nas swoją finezyjną grą na kolana. Wszystkie bez wyjątku grają jak na zwolnionych obrotach. Heroiczna walka Kostarykan trwała aż do dziewięćdziesiątej minuty i doliczonego jej czasu, kiedy mur obronny ekipy Oscara Ramireza skruszyli w końcu najpierw Coutinho (90+1), a później Neymar (90+6). Po trafieniu tego pierwszego, trener Brazylijczyków o mało nie przypłacił wybuchu radości kontuzją. Biegnąc w stronę strzelca przewrócił się na równej jak stół murawie. Wcześniej jednak wiele razy kotłowało się pod bramką Keylora Navasa. Niecelne próby oddawali m.in. Paulinho i Neymar, a w poprzeczkę przyrżnął Gabriel Jesus. O ironio golkipera Kostaryki, reprezentującego Real Madryt pokonało dwóch zawodników Barcelony. Jeden aktualny drugi były. Mieliśmy też popis umiejętności aktorskich Neymara. Brazylijki gwiazdor padł w polu karnym po kontakcie z rywalem jak rażony piorunem. Sędzia w pierwszym odruchu dał się nabrać i wskazał na „wapno” . Otrzymał jednak sygnał, że warto przyjrzeć się wideoweryfikacji, która nie pozostawiała złudzeń. Dotknięcie faktycznie nastąpiło, ale Neymar sporo dodał od siebie. Zawodnik mógł spokojnie utrzymać się na nogach i jedenastka się nie należała. Kostarykanie postraszyli tylko raz. Jako pierwsi przeprowadzili groźną akcję. W 13 minucie Borges wpadł w pole karne po dośrodkowaniu z bocznych sektorów boiska. Uderzenie poszybowało jednak wysoko nad bramką.

Brazylia – Kostaryka 2:0 (0:0)
1:0 – Philippe Coutinho 90+1′
2:0 – Neymar 90+7′

Brazylia: Alisson Becker – Fagner, Thiago Silva, Miranda, Marcelo, Casemiro, Paulinho (68′ Roberto Firmino), Willian (46′ Douglas Costa), Philippe Coutinho, Neymar, Gabriel Jesus (90+3′ Fernandinho)

Kostaryka: Keylor Navas – Cristian Gamboa (75′ Francisco Calvo), Giancarlo Gonzalez, Oscar Duarte, Bryan Oviedo, Johan Venegas, David Guzman (84′ Yeltsin Tejeda), Celso Borges, Bryan Ruiz, Marcos Urena (54′ Christian Bolanos)

Do tego meczu, spośród wszystkich afrykańskich drużyn tylko Senegalowi udało się odnieść zwycięstwo. Niestety tą jedyną ofiarą ekipy z Czarnego Lądu okazała się nasza reprezentacja. W piątek do tego wąskiego grona dołączyła Islandia, która uległa Nigerii. O takich potyczkach zwykło się mawiać, że są stworzone dla koneserów. Pierwsza połowa praktycznie do zapomnienia. W drugiej wyglądało to tylko nieco lepiej, ale przynajmniej w końcu zobaczyliśmy odważniejsze akcje i przede wszystkim piłkę w siatce. Prawdziwym trenerskim nosem popisał się Gernot Rohr dając szansę gry od początku Ahmedowi Musie. Nigeryjczyk, który poprzednie spotkanie przeciwko Chorwacji rozpoczął na ławce, tym razem odpłacił się selekcjonerowi za zaufanie, oszukując w znakomitym stylu obronę Islandczyków, strzelając piękne dwa gole. Tak naprawdę to trafił do bramki strzeżonej przez Haldorssonna trzy razy, ale sędziowie, słusznie z resztą, dopatrzyli się spalonego. Po dwóch gongach Sigurdsson i spółka starali się wstać z maty. Zabrali się do tego późno i dość nonszalancko. Dopiero bowiem w 84 minucie otworzyła się dla nich szansa na powrót do gry. Arbiter znów musiał użyć VAR, by poprawić swoją źle podjętą decyzję. W pierwszej chwili nie dojrzał faulu w polu karnym na Islandczyku. Ale co z tego skoro „jedenastki” na bramkę nie potrafił zamienić Gylfi Sigurdsson, największa gwiazda zespołu. Normalnie występując na boiskach angielskiej Premier League nie myli się w takich sytuacjach, ale tym razem przymierzył wysoko nad poprzeczką, panu Bogu w okno. Jeszcze w 88 minucie Finbogasson przegrał pojedynek twarzą w twarz z golkiperem Nigerii – Francisem Uzoho. Tym sposobem szansę na wyjście z grupy zachowała posiadającą tylko jedno oczko Argentyna.

