Mistrz Polski sensacyjnie pokonany!!!

Po niedzielnym meczu Grupy Azoty Unii Tarnów z Fogo Unią Leszno z całą stanowczością możemy powiedzieć, że niemożliwe nie istnieje. Jeśli ktoś bowiem odważył się wytypować zwycięstwo gospodarzy z miejsca zostawał uznawany za szaleńca. Tymczasem właśnie dlatego tak kochamy żużel i się nim pasjonujemy, bo w najmniej oczekiwanym momencie potrafi nas zaskoczyć. A niedzielny triumf jaskółek 47:43 nad niepokonaną do tej pory Fogo Unią, nie boimy się tego napisać, urasta jak na razie do największej sensacji sezonu ekstraligowej rywalizacji.

Podczas przedmeczowej odprawy powiedziałem chłopakom jedno. Bez stresu. Na nas i tak nikt nie stawia i każdy kalkuluje tę porażkę – mówił na konferencji prasowej już po spotkaniu trener Paweł Baran. I te słowa najlepiej obrazują nastroje jakie panowały wśród wszystkich kibiców i ekspertów. Punkty, które wpadły w minioną niedzielę są czymś ekstra. To właśnie te oczka mogą okazać się kluczowe w kontekście utrzymania Grupy Azoty Unii w PGE Ekstralidze. A jak do tego doszło?

Już pierwszy bieg pokazał, że tarnowianie nie będą biernie przyglądali się jak naszpikowany gwiazdami rywal zadaje kolejne ciosy i z każdym biegiem powiększa przewagę. Podwójna wygrana Pedersena i Mroczki została jednak szybko zniwelowana przez najlepszą polską parę juniorów Kubera-Smektała. Później rozgorzała walka cios za cios, z której nieco lepiej wychodzili leszczynianie. Zawodnicy Piotra Barona mieli co prawda duże kłopoty z dopasowaniem się do miejscowej, specyficznej nawierzchni, ale mimo wszystko od trzeciego biegu trzymali bezpieczny dystans oscylujący w okolicach 4-6 oczek. – Mogliśmy liczyć na wskazówki Janusza Kołodzieja, który jeździł tutaj kupę lat. Braliśmy pod uwagę jego wskazówki, ale nie mogliśmy sugerować się wszystkim co powie ponieważ każdy z nas ma inne silniki, przełożenia, ustawienia – mówił Piotr Pawlicki. Właśnie wychowanek Unii Tarnów miał być tajną bronią gości, ale okazało się, że dwa lata bez występów w Jaskółczym Gnieździe potrafią i jego rozregulować. – Nie jest tak, że włożę płytę z odpowiednim oprogramowaniem na ten tor i to ma działać – bronił się Kołodziej.

Wracając do Pawlickiego to okazał się jedynym pogromcą Nickiego Pedersena. Duńczyk stracił komplet punktów niejako na własne życzenie. W drugim łuku pojechał za szeroko, co błyskawicznie wykorzystał „Piotruś Pan” wciskając mu się pod łokieć. To co charakteryzowało ekipę przyjezdnych to spore wahnięcia. Żaden z nich nie przekroczył dwucyfrowej granicy, a najlepszym żużlowcem Byków okazał się Kołodziej z dziewięcioma punktami. Jeśli któryś z jeźdźców trenera Barona świetnie wchodził w mecz, druga część okazywała się dla niego katastrofalna. Tak było np. z Bradym Kurtzem. Kołodziej miotał się z przełożeniami właściwie do końca nie znajdując złotego środka. Pawlicki najlepszy miał środek. Emil Sajfutdinow z kolei wydawał się najszybszy, ale tylko wizualnie. Szarpał, zapuszczał się pod bandę, ale punktów z tych szarż nie było. Inna sprawa, że w tych tumanach kurzu ciężko było kogoś minąć na trasie. A taki mistrz jak Jarosław Hampel był objeżdżany jak dziecko przez wszystkich. Zaliczył w Tarnowie swój najgorszy występ w sezonie. Warto też dodać, że odpowiednie roszenie toru utrudniała awaria dwóch polewaczek. Jedna zepsuła się na treningu, a druga w czasie zawodów. By nie doszło do kompromitacji gospodarze musieli ratować się sprowadzeniem wozu strażackiego.

