Ruiny zamku na Górze św. Marcina cz. 2 – kościół w Zawadzie
Lato płynie rwącą strugą. Szalony strumień unosi z sobą wakacyjny czas, zamykając go powoli w albumie ze zdjęciami, w folderze z pamiątkowymi filmikami. Ale nie ma co popadać w melancholię. Jeszcze co najmniej połowa wakacji przed nami. A w karuzeli atrakcji i urlopowych propozycji warto też zatrzymać się nad perełkami, które tuż, tuż obok wołają o chwilę atencji.
Mówiliśmy już o ruinach zamku Tarnowskich na Górze św. Marcina, o historii zapisanej w kamieniach. Ale nie tylko kamienie mają moc zapamiętywania. Od wieków ludzkość wierzyła w tajemną moc zamkniętą w drzewach. Współczesny człowiek nie odczuwa tego może w tak dużym stopniu, ale nawet żyjąc w zgiełku i huku dwudziestego pierwszego wieku trudno pozostać obojętnym na urok drewnianych budowli. Ten charakterystyczny zapach… skrzypienie belek i podłogi… jakby budynek mówił…
Takim, pełnym tajemnego czaru budynkiem jest kościół św. Marcina w Zawadzie, leżący nieopodal wspomnianych już ruin zamku. Z kościołem tym również wiążą się legendy i podania. Dotyczą one głównie okoliczności powstania świątyni. Jedna z opowieści mówi, że kościół powstał na miejscu dawnej gontyny pogańskiej, która funkcjonowała tam w czasach przedchrześcijańskich. Miała być ona poświęcona bogowi wichrów – Pogwizdowi i stąd miała sie wziąć nazwa jednej z dzielnic Tarnowa (Pogwizdów). Dopiero Mieszko z Dąbrówką, wprowadzając wiarę chrześcijańską mieli zarządzić przemianowanie pogańskich świątyń na kościoły. Inna legenda mówi, że kościółek ten przypłynął niesiony przez fale Dunajca. Rycerz Spicymir, który akurat polował w tych okolicach miał spostrzec drewnianą gontynę niesioną przez rzekę. Z budowli zaś dochodził głos wzywający pomocy. Spicymir ujrzał w drzwiach gontyny niezwyklej urody dziewczynę o złotych włosach. Nie namyślając się długo wsiadł do łodzi, wbił miecz w ścianę budowli i tak zmusił ją do oparcia się falom i wyciągnął na brzeg. Ocaloną złotowłosą pannę pojął za żonę, a gontynę, z pomocą okolicznych mieszkańców umieścił na szczycie góry i zamienił w chrześcijański kościół. Istnieje też inna wersja legendy, wg której to nie cały kościółek, ale drewno niesione przez fale zatrzymało się u podnóży góry. Miejscowa ludność nie mogła ustalić właściciela i w odruchu pobożności wykorzystała go jako budulec kościoła. Inne podanie mówi, że miejsce to szczególnie upodobał sobie św. Marcin. We mgle miał przybyć w te okolice wizerunek świętego, a lud, wdzięczny za tę łaskę, ufundował kościół pod wezwaniem św. Marcina.

Źródło: http://www.drewniana.malopolska.pl/?page=obiekty&id=245&action=gallery
Choć różne są wersje tej legendy to wszystkie kończą się jednakowo. Ponoć biskup Stanisław ze Szczepanowa, dowiedziawszy się o pojawieniu się kościoła, przybył specjalnie, aby odprawić w nim pierwszą mszę. Pojawił się na owej mszy okoliczny lud, a biskup pobłogosławił całą osadę. Od tego czasu góra nazywana jest Górą św. Marcina, a kościółek modrzewiowy stał się centrum pierwszej parafii grodziska tarnowskiego. W kościele tym miał ponoć szukać schronienia Bolesław Śmiały udając się na wygnanie po zabiciu św. Stanisława…
Kościółek zniszczony podczas najazdu Tatarów, odbudowano w trzynastym wieku i stopniowo upiększano. Dziś wciąż zachwyca. A otaczające go lipy, które podobno są starsze od niego, snują opowieść o dawnych czasach. Warto się czasem zasłuchać w ich opowieść, nim znów rzucimy się w wir wakacyjnych szaleństw lub gdy porwie nas nurt codzienności..
Więcej: http://www.drewniana.malopolska.pl/?page=obiekty&id=245
Autror: Katarzyna Rola
fotografia pionowa źródło: http://www.zawada.diecezja.tarnow.pl/