Robaczywe ciało

Kolejny stracony dzień bezowocnych poszukiwań zabójcy przyprawiał detektywa Drwala o ból głowy. Siedział na podłodze otoczony stertą dokumentów związanych z morderstwem. Przed oczami miał obraz zmasakrowanego ciała młodej kobiety. Widział już w swojej karierze wiele zabójstw, jednak to było coś innego… Morderstwa nie popełniono na tle seksualnym, zabójca chciał, aby ofiara umierała powoli, w cierpieniu. Plecy ofiary zostały wielokrotnie ponacinane, z ciała kobiety wychodziły robaki a oczy zostały wydłubane za życia. Katusze ofiary zakończył strzał w głowę. Psychopata – stwierdził detektyw. Wykończony analizowaniem dokumentów sięgnął po butelkę Walkera. Z każdą minutą obraz stawał się coraz bardziej rozmazany, aż w końcu nastała ciemność.

Z przerażającego snu wyrwało go światło przejeżdżającego obok pociągu. Światło dnia przypomniało mu, że do spotkania z inspektorem pozostało zaledwie kilka godzin. Detektywowi towarzyszyło dziwne uczucie, dotąd nieznane. Nagły odgłos telefonu oderwał go od rozmyślań nad własnym samopoczuciem. Tylko jedna osoba mogła dzwonić o tej porze – inspektor Pietras. Nie pomylił się. Nie spodziewał się miłego powitania.

– Drwal, nie udawaj, że spałeś! – Z głośnika rozległ się krzyk inspektora. – Za dwie godziny potrzebuję świeżych dowodów! Chcę widzieć cię u siebie w biurze o piątej. Przyjdź sam!

– Ale… – Detektyw zaczął się wykręcać, jednak usłyszawszy huk odkładanej słuchawki spasował.

Detektyw Drwal zazwyczaj nie był w stanie pracować pod presją. Nie spodziewał się żadnego olśnienia, jednak tym razem po dokładnym przeanalizowaniu akt zbrodni w jego głowie zrodził się pewien pomysł – chory lecz na tę chwilę jedyny słuszny trop. W biegu, dopijając puszkę coli wsunął broń do kieszeni i wyszedł z mieszkania.

W biurze panował półmrok, słońce nieśmiało przedzierało się przez zasunięte żaluzje. Inspektor Pietras siedział za biurkiem obracając w palcach złote pióro.

– Więc jak Michale znalazłeś coś nowego? – Na twarzy inspektora malowało się zdenerwowanie, którego nie zdołał zakryć jego serdeczny uśmiech.

– Nie chciałbym wyciągać pochopnych wniosków – odparł detektyw, dyskretnie kładąc dłoń na pistolecie schowanym pod marynarką.

Było bardzo wcześnie, więc budynek policji był opustoszały. Tylko ich dwóch twarzą w twarz. Detektyw Drwal znajdował się w pułapce – sam na sam z mordercą.

– Nie żartuj Drwal, wszyscy wiedzą, że jesteś najlepszy – powiedział Pietras. – Podziel się ze mną swoimi cennymi uwagami.

Inspektor wiedział, że detektyw wpadł na właściwy trop. Powoli wstał, wyciągnął coś z szuflady i podszedł pod detektywa tak blisko jak tylko możliwe. Tak to właśnie on – pomyślał Drwal. Pietras w lewej dłoni trzymał rewolwer – dokładnie taki sam z jakiego zastrzelono ofiarę. Wszystko się zgadzało: motyw, okoliczności, narzędzie zbrodni.

– Szkoda tak zdolnego chłopaka – powiedział inspektor celując w detektywa Drwala.

Pociągnęli za spusty niemalże w tej samej chwili. Żaden z nich nie chybił…