W bezkształtnej bryle uwięziony. Rozmowa z Romanem Kostrzewskim

O narodowych diabłach, młodopolskim mroku, nadchodzącej płycie i różnych stanach moralności – rozmawiamy z Romanem Kostrzewskim, wokalistą legendarnej kapeli metalowej KAT.

Czy figura diabła ma się dobrze w polskiej muzyce metalowej?

Temat ten w moim przypadku nie krystalizował się w myśli filozoficznej, ponieważ byłem innego rodzaju pisarzem. Zawsze miałem świadomość, że metal w pewnym sensie jest muzyką użytkową, szczególnie w czasach mody. W przypadku KATA uzewnętrzniło się to w kontekście zagrożeń, które działy się w Polsce w okresie przemian. Będąc młodym człowiekiem podchodziłem krytycznie do otaczającej mnie rzeczywistości, zaś najbliższym mi miejscem była kopalnia, gdzie pracowałem. I właśnie wtedy zwróciłem się w swoich tekstach w stronę diabła, co objawiło się tym, że uczyniłem go figurą w opowieści o ludzkiej mentalności. Ciężko jest utrzymać w realu wątki duchowości, potrzeba odpowiednich nośników, którymi w moim przypadku byli również bogowie i stare duchy, wszakże cała mitologia czy demonologia ludowa jest opowieścią o ludzkich pragnieniach.

A bogowie, niezależnie od kultury, są personifikacją tych pragnień.

W wierzeniach bogowie czy istoty demoniczne zawsze są jakimś rodzajem personifikacji, najczęściej rozpiętym pomiędzy najprostszymi potrzebami ludzi, a ich mentalnością. Czasami bogowie odzwierciedlają się w rzeczach niespersonifikowanych, aczkolwiek określonych w naturze, jak np. moce żywiołów w demonologii słowiańskiej. Moja praca nie była zbyt wdzięczna do kontemplowania sfery duchowej i zacząłem zdawać sobie sprawę, że technologia nie bardzo mnie interesuje, co spowodowało mój zwrot w stronę humanizmu. Do tego czytałem sporo literatury fantastycznej, a kiedy zacząłem myśleć o Polsce w szerszym kontekście, to zdałem sobie sprawę, że jedyną organizacją zdolną do okiełznania kraju jest Kościół. Ta formacja była sprawnie zorganizowana w przeciwieństwie do Solidarności, która też ulegała wpływom Kościoła. Ja nie byłem im uległy ani przychylny, ponieważ w mojej ocenie sytuacji wyzwolenie społeczeństwa odbywało się na poziomie bardzo prozaicznym – ludzie powinni mieć godziwą pracę i zarobek, a z resztą sami sobie poradzą. Postanowiłem zrobić wszystko, żeby te refleksje uzewnętrznić. Padło na sztukę i diabła jako metaforę potrzeb człowieka. Do dzisiaj ta figura odgrywa ważną rolę w mojej twórczości, ponieważ mówi o ludzkiej mentalności bez tuszowania czegokolwiek. W mojej sztuce opowiadam o gniewie na taki obraz Polski, który przedstawia się w realu na poziomie przymusu, szczególnie w małych mieścinach, wobec mieszkańców wyzyskiwanych przez Kościół. Jednakże najgorsza jest próba odebrania przez Kościół wolności jednostkom, rozumianej przeze mnie jako możność dokonywania wyboru. Zdarza mi się przemycać w tekstach personifikacje polskich diabłów, demonów i duszków, które dla Słowian miały znaczenie pozytywne, ponieważ uznawano je za pożyteczne, np. duchy drzew. Dawne plemiona miały ogromy szacunek do sił natury.

Czy w obecnych czasach zatarł się szacunek człowieka do natury?

Dzisiaj w sposób potworny zabijamy zwierzęta, zapominamy o dobrodziejstwach ziemi, wytwarzamy związki chemiczne niszczące naturę. Słowianie szanowali drzewa, wszakże bez drewna nie mogliby przetrwać zimy i przede wszystkim dlatego lokowali w nich duchy. Po tamtym wspaniałym okresie pozostają nie tylko legendy i opowieści, ale również podziw dla Słowian, którzy drżeli przed potężnymi siłami natury, a jednocześnie korespondowali z nimi, oddawali im cześć.

