To ja, ostatnia królowa światła

Zimno. Przeraźliwe zimno otoczyło mnie ze wszystkich stron i ciemność, niezgłębiona, mroczna ciemność. Byłam sama, sama pośrodku pustki, chociaż…słyszałam dźwięki, straszliwe dźwięki. Głuchy szczęk metalu zagłuszany był przez ostre jęki urwanych krzyków. Krzyków cierpiących ludzi, krzyków konających.

Poczułam na twarzy coś gęstego, a zarazem ciepłego. Czerwona maź rozproszyła mrok, który chwilę wcześniej mnie pochłonął. Mrok strachu, mrok przerażenia. Patrzyłam na ludzi. Na bezbronnych cywilów bezlitośnie przebijanych długimi mieczami przez chordę byłych żołnierzy, u których w oczach pobłyskiwało czerwone światełko, czerwona iskra. Znak, że nie stoją po dobrej stronie.

Wokół mnie toczył się zażarty bój. Obok cywilów pojawili się obrońcy. Ostatnia drużyna światła. Czy zwyciężą?

Nagły błysk metalu uświadomił mi niebezpieczeństwo. Przecież stałam w samym środku bitwy. W ostatnim momencie uchyliłam się przed ciosem, płynnie i celnie uderzając w odsłoniętą część ciała napastnika. Mężczyzna zgiął się w pół, wypuszczając z dłoni klingę. Z otwartej rany brzucha wytrysnęła krew, opryskując rękaw sukni.

To miał być mój ślub, mój najpiękniejszy dzień w życiu, a teraz? Walczę na śmierć i życie z wojownikami ciemności.

Łzy szybko utorowały sobie drogę na moje policzki. Ostatnia walka, ostatnia bitwa. Jeśli zginę…nikt nie będzie miał szans, jeśli wygram…rozejrzałam się po polu bitwy. Na ziemi ścieliły się krwawe trupy wojowników. Zakrwawionych, białych strojów było znacznie więcej niż czarnych. Przegrywaliśmy.

Kolejny raz usłyszałam świst niedaleko mnie. Lekkim mieczem, napełnionym mocą światła, odbiłam cios przeciwnika. Kolejny nieprzyjaciel został powalony na ziemię.

Od czego się zaczęło?

Od lat staraliśmy się pozbyć siły ciemności, a oni…oni byli mądrzejsi od nas, od wieków przygotowywali się do tego starcia. Zlikwidowano naszych w ponad połowie od tego czasu, ale mimo wszystko nie mieli szans zwyciężyć (przynajmniej tak myśleliśmy), bo ich również ubyło. Postanowili nas osłabić! Nigdy nie okazywali pełni swoich sił!

Ostatnia drużyna światła…w niej jedyny ratunek. Nie możemy się poddać! W ciągu zaledwie godziny od ataku pozostało nas zaledwie trzydziestu, a ich…byli dużo liczniejsi, około trzech tysięcy ludzi. Jeśli każdy z nas zwyciężyłby ze stu z nich…nie miałam już sił. Ramiona opadały mi ze zmęczenia, słyszałam jęki ludzi, widziałam cierpienie innych, czułam ich ból. Bycie władczynią narzuca ogromny ciężar. Potrafię wyczuć emocje moich poddanych.

Jak mogłam zignorować ten pozorny spokój, jaki zapanował po naszym ostatnim zwycięstwie?! Rok czekałam, aż coś się wydarzy, nie robiąc nic, nie szukając przyczyn. Jeśli przeżyję, już nigdy więcej się nie zakocham!

Żałość ogarnęła moje serce na wspomnienie bruneta. Był wybrankiem mojego serca. Miłym, przystojnym, zawsze gotowym do pomocy…zginął na pierwszym froncie. Starał się nie dopuścić do walki. Gdy strzała przebiła jego serce na wylot…łza wymknęła się wraz z mrugnięciem. Nie mogę teraz o tym myśleć! Muszę zwyciężyć, choćby nie wiem co!

Kolejny, już chyba dwudziesty trup upadł obok moich nóg. Muszę dopaść przywódcę, chociaż nie wiem, ile to da.

Przedzierałam się przez tłum walczących. Cywile zginęli, co do jednego. Otarłam łzy z policzków starając się zachować pozorny spokój. Z wyuczoną precyzją unikałam ciosów, pozbawiając wrogów życia. A jeśli ci wszyscy, którzy stoją po jego stronie są zmuszeni do udziału w bitwie? Jeśli mają rodziny, dzieci…nie, nie mogę teraz o tym myśleć! To wszystko utrudnia.

W czasie całej walki tylko jeden raz ostrze przecięło mą skórę. Dałam się zaskoczyć tuż na początku bitwy, kiedy wróg niespodziewanie na mnie naparł. Cięcie nie było głębokie, zaledwie draśnięcie, więc czułam tylko lekki ból w lewym ramieniu. Mimo to przez zmęczenie byłam dużo słabsza, jakbym już kilka razy została zraniona.