Tarnów oprócz genialnego wprost Pedersena, bo brakuje już pozytywnych epitetów na postawę dziarskiego 40-latka, posiadał w swoim zestawieniu jeszcze dwóch innych liderów: Kennetha Bjerre i Jakuba Jamroga. Większe obawy dotyczyły kapitana zespołu. Kenio miał za sobą trudne zawody Speedway of Nations. Najpierw w piątek uczestniczył w fatalnie wyglądającym karambolu spowodowanym przez Martina Smolinskiego. Wypadek odbił wyraźne piętno na jego sobotnim starcie. Obolały nie potrafił się kompletnie odnaleźć na Stadionie Olimpijskim. Istniało duże ryzyko, że taki stan rzeczy utrzyma się do niedzieli. Na szczęście w Tarnowie w Bjerre wstępują inne siły. Jego forma odmieniła się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Odjechał najlepsze zawody od niepamiętnych czasów.

To on wspólnie z Pedersenem dał sygnał w trzynastej gonitwie, że nie wszystko jeszcze stracone choć różnica urosła już do ośmiu punktów, co było największą przewagą leszczynian w meczu. To od ich 5-1 przed biegami nominowanymi zaczęła się wspaniała pogoń zakończona happy endem. Po niej wiedzieliśmy na co stać parę duńskich jaskółek. Przy życiu musiał nas utrzymać Jamróg z Morczką. Oni otrzymanego tlenu nie zmarnowali. Przy euforii tarnowskiej publiczności rozgromili wręcz Smektałę z Sajfutdinowem. A wcale tak nie musiało się stać. Mroczka źle pojechał drugi łuk pierwszego okrążenia, kiedy wyprzedzili go obaj zawodnicy Fogo Unii. Na szczęście dla nas pojechali szukać szczęścia daleko pod bandą, co Mroczka skrzętnie wykorzystał piękną przycinką w krawężnik, nie dając sobie już później wydrzeć podwójnego sukcesu. Dwa knockdowny mocno zachwiały schowane w końcówce zawodów za podwójną gardą Byki. Decydujący i nokautujący cios znów musieli wyprowadzić Duńczycy. Ci powtórzyli plan z biegu trzynastego, kiedy zdecydowanie wygrali wyjście spod taśmy i niezagrożeni pognali do mety.

Sami przy zjeździe do parku maszyn zostali dopadnięci przez kolegów z drużyny i członków swoich teamów. Zdjęto ich z motocykli, a następnie podrzucano do góry. Radości nie było końca. Mnóstwo kibiców wychodziło ze obiektu ze zdartymi gardłami, ale z pewnością nie żałowali. – Cieszyliśmy się tak jakbyśmy zdobyli mistrzostwo Polski – mówił bez ogródek Jakub Jamróg. On sam już po meczu nie ukrywał, że przed serią trzech dubletów, które dały nam wygraną był nieco zdenerwowany na siebie. Przegrał bowiem dwunasty wyścig z parą Smektała-Hampel. – Jestem zły ponieważ nie powinienem tego biegu przegrać. Naprawdę bałem się, że wbiłem gwoździa do trumny naszej porażki – wyjaśniał już uradowany zwycięstwem. My na miejscu Kuby aż tak samokrytyczni byśmy nie byli. Jak przystało na prowadzącego parę był trzecią strzelbą zespołu. Co najważniejsze w drugim spotkaniu z rzędu potwierdził, że jest zawodnikiem nadającym się do rywalizacji w najlepszej lidze świata. Trzeba tylko wierzyć w to co się robi, a tę wiarę poprzeć ciężką pracą. To właśnie recepta na sukces krajowego lidera tarnowian.