Nigeria – Islandia 2:0 (0:0)
1:0 – Ahmed Musa 49
2:0 – Ahmed Musa 75

Nigeria: Francis Uzoho – Kenneth Omeruo, William Ekong, Leon Balogun – Victor Moses, Oghenekaro Etebo (90′ Alex Iwobi), John Obi Mikel, Wilfred Ndidi, Bryan Idowu (46′ Tyronne Ebuehi) – Ahmed Musa, Kelechi Iheanacho (85′ Odion Ighalo)

Islandia: Hannes Halldorsson – Birkir Saevarsson, Kari Arnason, Ragnar Sigurdsson (65′ Sverrir Ingi Ingason), Hordur Magnusson – Rurik Gislason, Aron Gunnarsson (87′ Ari Skulason), Gylfi Sigurdsson, Birkir Bjarnason – Jon Bodvarsson (71′ Bjorn Sigurdarson), Alfred Finnbogason

Znakomite widowiska oglądaliśmy na koniec dziewiątego dnia rosyjskiego mundialu. Szwajcarzy zagrali według zasady nie ważna jak się zaczyna, ale ważniejsze jak się kończy. Co z tego, że Serbowie objęli prowadzenie, skoro nie umieli utrzymać go do końca, a bramkę stracili już w 90 minucie. Szwajcarzy nie przeważali, a wręcz przeciwnie. Oddali piłkę rywalom i czekali co z nią zrobią Prezentowali przy tym bardzo wyrafinowany i skuteczny futbol. Potrafili wyciągać wnioski na bieżąco choć pierwsze kilka minut temu przeczy. W 5 minucie Sommer obronił strzał głową Mitrovicia, by sześćdziesiąt sekund później skapitulować po identycznym dośrodkowaniu do tego samego zawodnika. Helweci w miarę czasu zaczęli się rozkręcać, a najaktywniejszym piłkarzem w ich szeregach był Dzemaili, który zmarnował kilka klarownych okazji. Jak np. w 30 minucie, kiedy świetnie wyszedł do prostopadłego zagrania Rodrigueza, ale Stojkovicia już pokonać nie potrafił. Drogę do bramki piłka znalazła jednak w 53 minucie. Wtedy to prawdziwą petardę lub jak kto woli pocisk ziemia-powietrze wysłał w stronę bramkarza Serbów Granit Xhaka. Zawodnicy Petkovicia chcieli iść za ciosem. Za chwilę w poprzeczkę trafił Shaqiri. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry fatalny błąd popełnili serbscy obrońcy. Długą piłkę od Tadicia z własnego pola karnego, jeszcze na swojej połowie przejął Shaqiri, który w pojedynku biegowym zostawił w tyle jednego z defensorów Serbów i plasowanym uderzeniem pokonał Stojkovicia. Niestety arbiter Felix Brych nie ustrzegł się w tym spotkaniu przynajmniej dwóch rażących błędów. W 65 minucie Mitrović został sprowadzony w zapaśniczym stylu na ziemię aż przez dwóch szwajcarskich obrońców. Sędzia nie zdecydował się na skorzystanie z VARu tylko zaufał swojej intuicji. Tym razem nie wyszło mu na dobre. Sytuacja o tyle ważna, że doszło do niej jeszcze przy stanie 1:1. W 85 z kolei z boiska powinien wylecieć Nemanja Matić, który wyciął przeciwnika równo z trawą. A że miał już na swoim koncie jedną żółtą kartkę, to prowadzący ten mecz Niemiec wręcz musiał dać Serbowi drugiego „suchara”. Nie wiedzieć czemu tym razem go oszczędził.

Serbia – Szwajcaria 1:2 (1:0)
1:0 – Aleksandar Mitrović 5′
1:1 – Granit Xhala 52′
1:2 – Xherdan Shaqiri 90′

Serbia: Vladimir Stojković – Branislav Ivanović, Nikola Milenković, Dusko Tosić, Aleksandar Kolarov, Nemanja Matić, Luka Milivojević (81′ Nemanja Radonjić), Dusan Tadić, Sergej Milinković-Savić, Filip Kostić (64′ Adem Ljajić), Aleksandar Mitrović.

Szwajcaria: Yann Sommer – Stephan Lichtsteiner, Fabian Schaer, Manuel Akanji, Ricardo Rodriguez, Valon Behrami, Granit Xhaka, Xherdan Shaqiri, Blerim Dzemaili (73′ Breel Embolo), Steven Zuber (90+3′ Josip Drmić), Haris Seferović (46′ Mario Gavranović).