Czy bliskim Pana sercu autorem był Stefan Grabiński, twórca horroru kolejowego? Tytuł albumu KATA „…Róże miłości najchętniej przyjmują się na grobach” został wszakże zaczerpnięty z prozy tego pisarza.

Swego czasu namiętnie czytywałem nowele i powieści Stefana Grabińskiego. Jest to niezwykle mroczny pisarz, który wspaniale zarysowywał w swych dziełach nastrojowość. Jego operowanie mrokiem sprawiało, że można było zatopić się w tych gęstych i dusznych obrazach, wytworzyć w sobie wszystkie te niepokojące wizje. Bardzo cenię tego autora za budowanie napięcia, posługiwanie się mrocznością i konfrontowanie zwykłych ludzi z siłami demonicznymi, które doprowadzają ich do przemian wewnętrznych.

Jednakże najmocniej w Pana twórczości widać wpływy Tadeusza Micińskiego. Co jest urzekającego w tym autorze?

Mnie w ogóle określano jako zbliżonego do okresu Młodej Polski i powiem szczerze, że mam ogromny szacunek do artystów, którzy tworzyli w tamtych naprawdę wyjątkowych czasach. Z jednej strony twórcy modernistyczni nasiąknęli myślą nietzscheańską o odrzuceniu Boga, z drugiej zaś w ich pismach ciągle funkcjonowała duchowość. Próba poszukiwania racjonalnych, bądź nieracjonalnych dowodów odrzucających Boga wcale nie oznaczała patrzenia na świat przez szkiełko i oko. Młodopolscy artyści potrafili przekuć fantazję w coś, co nadawało sens literaturze tamtych czasów. W dziełach poetyckich i prozie Micińskiego urzekła mnie niezwykła barwność języka, nieokiełznane wręcz operowanie kolorami, a także próba zajrzenia w najmroczniejsze głębiny psyche. To naprawdę wyjątkowa sztuka, bardzo trudna do opanowania, wszak odbywa się w misterium, w które myśl ludzka się nie zagłębia. No cóż, żyjemy w świecie pojęć racjonalnych…

Stąd wynika częsty błąd interpretacji słów, które Nietzsche zapisał w „Wiedzy radosnej” – „Bóg umarł” nie oznacza przecież dosłownej śmierci Boga, ale to, że przestał być istotny w kontekście ludzkiej egzystencji.

Śmierć Boga ujęta w filozofii nietzscheańskiej oznacza, że potencjalnie sami możemy stać się bogami, ale żeby tego dokonać musimy uchwycić te atrybuty, które były lokowane w Bogu. Chodzi przede wszystkim o moc sprawczą rzeczy, stawania się. My dzisiaj widzimy tę moc w kulturze, sztuce i nauce. Powiedzmy sobie szczerze – w czym młodzi ludzie szukają duchowości? Na pewno nie w Kościele i Bogu. Lokują ją w komputerze, ponieważ za pomocą tego niewielkiego pudełka uzyskują przestrzeń, w której się wyrażają i kontaktują z innymi światami. Można powiedzieć, że duchowość młodych ludzi mocno się zmaterializowała.

„Biało-czarna” w ujęciu konceptowym była chyba najbardziej społeczno-polityczną płytą w Pana twórczości. Od tego wydawnictwa minęło siedem lat. Czy coś się zmieniło od tego czasu w Polsce?

Zupełnie nic, cały czas jesteśmy zatopieni w tym samym sosie, ponieważ linia podziału w tym kraju jest przedstawieniem. Polacy wcale nie mają takich problemów, jakie prawa i lewa strona władzy próbuje uwidocznić. Podział na prawicowców i przeciwników Kościoła jest mocno wypatrzony i nakręcany przez polityków. Z kolei duchowość jest określona przynależeniem do Kościoła i znaczna cześć społeczeństwa zachowuje status quo w kontekście rozumienia pewnych rzeczy. Mam wrażenie, że współczesne czasy wymagają czegoś więcej, a mianowicie umiejętności współżycia w różnorodności i zdolności do tworzenia współgrających środowisk. Polacy przez zaściankowy indywidualizm nie są zdolni do takich czynów. Takowa bariera jest wytwarzana w dużej mierze przez religię, gdyż nazwanie czegoś dobrem lub złem jest wypaczaniem tworzących się moralności w zmieniających się warunkach życia jednostek czy społeczeństw. Religia, podobnie jak polityka, wytwarza podziały, wtłacza określoną koncepcję życia, która niekoniecznie jest dobra dla człowieka.