W końcu wypatrzyłam Arona – czyste wcielenie zła i nienawiści. Chciał przejąć świat tylko dla siebie. Nie mogę pozwolić, by mu się to udało! Walczył obok jednego z podpalonych domów. Głupotą było organizowanie wesela na wsi, że też się na to zgodziłam! Wycieńczona stanęłam naprzeciw niego.

– Witaj Angelo- zauważył mnie i uśmiechnął się szyderczo.

– Dosyć!- krzyknęłam.- Przestań atakować moich ludzi!

Zaśmiał się, nie spuszczając ze mnie wzroku. Biali nie podchodzili już do niego, zająwszy się innymi. Dobrze zrobili. Nie mieli z nim najmniejszych szans. Przestał walczyć, mógł odpocząć, jednak ja ciągle narażona byłam na atak ze strony jego pobratymców.

– Miałbym przestać?  To niedorzeczne – wciągnął powietrze głęboko do płuc. – Taki piękny zapach krwi i czystego cierpienia unosi się w powietrzu, nie czujesz?

Dobrze wiedział, że czuję. Wiedział, że przez to stokroć bardziej cierpię.

Nie mogłam pozwolić, by więcej ludzi umarło i tak nie mamy szans na zwycięstwo, więc pozostało tylko jedno wyjście.

– Walcz ze mną! Jeśli przegram, obejmiesz władzę, lecz nie zabijesz już więcej ludzi, jeśli zaś wygram, wyniesiesz się stąd.

– Cóż za niekorzystny układ- stwierdził, ciągle mając na twarzy szyderczy uśmiech.- Przecież wiadomo, że mam przewagę. Nie zdołacie mnie pokonać. Zmiażdżę was.

– Boisz się?- warknęłam, uchylając się od niespodziewanego ciosu, który nadszedł z tyłu. Wbiłam miecz po samą rękojeść w ciało napastnika.

– Cha, cha, cha, czego miałbym się bać? Dobrze, zgadzam się.

W tym samym momencie wszyscy zaprzestali walki, jakby byli zaprogramowani tylko na te dwa słowa.

Stanęliśmy naprzeciwko siebie, na środku pobojowiska. Zmasakrowane ciała zabitych będą utrudniały poruszanie się w czasie walki- pomyślałam. Na znak Arona wszystko zostało uprzątnięte, a ludzie ustawili się naokoło nas w okręgu. Miałam marne szanse na wygraną, ale nie dałam po sobie niczego poznać. Chciałam tylko, by ocalali byli bezpieczni, choćby pozornie.

Rozpoczęła się walka, czekałam na jego ruch. Kiedy z góry błysnął metal, odbiłam go szybko, wykonując po chwili cios w bok, ale ten został natychmiast zatrzymany. Uchyliłam się przed ostrzem w ostatnim momencie, gdy ten chciał dosięgnąć mojego gardła  i wykonałam obrót w tył. Stając w obronnej pozie uchroniłam się od kolejnego ataku, napierając na napastnika od dołu. Mimo krańcowego wycieńczenia, walczyłam równie dobrze, jak po dobrym odpoczynku. Zdziwiło mnie to. Widocznie nie doceniałam swoich sił. Kolejny raz uskoczyłam w bok, próbując chociażby drasnąć przeciwnika, ale on był równie dobry w walce na miecze. Widziałam w jego oczach złość. Pewnie myślał, że łatwiej pójdzie i zwycięży po kilku minutach.

Słońce powoli zachodziło za horyzont. Nie wiem ile walczyliśmy, nie czułam zmęczenia, a jedynie determinację i upór. Za wszelką cenę musiałam zwyciężyć.

W końcu mój przeciwnik zachwiał się. Nie był to zaplanowany ruch, widziałam to w jego oczach. Osłabł. Wykorzystując to naparłam na niego z jeszcze większą siłą, o jaką nigdy bym siebie nie spodziewała. Gdy klinga powoli wsuwała się pod ciemny strój w ciało, coś poszło nie tak. Wciągnęłam głęboko powietrze w płuca czując, jak ucieka ze mnie życie. Usłyszałam odgłosy wszczętej walki i krzyki. Ktoś złapał mnie w połowie upadku. Odwrócona na plecy i wciąż trzymana na rękach spojrzałam ostatni raz w niebieskie oczy. Z mojej piersi, tam gdzie znajdowało się serce, wystawało zakrwawione ostrze. Po chwili, gdy nieświadome łzy spłynęły na ziemię, pochłonął mnie gęsty mrok, zamazujący wszystkie wspomnienia.

Kolejny raz ciemność nas zdradziła. Kolejny raz zostaliśmy oszukani. Kolejny raz… ostatni raz przegraliśmy.