Strachy na Lachy, czyli słowiańskie demony w Lawendove

Szkoła podstawowa – w programie: mitologia grecka i rzymska. Liceum – powtórka z antyku, a zatem również z mitów. Tym oto prostym sposobem przeciętny uczeń ma sporo szans, by chociażby przy pomocy opracowań Markowskiej i Parandowskiego poznać wierzenia starożytnych Greków i Rzymian. W ostatnich latach wzrosła też popularność mitologii nordyckiej. Można jednak odnieść wrażenie, że najmniej doceniana i najmniej znana jest mitologia Słowian. Ale na wszystko jest sposób.

W środę 14 listopada Kawiarnia Lawendove na chwilę stała się centrum słowiańszczyzny. Hubert Tarnowski, autor wykładu „Wierzenia Słowian – w co wierzyli, oraz czego się bali”, wychodząc od tematu obecności motywów słowiańskich w dzisiejszej kulturze masowej zatrzymał się chwilę nad każdym z duchów i demonów, w które wierzyli nasi przodkowie. W tym tłumie dziwnych istot były zarówno takie, które pomagały w gospodarstwie czy w opiece nad dziećmi, jak i takie, których wypadało się bać. W urokliwym wnętrzu kawiarenki przy ul. Piekarskiej udało się zgromadzić prawdziwy tłum. Nie tyle tłum słuchaczy, co raczej postaci z dawnych legend i mitów. Niewielka przestrzeń zaludniła się południcami, północnicami, wąpierzami i skrzatami. Południce i północnice były to demony mające kobiecą postać. Zarówno jednych, jak i drugich lepiej było się wystrzegać. O skrzatach czy też krasnoludkach słyszał chyba każdy. Potrafiły być pomocne, ale jeśli nie dbało się należycie o to, by miały się czym posilać, gotowe były spłatać niemiłego figla. Znane były również z tego, że jeździły na kotach. Od kilku lat w popkulturze można zaobserwować zintensyfikowanie zainteresowania wampirami. Można powiedzieć, że te istoty przeżywają poniekąd swój złoty wiek. Takimi słowiańskimi wampirami były wąpierze. Pojawiło się też licho, które mogło człowiekowi poważnie zaszkodzić i bobo, którym niegdyś straszono niegrzeczne dzieci. Pielęgnowany do dziś w niektórych rodzinach zwyczaj zawiązywania gdzieś na wózku, łóżeczku czy ubranku niemowlęcia charakterystycznej czerwonej wstążeczki pochodzi właśnie z zamierzchłych czasów wiary w tajemnicze bobo. Chociaż w samym centrum Tarnowa trudno o zagajniki nad brzegiem ruczaju to z wizytą przybyły również rusałki. Półprzezroczyste i ledwo widoczne zdawały się chichotać i szeptać coś między sobą. Stękając i posapując przed zgromadzonymi w Lawendowe przedefilowały utopce. Szybko jednak wróciły na karty „Słowiańskiego Bestiariusza”, nie czyniąc nikomu krzywdy. Przy okazji środowego spotkania okazało się również, że borowik to nie tylko łakomy kąsek dla grzybiarzy, ale w słowiańskich wierzeniach duch czy też demon opiekujący się lasem.

Wspomnieć należy również, że istnieje znacząca różnica między wiedźmą a czarownicą. Podczas, gdy czarownicę słusznie łączy się z tematem czarów i magii, to wiedźma oznacza po prostu kobietę, która ma znaczną wiedzę na określony temat. Kobietę, która po prostu wie. W całym tym barwnym korowodzie nie mogło oczywiście zabraknąć najważniejszych słowiańskich bóstw. Dodać przy tym należy, że większe grupy Słowian różniły się nieco w wierzeniach i sposobie oddawania czci bogom. Z czasem jednak ich zwyczaje zaczęły się przenikać, by wreszcie zabrzmieć wspólnym tonem. Warto czasem wsłuchać się w ten ton dawnych wieków. Takie trochę tajemnicze, trochę przerażające, ale nasze, swojskie „strachy na Lachy”.

Katarzyna Rola

Zdjęcia: slowianskibestiariusz.pl