Mundial: Niemcy urwali się ze stryczka, efektowna Belgia, pewny Meksyk
Belgia – Tunezja 5:2 (3:1)
1:0 – Eden Hazard (k.) 7′
2:0 – Romelu Lukaku 16′
2:1 – Dylan Bronn 18′
3:1 – Romelu Lukaku 45+4′
4:1 – Eden Hazard 51′
5:1 – Michy Batshuayi 90′
5:2 – Wahbi Khazri 90+3
Składy:
Belgia: Thibaut Courtois – Toby Alderweireld, Dedryck Boyata, Jan Vertonghen – Thomas Meunier, Axel Witsel, Kevin De Bruyne, Yannick Ferreira Carrasco – Eden Hazard (68′ Michy Batshuayi), Romelu Lukaku (59′ Marouane Fellaini), Dries Mertens (86′ Youri Tielemans)
Tunezja: Farouk Ben Mustapha – Dylan Bronn (24′ Hamdi Naguez), Syam Ben Yousseff, Yassine Meriah, Ali Maaloul – Saifeddine Khaoui, Ellyes Skhiri, Ferjani Sassi (60′ Naim Sliti) – Fakhreddine Ben Youssef (41′ Yohan Benalouane), Wahbi Khazri, Anice Badri
Ten mecz różnił się od większości dotychczasowych spotkań na Mistrzostwach Świata. Obie drużyny postanowiły odpuścić sobie defensywę, a wszystkie siły wkładać w tworzenie akcji ofensywnych. Wystarczy spojrzeć na składy, żeby nie mieć wątpliwości kto skorzysta na takim rozwiązaniu. Belgowie bardzo szybko wyszli na dwubramkowe prowadzenie, z rytmu tylko chwilowo wybił ich gol kontaktowy, stracony po stałym fragmencie. Jeszcze przed przerwą wynik podwyższył Lukaku, tym samym zamykając spotkanie. Po przerwie ekipa z Europy bez problemów radziła sobie ze słabo dysponowanymi rywalami. Orły Kartaginy zostały chyba złamane przez porażkę z Anglią po golu w doliczonym czasie. Końcówka meczu to walka Batshuayi’a z samym sobą. Napastnik Dortmundu został wprowadzony w 68 minucie, a i tak mógł skompletować hattricka, gdyby lepiej nastawił celownik. Ostatecznie udało mu się zaliczyć jedno trafienie. Taki sam wynik indywidualny zanotował Wahbi Khazri i była to bramka zasłużona. Kapitan Tunezji był zdecydowanie najjaśniejszą postacią swojego zespołu i jako jedyny dorastał do poziomu Belgów.
Korea Płd. – Meksyk 1:2 (0:1)
0:1 – Carlos Vela 26′ (k.)
0:2 – Javier Hernandez 66′
1:2 – Heung-Min Son 90+3′
Składy:
Korea: Hyeon-Woo Jo – Jong Lee, Hyun-Soo Jang, Young-Gwon Kim, Min-Woo Kim (84′ Chul Hong), Seon-Min Moon (77′ Woo-Young Yung), Se-Jong Ju (64′ Seung-Woo Lee), Sung-Yueng Ki, Hee-Chan Hwang, Jae-Sung Lee, Heung-Min Son
Meksyk: Guillermo Ochoa – Edson Alvarez, Carlos Salcedo, Hector Moreno, Jesus Gallardo, Miguel Layun, Hector Herrera, Andres Guardado (68′ Rafael Marquez), Carlos Vela (77′ Giovanni dos Santos), Hirving Lozano (71′ Jesus Corona), Javier Hernandez
Napędzeni sensacyjnym zwycięstwem z Niemcami, Meksykanie nie mieli problemów z pokonaniem kolejnych przeciwników. Różnica klas dzieląca podopiecznych Juana Carlosa Osorio i ekipę koreańską była dużo większa niż wynika to z końcowego rezultatu. Przede wszystkim Azjaci znowu razili niefrasobliwością. Mnożyły się straty w środku pola, na które tylko czekali szybcy i rewelacyjnie kontrujący Latynosi. Gdyby Lozano i spółka potrafili poskromić własne ambicje grając bardziej zespołowo, już do przerwy losy spotkania byłyby przesądzone, a tak prowadzili minimalnie po strzale z rzutu karnego. Koreańczycy słabo radzili sobie z konstruowaniem akcji ofensywnych. Ich jedynym atutem była waleczność, często na pograniczu brutalności. Niemiłosiernie faulowani Meksykanie odpowiedzieli w najlepszy z możliwych sposobów – zdobyli bramkę zamykającą rywalizację. Ciężko wierzyć w zwycięstwo Korei z Niemcami, dlatego można założyć, że piękny gol Sona tylko osłodzi im pożegnanie z turniejem.
Niemcy – Szwecja 2:1 (0:1)
0:1 – Ola Toivonen 32′
1:1 – Marco Reus 48′
2:1 – Toni Kroos 95′
Składy:
Niemcy: Manuel Neuer – Joshua Kimmich, Antonio Ruediger, Jerome Boateng, Jonas Hector (87′ Julian Brandt) – Sebastian Rudy (31′ Ilkay Guendogan), Toni Kroos – Thomas Mueller, Julian Draxler (46′ Mario Gomez), Marco Reus – Timo Werner
Szwecja: Robin Olsen – Mikael Lustig, Victor Lindelof, Andreas Granqvist, Ludwig Augustinsson – Viktor Claesson (74′ Jimmy Durmaz), Sebastian Larsson, Albin Ekdal, Emil Forsberg – Marcus Berg (90′ Isaac Kiese Thelin), Ola Toivonen (77′ John Guidetti)
Takiego meczu potrzebowali Niemcy, żeby zapomnieć o porażce z Meksykiem, która mocno ich podrażniła. Od samego początku nacisnęli przeciwników i stwarzali sobie sporo okazji. Skandynawowie praktycznie zupełnie oddali posiadanie piłki, licząc tylko na szybkie akcje po stratach drużyny Joachima Loewa. Tak padła bramka dla Szwedów otwierająca rezultat, choć już wcześniej mogli oni dwukrotnie pokonać Manuela Neuera. Nie sprzyjał im również arbiter. Szymon Marciniak powinien podyktować jedenastkę za faul Boatenga, a nawet odmówił przy tej sytuacji skorzystania z VAR-u. Do przerwy utrzymał się wynik wyrzucający Niemcy poza burtę. Druga odsłona to jeszcze większa dominacja czterokrotnych Mistrzów Świata. Szybki gol Reusa dodał mocy jego kolegom. Widoczny jest jednak brak skutecznego napastnika, który wykończyłby akcje ofensywne. Dopiero w doliczonym czasie wspaniale rozegrany rzut wolny został przez Kroosa zamieniony na bramkę i Niemcy uciekli spod topora. Dokonali tego w dziesięciu, po tym jak Boateng przedwcześnie opuścił plac gry. Tym samym odwrócili swoją sytuację o 180 stopni, bo do awansy wystarcz im dwubramkowe zwycięstwo nad słabiutką Koreą.
