Pod kopułą dźwięków. Rozmowa z zespołem Mercurius

O niekończących się zmianach w składzie, porzuceniu ojczystego języka, katatonii dźwięków i nieuchronnym wejściu do studia – rozmawiamy z metalowo-rockową grupą Mercurius w składzie:

Mateusz Mazanek – wokal
Adrian Kuchyt – gitara elektryczna
Mateusz Kuchyt – gitara elektryczna
Jakub Piotrowski – perkusja

Jak daleko sięgają początki zespołu Mercurius?

Funkcjonujemy dokładnie od 27 lutego 2015 roku. Pod koniec ubiegłego roku dokonaliśmy radykalnych zmian, które obiły się echem niezadowolenia wśród naszych fanów. Przyszedł do nas nowy wokalista i wspólnie ustaliliśmy, że przestajemy pisać teksty w języku polskim, bowiem gryzie się to z muzyką, jaką reprezentujemy. Na przestrzeni trzech lat naszego istnienia w zespole doszło do kilku przewrotów i w konsekwencji z początkowego składu zostali tylko gitarzyści. Mieliśmy szalony początek, ponieważ zaledwie po dwóch tygodniach prób wystartowaliśmy w XXXI Przeglądzie Talentów Muzycznych organizowanym przez I Liceum Ogólnokształcące w Tarnowie. Zagraliśmy wówczas dwa numery – autorski i cover – i  zdobyliśmy Nagrodę Publiczności. Miało to dla nas ogromne znaczenie, bo przecież dopiero stawialiśmy pierwsze kroki, więc takie wyróżnienie dało nam kopa. Następnie zaliczyliśmy udany występ na Tarnowskich Juwenaliach. Rok później ponownie wzięliśmy udział w Przeglądzie Talentów Muzycznych i uplasowaliśmy się na trzecim miejscu podium, a także po raz kolejny w nasze ręce trafiła Nagroda Publiczności.

Jednakże do pierwszych roszad w składzie doszło już w czasie wakacji w 2015 roku. Wymieniliśmy połowę sekcji rytmicznej – basistę i perkusistę. Potem przyszła również kolej na wokalistę i pomimo niestabilności składu próbowaliśmy ciągnąć ten projekt. W nowym składzie zagraliśmy kilka koncertów m.in. w Klubie Grodzka 42 Hard Rock Music w Krakowie. Publiczność dopisała i nawet udało nam się trochę zarobić. W grudniu 2017 roku okazało się, że nasz wokalista musi wyjechać z kraju na trzy miesiące. Na całe szczęście mieliśmy już na oku aktualnego frontmana. Mateusz był basistą w kapeli 10 TON, z którą zagraliśmy jeden z naszych pierwszych koncertów. Niestety na tym nie koniec problemów. Wydawać by się mogło, że wszystko idzie w najlepszym kierunku, ale po występie na DemoGraMach odszedł od nas basista. Jeśli szybko nie uzupełnimy składu, to nie wykluczamy, że rola basisty przypadnie Mateuszowi.

Z nowym wokalistą po raz pierwszy wystąpiliście podczas styczniowego koncertu w Teatrze im. Ludwika Solskiego w Tarnowie?

Pierwszy raz z Mateuszem na wokalu zagraliśmy właśnie w teatrze. W naszym odczuciu był to bardzo udany występ. Przed wejściem na scenę dopadł nas lekki stres, ponieważ pierwszy raz mieliśmy zagrać z nowym wokalistą i po angielsku. Chcieliśmy się pokazać z jak najlepszej strony, szczególnie, że sala teatralna była pełna, a po nas na scenę wchodzili Totentanz i Kasia Nosowska, czyli ogólnopolskie gwiazdy.

Zagraliście wtedy zupełnie nowe numery?

Dokładnie tak. Po tej jakże istotnej zmianie, od razu zostaliśmy rzuceni na głębokie wody. Mogliśmy oczywiście przetłumaczyć stare teksty, ale mamy zasadę, że u nas funkcje tekściarza od początku zespołu pełni frontman. Mateusz stwierdził, że będzie czuł się lepiej pisząc po angielsku. Daliśmy mu ścieżkę dźwiękową do której dopisał słowa. Wyglądało to bardzo dobrze, bo ta muzyka nabrała zupełnie innego wymiaru z angielskimi tekstami. Jesteśmy zadowoleni, że wszystko poszło dynamicznie i już na początku naszej nowej drogi mogliśmy pokazać się przed wypełnioną po brzegi salą teatralną. Zostaliśmy dobrze przyjęci, co potwierdziło, że poszliśmy w dobrą stronę. Właśnie taka przeprawa była nam potrzebna, bo dzięki temu umocniliśmy się w naszym postanowieniu.

