TODMACHINE, czyli rzecz o odradzającej się destrukcji

Możliwość zbawienia dzięki wiedzy pociągała na przestrzeni wieków znaczną część ludzkości. Religia, obrzędy magiczne i kontakt ze światem pozamaterialnym wiodły prym na drodze jej poszukiwania. Jednakże wielkie umysły odrzucały abstrakcję. Nawet okiełznanie i podporządkowanie sobie bóstwa nie zaspokajało człowieczego głodu.

Człowiek sam chciał wejść na najwyższy szczyt i stać się bogiem. Wiedzieli o tym starożytni Grecy, którzy snuli opowieści o pierwszych konstruktorach i wynalazcach. Już w micie o Dedalu i Ikarze pojawia się motyw wielkiego wynalazku i jego nieprawidłowego zastosowania. Rozsądny architekt Dedal projektuje skrzydła, które pozwalają na szybowanie pomiędzy morzem a niebem. Jego syn Ikar lekceważy przestrogi ojca i unosi się ponad dozwoloną granicę, albowiem pragnie zobaczyć z bliska słońce. Gorące promienie roztapiają wosk, którymi Dedal skleił skrzydła, a Ikar spada w dół i ginie.

W niemym obrazie „TodMachine” w reżyserii Bogusława Kornasia kilku inżynierów projektuje maszynę, która ma wyzwolić miasto spod jarzma najeźdźcy i zakończyć toczącą się od wielu lat wojnę. Trwają ostatnie przygotowania do użycia wynalazku, każdy z twórców wyczekuje dnia sądu. Praca nad maszyną, która swą doskonałością ma dorównać dziełu boskiej kreacji, pochłania ich umysły. Zaślepieni własnym tworem nie dostrzegają ciemnej strony wynalazku. W mieście pojawia się tajemniczy mężczyzna obleczony w mnisią kapotę, który przestrzega, że serce maszyny zwróci się przeciwko człowiekowi.

Ile to już razy w dziejach ludzkości bywało, że mające nieść dobro wynalazki przemieniały się w niebezpieczną broń? Dynamit miał usprawnić pracę górników, a stał się bronią wybuchową. Taki sam los podzielił z pozoru niewinny barwnik bawełny – trotyl. Pierwotnym zastosowaniem Cyklonu B nie była eksterminacja lecz dezynfekcja. Przykłady można mnożyć, ale wróćmy do filmu. Nie bez przyczyny maszynę ozdabia połykający własny ogon wąż. Jest to Uroboros – staroegipski symbol nieskończoności i wiecznego powrotu. Świat jest pasmem powtarzających się cyklicznie narodzin i zgonów, sam również podlega tejże regule. Podobnie jest z wielkimi wynalazkami – powstają i przynoszą śmierć. Uroboros jest również symbolem zjednoczenia przeciwieństw. Dobro i zło są materiałami tworzącymi maszynę.

„TodMachine” jest swoistym traktatem filozoficznym mówiącym o kondycji psychofizycznej człowieka, który rzucony w wir wydarzeń nie potrafi dostrzec granicy pomiędzy dobrem i złem. Jest też hołdem złożonym niemieckiemu ekspresjonizmowi i kinu niememu. W dziele tarnowskich artystów można dostrzec odwołania do takich obrazów jak m.in. „Metropolis” Fritza Langa, „Gabinet doktora Caligari” Roberta Wienne, „Nosteratu – symfonia grozy” Friedricha Wilhelma Murnau. Pomimo niewielkiego budżetu film stoi na wysokim poziomie technicznym – na szczególną uwagę zasługuje oprawa muzyczna i zdjęcia. Zaskakująco dobrze wypadli również odtwórcy głównych ról. Najjaśniejszym punktem filmu okazała się Małgorzata Stankowska, która idealnie wkomponowała się w formę kina niemego. Gdyby żyła w epoce niemieckiego ekspresjonizmu, to Greta Schröder, Lil Dagover i Brigitte Helm konkurowałyby z nią o główne role.

Polska premiera filmu odbyła się 3 grudnia 2016 r. w kinie Marzenie w Tarnowie. Wyświetlona została wtedy dłuższa wersja filmu. Obraz został zaprezentowany również m.in. podczas 42. FPFF w Gdyni, 32. TNF w Tarnowie, 20. Kino na Granicy / Kino na Hranici w Cieszynie. Obecnie „TodMachine” przemierza Niemcy. Organizatorem niemieckich pokazów filmu jest Polnisches Institut Berlin.

Facebook:

https://www.facebook.com/TodMachine/

Krystian Janik