W utworze „Milczy trup” śpiewa Pan: „Tysiąc lat wiary w cud / Biedny kraj / Tępy lud”. Jaka jest Pana idealna wizja polskiego społeczeństwa?

Chciałbym żyć w społeczeństwie, w którym nie będzie cudów, a jeśli się jakieś pojawią, to trafią do literatury fantastycznej. Gdyby Chrystus przeleciał się samolotem, wiedziałby, gdzie jest Bóg (śmiech). Pięknie przedstawił to Bronisław Malinowski, badając dzikie plemiona Nowej Gwinei. Wracając tam po piętnastu latach zobaczył, że w miejscu, z którego odleciał, ten lud zbudował z drzew i liści coś na podobieństwo samolotu. Tworzenie bóstwa z czegoś, co jest rzeczywiste nazywa się kultem cargo. Dla tubylców był to cud, wszakże szybujące po niebie samoloty uznawali za dzieło bogów. Niestety w polskiej mentalności funkcjonuje pragnienie cudu, a fantazja próbuje sobie rościć prawo do prawdy. Nie jestem zachwycony takim stanem rzeczy, ponieważ miłość do prawdy wymaga jednak rozgraniczenia pomiędzy abstrakcją a rzeczywistością. Ludzie religijni traktują swoje wierzenia jako realność, ja natomiast uważam to po prostu za wierzenia.

W Pana twórczości pobrzmiewają również echa „Listów z Ziemi” Marka Twaina, które notabene nagrał Pan w wersji dźwiękowej.

Mark Twain w „Listach z Ziemi” odniósł się krytycznie do Biblii i w prześmiewczy sposób pokazał absurdalną stronę wierzeń, które sami wyrzuciliśmy w kosmos. Zaiste, bomba wiary eksplodowała, ale przecież nie wszystkich dotknęły jej promienie. Ja sam nie jestem w pełni wolny od wierzeń. Pamiętam, że kiedy byłem dzieciakiem miałem sentyment do pewnego dębu, wszak odnosiłem wrażenie, że rośnie on razem ze mną. Kiedy wyjechałem ze swojej rodzinnej miejscowości i miałem trudne momenty, to za każdym razem wyobrażałem sobie, że przytulam się do tego drzewa. Sądziłem, że pomoże mi to przetrwać ciężkie chwile. Była to myśl irracjonalna, ale wspomagająca psyche. Dlatego uważam, że Kościół powinien zrozumieć, że ludzie, którzy odrzucili duchowość chrześcijańską wcale nie przestali mieć duchowości, tylko nie lokują już jej w tabernakulum. Dzisiaj kultura przejęła część naszej głębi, zaś religie bronią zastanych pozycji, pomimo iż świat się unifikuje tworząc nowe warunki i kanony życia. Ten proces będzie postępował.

Niedawno zamieszanie wywołał film „Kler” Wojciecha Smarzowskiego, który był bojkotowany przez część środowisk prawicowych, a pod niektórymi kinami odprawiano nawet egzorcyzmy. Co Pan o tym sądzi?