Ten koncert udowodnił, że trafiliście w dziesiątkę ze zmianą koncepcji. Miało to przełożenie na przeglądy, w których braliście w tym roku udział?
W tym roku wzięliśmy udział w dwóch przeglądach muzycznych. W kwietniu zaprezentowaliśmy się w Przedrajdowym Przeglądzie Kapel organizowanym przez Politechnikę Krakowską, a w lipcu zagraliśmy na DemoGraMach. Podczas krakowskiego przeglądu byliśmy jedynym zespołem wywołanym przez publikę na bis, co bardzo nas zaskoczyło. Zostaliśmy ocenieni pozytywnie przez widownię, co w odczuciu zespołu rockowego jest szczególnie istotne. Wychodzimy z założenia, że jeśli otrzymujemy szansę pokazania się na scenie, to korzystamy z niej, zaś nagrody są dla nas dodatkiem, najważniejsza jest publika.

Na DemoGraMach zagraliśmy zaledwie trzy kawałki i wyszło z tego fajne nagranie, które można obejrzeć na naszym Facebooku i YouTube. Jednakże odnieśliśmy wrażenie, że organizacja była nieco chaotyczna. W porównaniu z DemoGraMami sprzed dwóch lat, w których również braliśmy udział, można zobaczyć zasadniczą różnicę. Wówczas pod sceną bawiło się zdecydowanie więcej osób. Wydaje nam się, że idea rozrzucenia występów konkursowych na dwa dni nie najlepiej się sprawdziła. Naszym skromnym zdaniem chyba lepiej zaskoczyłoby zorganizowanie DemoGraMów w jednym dniu, zakończenie tego gwiazdą wieczoru i podaniem wyników po ostatnim występie. Zaś sam koncert powinien zacząć się bliżej godziny osiemnastej, ponieważ o godzinie szesnastej, kiedy wystartował festiwal, na Rynku nie było wielkiego ruchu. Trochę smutno było patrzeć ze sceny na frekwencję.

A nie brakuje Wam w Tarnowie porządnego klubu muzycznego?

Z pewnością jest to kwestia mocno problematyczna. Z tego co się orientujemy, to w Mościcach jest przebudowywana hala, gdzie mają być organizowanie koncerty na większą skalę, ale raczej nie dla młodych wykonawców. W Tarnowie jest bardzo nieliczne grono właścicieli, którzy udostępnią salę i odbiorców, co powoduje, że młode zespoły przenoszą się do większych miast.

Słuchając Was odnoszę wrażenie, że za pomocą dźwięków tworzycie kopułę, która otacza wokalistę i w pewnym momencie następuje wokalny wystrzał. Mam nadzieję, że nie zamierzacie porzucić tejże formy, która według mnie jest Waszym znakiem rozpoznawalnym?

Staramy się zachowywać cztery aspekty – klimat, energię, lekką agresję w brzmieniu i pewnego rodzaju subtelność. Tak właśnie wyglądają mniej więcej nasze numery. Dokładamy wszelkich starań, żeby każdy utwór był inny i jednocześnie zachowany w gatunku, jaki reprezentujemy. Zależy nam na tym aby wyróżniać się na tle innych zespołów i mieć w sobie coś charakterystycznego, co przyniesie nam rozpoznawalność. Przede wszystkim kładziemy nacisk na swoisty klimat, który wytwarzamy podczas koncertów.

Jaką macie wizję płyty?

Myślimy wypuścić krążek zawierający dziesięć kawałków. Nasze pierwsze numery były długie, więc nie chcemy powielać takiego schematu. Mamy kilka nagrań studyjnych, do których dołożymy wokale i będziemy dążyć, żeby były utrzymane w tym samym klimacie, jednakże w nieco zmienionej formie. Na pewno odejdziemy od utartej budowy typu – zwrotka, refren, zwrotka, solo. Materiał będzie urozmaicony, aczkolwiek wtłoczony w otoczkę melodyjną, progresywną i transową, ponieważ nasza muzyka jest mocno gitarowa. Nie chcemy też zajeździć słuchacza, więc nasz debiut będzie raczej celował w 45-50 minut. Nie mamy zamiaru zrobić czysto zarobkowej muzyki pod publikę, bo od początku gramy z pasji. Można powiedzieć, że jest to połączenie hobby z koniecznością, czyli w tym wypadku z zarobkiem. Planujemy promocję materiału poprzez wydanie singla i urozmaicenie go teledyskiem. Chcielibyśmy zrealizować tenże plan do końca roku. Jednocześnie mamy świadomość, że przez ten zespół przetoczyło się wiele osób i wszystko się rozciągnęło, aczkolwiek mimo chwilowego kryzysu nie zamierzamy po raz kolejny odkładać tego na później. Mamy pięć gotowych numerów i do końca wakacji chcemy zrobić jeszcze cztery. Oczywiście tych kawałków nagramy więcej i potem zrobimy selekcję, które z nich trafią na krążek, a które trzeba będzie jeszcze dotrzeć.

