Trans-traktat w obronie Polaków przed Polską. Premiera „Trans-Atlantico”

Transatlantyk MS Chrobry dobił do wybrzeży Argentyny w drugiej połowie sierpnia 1939 roku. Na jego pokładzie znajdował się Witold Gombrowicz. I choć w Tarnowie mamy środek zimy, to za sprawą tamtej historii scena Teatru im. Ludwika Solskiego przemieniła się w argentyńską ziemię zanurzoną w odmętach nowych namiętności i patriotycznego terroryzmu. A wszystko za sprawą Tomasza Gawrona i jego spektaklu „Trans-Atlantico”.

Teatralna adaptacja „Trans-Atlantyku” została doprawiona fragmentami „Dziennika 1953-1969” Witolda Gombrowicza, w którym autor opisywał swoje życie po przybyciu z Polski do Argentyny. Gombrowicz przypłynął do Argentyny doszczętnie zdemoralizowany i rozprężony, nie interesowała go literatura, ale właśnie na obczyźnie odrodził się, przybrał nową formę i stworzył swoje największe dzieła. Gombrowicz, którego oglądamy w „Trans-Atlantico” (w tej roli Aleksander Fiałek), jest rozdarty pomiędzy przeszłością, a przyszłością, i to na oczach widzów dokonuje się jego metamorfoza.

Gombrowicz snuje się po Argentynie, aż w końcu trafia do Polskiego Poselstwa, do swoich rodaków, gdzie Polak Polaka zawsze wspomoże, choćby najnędzniejszymi drobniakami i paplaniną skleconą z barokowej frazy i gawędy romantycznej. Minister Feliks Kosiubidzki (Tomasz Wiśniewski) ma wobec Piśmiennictwa naszego Narodowego do spełnienia obowiązek, wszakże z Gombrowicza jest literat, więc do gazet artykuły wychwalające Wielkich Pisarzów i Geniuszów pisać musi. Swoje trzeba chwalić, bo wszystko, co polskie jest najlepsze i nie może zostać zjedzone przez jakichś cudzoziemców. Polakiem trzeba być wszędzie i nie wolno się tego wstydzić; trzeba wychwalać! Z Polakami się spotykać i pić z nimi przy jednym stole. Jednak Gombrowicz ciągle się waha, niby czuje więź z rodakami, ale im mocniej z nimi się zaznajamia, tym bardziej oddala się od nich. Próbuje zachować status indywiduum, choć nachalny patriotyzm wcale mu tego nie ułatwia.

Przełomowym momentem w rozterkach polskiego literata jest poznanie Gonzala (Tomasz Schimscheiner), który dostrzega w nim człowieka osamotnionego pośród rodaków i oferuje mu przyjaźń. Gombrowicz odkrywa, że Gonzalo, najlepszy argentyński pisarz, jest homoseksualistą, ale nie opuszcza jego towarzystwa i daje się wciągnąć w intrygę. Gonzalo ugania się za Ignacem (Stefan Krzysztofiak), synem Majora Tomasza Kobrzyckiego (Ireneusz Pastuszak), ale nie wie, jak się wcisnąć do jego kompani, bo jest cudzoziemcem, a Polacy piją tylko z Polakami. Do stolika przy którym siedzą ojciec z synem posyła Gombrowicza, jednakże rozdarty pomiędzy światami pisarz wyjawia Majorowi zamiary swego nowego przyjaciela. Całe zajście kończy się pojedynkiem na pistolety argentyńskiego homoseksualisty z polskim wojskowym. Dla Polskiego Poselstwa staje się to pretekstem do manifestowania polskości poprzez zorganizowanie polowania z chartami na szaraka, choć w Argentynie szaraków nie ma, i zaproszenia na nie cudzoziemców, żeby zobaczyli, jak wyglądają najwspanialsze zwyczaje narodu polskiego.

Gombrowicz wciąż się waha, zaś Gonzalo pokazuje mu różnice pomiędzy „Ojczyzną”, której patronuje konserwatywny Tomasz, a „Synczyzną”, za którą skrywa się młodość i piękno Ignaca. Z „Ojczyzny” trzeba się wyzwolić poprzez „Synczyznę”, bo inaczej poznanie samego siebie nie będzie możliwe, a indywiduum zostanie wchłonięte przez zbiorowość, która nakazuje chwalić wszystko, co wspólne. Z czasem Gombrowicz zaczyna odczuwać coraz większy lęk przed zagrażającym mu ze strony rodaków ograniczeniem własnej osobowości i zwraca się w stronę Gonzala. Rozpięty pomiędzy ślepym patriotyzmem a egzystencją poza zbiorowością, wplątany w intrygi, zmierza w stronę poznania samego siebie.

Oszczędzając fabularnych spojlerów czas pochylić się nad kreacjami aktorskimi, które w „Trans-Atlantico” są znakomite. Na najwyższą ocenę zasługuje Tomasz Schimscheiner, którego widok w obcisłym gorsecie i butach na wysokim obcasie z pewnością na długo pozostanie w pamięci tarnowskich widzów. Jego Gonzalo jest postacią przekonującą, niezwykle charyzmatyczną, ekscentryczną, cechującą się swoistą bezpruderyjnością, figlarnością i delikatnością jednocześnie. Natomiast Witold Gombrowicz w interpretacji Aleksandra Fiałka jest zagubiony, rozdarty, opanowany przez wewnętrzną walkę z groteskową rzeczywistością. Jego postępująca metamorfoza wzbudza niepokój, ponieważ do końca nie wiadomo, w którym momencie zostanie zatrzymana. Na pochwałę zasługuje cały zespół tarnowskiego teatru, ponieważ wszyscy aktorzy doskonale odegrali swoje role. Nie można oczywiście nie wspomnieć o pierwiastku kobiecym, bowiem Señora Ewy Sąsiadek za każdym razem, kiedy pojawia się na scenie wnosi do sztuki malowniczość i południowoamerykański temperament.

 „Trans-Atlantico” w reżyserii Tomasza Gawrona jest opowieścią o Polsce pożerającej Polaków. Polsce stereotypów, Polsce owładniętej stadną mitologią, której celem jest niszczenie suwerenności jednostek. Spektakl udowadnia, że proza Witolda Gombrowicza jest wciąż aktualna, wszak czasy, w których żyjemy należą do prawdziwych Polaków i Polaków gorszego sortu. Do patriotów i zdrajców ojczyzny.

Krystian Janik

Zdjęcia autorstwa Pawła Topolskiego pochodzą z oficjalnej strony tarnowskiego teatru: http://www.teatr.tarnow.pl/spektakls/view/513