W beczce miodu musi się znaleźć łyżka dziegciu. Srogo rozczarował się ten kto uwierzył, że przerwa spowodowana upadkiem w Szwecji odmieni oblicze Petera Kildemanda. Może i w jego jeździe widać postęp. Pokonał na trasie Hampela. Znajdował się w kontakcie z przeciwnikami. Ale punktów niestety z tego nie ma. Raz może i nawet wygraną w biegu pokrzyżowało mu wykluczenie na Piotrze Pawlickim. Będziemy też powtarzać do znudzenia, że szkoda nam Wiktora Kułakowa. Chłopak znów przyjechał do Tarnowa na wycieczkę.

Grupa Azoty Unia Tarnów – 47 pkt.

  1. Nicki Pedersen – 14 (3,3,2,3,3)
  2. Artur Mroczka – 6+3 (2*,1,1*,0,2*)
  3. Jakub Jamróg – 11 (2,2,3,1,3)
  4. Peter Kildemand – 1+1 (w,1*,0,-)
  5. Kenneth Bjerre – 14+2 (3,1,3,3,2*,2*)
  6. Kacper Konieczny – 0 (0,0,0)
  7. Patryk Rolnicki – 1 (1,0,0)
  8. Wiktor Kułakow – 0 ()

Fogo Unia Leszno – 43 pkt.

  1. Jarosław Hampel – 3+2 (0,0,1*,2*)
  2. Janusz Kołodziej – 9 (1,3,2,2,1)
  3. Piotr Pawlicki – 8+1 (1,3,3,1*,0)
  4. Brady Kurtz – 5+1 (3,2*,0,0,-)
  5. Emil Sajfutdinow – 8 (2,2,2,1,1)
  6. Bartosz Smektała – 5+1 (2*,0,3,0)
  7. Dominik Kubera – 5+2 (3,1*,1*)
  8. Szymon Szlauderbach – 0 ()

Bieg po biegu:

  1. (69,82) Pedersen, Mroczka, Kołodziej, Hampel – 5:1 – (5:1)
  2. (70,23) Kubera, Smektała, Rolnicki, Konieczny – 1:5 – (6:6)
  3. (70,20) Kurtz, Jamróg, Pawlicki, Kildemand (w) – 2:4 – (8:10)
  4. (69,30) Bjerre, Sajfutdinow, Kubera, Rolnicki – 3:3 – (11:13)
  5. (70,24) Kołodziej, Jamróg, Kildemand, Hampel – 3:3 – (14:16)
  6. (70,26) Pawlicki, Kurtz, Bjerre, Konieczny – 1:5 – (15:21)
  7. (70,77) Pedersen, Sajfutdinow, Mroczka, Smektała – 4:2 – (19:23)
  8. (69,83) Bjerre, Kołodziej, Hampel, Rolnicki – 3:3 – (22:26)
  9. (70,14) Pawlicki, Pedersen, Mroczka, Kurtz – 3:3 – (25:29)
  10. (70,59) Jamróg, Sajfutdinow, Kubera, Kildemand – 3:3 – (28:32)
  11. (69,50) Bjerre, Kołodziej, Pawlicki, Mroczka – 3:3 – (31:35)
  12. (70,73) Smektała, Hampel, Jamróg, Konieczny – 1:5 – (32:40)
  13. (70,37) Pedersen, Bjerre, Sajfutdinow, Kurtz – 5:1 – (37:41)
  14. (70,90) Jamróg, Mroczka, Sajfutdinow, Smektała – 5:1 – (42:42)
  15. (71,08) Pedersen, Bjerre, Kołodziej, Pawlicki – 5:1 – (47:43)

Sędziował Michał Sasień

Startowano według II zestawu

NCD uzyskał w biegu nr IV – Kenneth Bjerre – 69,30 s.

Widzów ok. 8000 

Zdjęcia dzięki uprzejmości SM.