Znaleźliście już odpowiednie studio?

Płytę nagramy w Studio Audio Regnat w Woli Cieklińskiej. Jest to jedno z najlepiej wyposażonych sprzętowo studiów w Polsce. Odpowiada nam również panujący tam klimat, nawet zaprzyjaźniliśmy się z właścicielem, który od czasu do czasu kontaktuje się z nami sprawdzając co u nas słychać. Jest to w pełni profesjonalne studio, otwarte na różnego rodzaju gatunki muzyczne.

Szukacie wytwórni czy wydacie krążek własnym nakładem?

Płytę wydamy własnym nakładem, ponieważ chcemy to zrobić na naszych warunkach. Na pewno materiał będzie dostępny na wszystkich serwisach streamingowych. Nie wykluczamy również wypuszczenia albumu w postaci namacalnej, który będziemy promować podczas trasy koncertowej. W ogóle postawimy duży nacisk na promocję, bo z tego, co obserwujemy, można zrobić świetną płytę i nic z tego nie wyciągnąć. Jest taki zespół Human, który ma jedną znaną piosenkę pt. „Polski”, a o reszcie materiału mało kto słyszał, a przecież jest to naprawdę dobry band.

Obecnie dość popularne są wszelkiego rodzaju inicjatywy crowdfundingowe. Skorzystacie z takiego rodzaju zbiórki?

Debiutancką płytę chcemy wydać sami, żeby ludzie mieli wizję naszej muzyki oraz wiedzieli, że nie wyrzucają pieniędzy w błoto. Możliwie, że w przyszłości zdecydujemy się na taką formę zbierania środków, ale póki co własną pracą zamierzamy pozyskać uznanie słuchaczy. Nad tym rodzajem zbiórki zastanawialiśmy się jakiś czas temu, ale ciągłe zmiany w składzie spowodowały, że musieliśmy ów zamysł porzucić.

Wspomnieliście o realizacji klipu. Macie już jakiś pomysł, jak będzie wyglądał?

Scenariusz teledysku już powstał. Fabuła w dużej mierze będzie oparta na symbolice, więc obraz nabierze podwójnego wymiaru. Jesteśmy przekonani, że dla zwolenników szukania w sztuce drugiego dna będzie to naprawdę dobra zabawa. Od początku wiedzieliśmy, że nie nakręcimy klipu według formuły – kapela grająca na scenie pokazywana przez cztery minuty, bo tego typu rzeczy już dawno się przejadły. Po nagraniu teledysku chcielibyśmy ruszyć w mini trasę po Małopolsce i Podkarpaciu. Ponadto klip stał się w dzisiejszych czasach kluczem do udziału w przeglądach muzycznych. Jest naprawdę ciężko dostać się na jakiś ciekawy przegląd bez aktywności internetowej. Podobnie rzecz wygląda wtedy, kiedy młoda kapela pretenduje do zagrania supportu przed znanym zespołem. Właściciele klubów oczekują portfolio w postaci nagrania wideo. Niektóre zespoły wrzucają na YouTube utwór z grafiką i czekają pięć lat na tysiąc wyświetleń. Nie zamierzamy brnąć w takie rzeczy i czekać na rozwój wydarzeń, więc będziemy działać dynamicznie.

Jakie są Wasze inspiracje muzyczne?

Główną inspiracją tego projektu jest zespół Katatonia. Ich muzyka jest zdecydowanie bardziej progresywna niż nasza. Niektóre młode zespoły zakładają na początku swojej działalności, że chcą grać np. jak Metallica, ale nie o to chodzi, żeby powielać schematy i odtwarzać czyjąś twórczość. U nas czegoś takiego nie ma i nie będzie. Jeśli podoba nam się jakiś motyw wykorzystany przez inną kapelę, to nie kopiujemy tego, tylko bawimy się konwencją. Generalnie każdy z nas posiada własne inspiracje muzyczne, a także słuchamy i poruszamy się po różnych gatunkach. Dzięki temu mamy większe szanse na znalezienie ciekawych motywów bądź dodatkowych natchnień. Część z nas słucha niszowych zespołów, które nie pojawiają się w mediach, m.in. Paradise Lost, Gojira, Amorphis, Moonspell czy Anathema.

Dziękuję Wam za rozmowę i życzę rozwiązania problemu z basistą i nagrania świetnego krążka.

Również dziękujemy i zapraszamy wszystkich Czytelników do posłuchania naszej muzyki.

 

Rozmowa odbyła się 27 lipca 2018 roku w kawiarni Hybryda w Tarnowie.

Rozmawiał: Krystian Janik

Wykorzystane fotografie pochodzą z archiwum zespołu