Twórcza krytyka wciąż wywołuje spore zamieszanie w tym kraju. Czy słusznie? Najlepiej wiedzą to ci, w których uderza ten film. Z kolei zamiarem reżysera było ujawnienie uświęconego świństwa czynionego ludziom przez bożych namiestników. Tego rodzaju twórczość powinna być komentowana i interpretowana przez pryzmat rzeczywistości, a nie bojkotowana. W jednym z najnowszych tekstów opowiadam o zakonnicy, która w dzieciństwie została zdeflorowana przez księdza. Nie inspirowałem się żadną zasłyszaną historią, nie sądzę też, żebym trafił z fabularną kompozycją, aczkolwiek w Kościele działy się i dzieją rzeczy o wiele bardziej hardcore’owe, więc pewnie tkwi w tej opowieści ziarno prawdy. Idzie to tak: „A baba zakonna pamięta tamten zmierzch / Roraty w zadku z dymkiem świec”. Pozwalam sobie na cynizm i przedstawienie w brutalny sposób zdarzenia, które stało się powodem zabicia przez zakonnicę tego świętego człowieka: „Świętym się miał / A teraz leży, jak ścierwo, jak kał”. Jestem przekonany, że twórcom „Kleru” nie chodziło o zachłystywanie się świństwami środowiska, które ma się za krystaliczne, ale o uświadomienie problemu jednostki będącej ofiarą nadużyć pewnej grupy osób wywierających na nią wpływ.

Adam Mickiewicz widział w Polsce „Chrystusa Narodów”, Juliusz Słowacki z kolei „Winkelrieda Narodów”. Czy naprawdę mamy monopol na zbawienie?

Na ten właśnie błąd zwrócił uwagę Tadeusz Miciński w poemacie „Niedokonany”, który jest krytyką egzystencji ludzkiej opartej na cierpieniu i przerażeniu. Nigdy nie uwierzę, że człowiek, który został zawieszony na krzyżu cierpiał bardziej niż wszyscy ludzie w czasie trwania świata. Tak samo żaden naród nie wycierpiał więcej niż inne, a przypisywanie Polsce takiego miana było romantyczną fanaberią. Zna ziemia wiele większych przykładów cierpienia i wspaniałomyślności ludzkiej. W momencie, kiedy prawda jest ukrywana lub przekształcana na potrzeby tandetnego mesjanizmu, nie mogę na ten temat milczeć. Współcześni politycy wiedzą coś o tym, ponieważ nierzadko operują kłamstwem w celu wywarcia wpływu na jednostki. Nie liczę się z takimi ludźmi i piętnuję ich w tekstach. I pewnie dlatego podlegam tak wielkiej krytyce decydentów.

Jednakże nie stał się Pan stałym bywalcem sądów, jak Nergal.

Nergal w zasadzie nie pisze po polsku i w związku z tym musi w jakiś sposób uzewnętrznić swoją postawę. Daleki jestem od krytykowania jego czynów, wszakże miał prawo podrzeć Biblię, która jest pełna nakazów mordowania ludzi, szczególnie jako humanista, człowiek kłócący się z tak pojmowaną moralnością. Oczywiście, że ktoś może poczuć się dotknięty takim zachowaniem, które obraża jego wiarę, ale ja mam prawo do atakowania tego, co daje nakaz moralny niszczenia mnie czy innych ludzi. Ja walczę z religią słowem, Nergal zaś czynem i taka jest właśnie różnica między nami.

Zacytował Pan fragment nowego tekstu – czy to oznacza, że nadchodzi nowa płyta?

Nagrania dobiegły już końca, zaś płyta znajduje się w fazie miksowania. Zakładamy, że pojawi się w namacalnej formie pod koniec listopada. Planujemy wyruszyć z nią w świat w przyszłym roku w marcu. Ta płyta nie znajdzie się na półkach tzw. „dobrych sklepów”, a kupić ją będzie można na naszej stronie internetowej i podczas koncertów. Chcemy, żeby w pierwszej kolejności trafiła do osób, które przyjdą na koncert, posłuchają tego materiału na żywo i jeśli polubią to wydawnictwo, zechcą ją też zabrać do domu.

Dziękuję za rozmowę i życzę rychłego powrotu do Tarnowa z nowym materiałem.

Dziękuję również i jeśli pojawi się taka propozycja, to na pewno zagramy po raz kolejny w Tarnowie.

Krystian Janik

Fotografie autorstwa Katarzyny Loth pochodzą z oficjalnej strony internetowej zespołu KAT & Roman Kostrzewski

Rozmowa odbyła się 28 listopada 2018 roku w Hotelu Bristol w Tarnowie przed koncertem zespołu KAT & Roman Kostrzewski