Pędzel, terpentyna i prawda – twórczość Pauliny Tworek

Nagość, jako środek wyrazu. Słowa, które naprawdę mają znaczenie. I taka zwykła, życiowa  mądrość. To właśnie można odnaleźć w obrazach Pauliny.

Jest pod Tarnowem miejscowość – Jastrząbka. Wydaje się nie wyróżniać spośród innych. Podobnie jak autorka niezwykłych obrazów – Paulina Tworek, na pozór nie różni się od innych młodych kobiet. Od kilku lat mieszka i pracuje w Tarnowie.  Twardo stąpa po ziemi. Najchętniej w dobrych butach – czasem szpilkach, a czasem adidasach. Jest fanką daktyli i wygodnej bielizny – fiszbinom mówi stanowcze nie. Wie, że są w życiu sprawy ważne i ważniejsze (świat się nie zawali jeśli naczynia postoją w zlewie do następnego dnia). Wybierając szkołę średnią, rozważała czy nie iść do liceum plastycznego. Niestety, przesądziły względy ekonomiczne.

„Kiedy człowiek wyrasta w domu, gdzie pieniędzy nie jest jakoś bardzo dużo to jego życiowe wybory są bardzo często kształtowane przez myślenie praktyczne. Wiązanie przyszłości tylko z drogą artystyczną to zbyt duże ryzyko. Trzeba zadbać o to, żeby przede wszystkim móc zarobić na chleb.” – mówi Paulina.

 Nigdy nie skończyła żadnej szkoły artystycznej.  Kiedyś nawet chciała zapisać się na kurs rysowania, żeby poprawić technikę. Dowiedziała się, że jest po prostu…za stara. Jako samouk bardzo często doświadczała lekceważenia, czy wręcz pogardy ze strony tych, którzy takie szkoły skończyli. Nauczyła się być ponad to. Nigdy nie traktowała swojej działalności plastycznej, jako misji. Czym zatem są jej obrazy dla niej samej?

Dla siebie czy na pokaz?

Paulina nie stawia sobie za cel wypromowania siebie i swoich obrazów. Najzwyczajniej ma chyba inne priorytety. Nie próbuje nikomu czegokolwiek udowadniać czy przekonywać kogoś, że ma talent. U początków jej twórczości leży właściwie najzwyklejszy, ale zdrowo pojęty egoizm. Zazwyczaj zaczynała malować dany obraz w jakiejś konkretnej sytuacji – czasem trudnej, a czasem radosnej. Podobno sam proces tworzenia, a później spojrzenie na gotowe dzieło pomagało jej w odpowiednim świetle zobaczyć daną sytuację. Swoje prace traktuje trochę jako pamiętnik. Nie ukrywa ich jednakże w piwnicy czy na strychu. A chyba warto, żeby ludzie mogli to zobaczyć. Być może ktoś odkryje, że „Pamiętnik Pauliny” może stać się też jego własnym pamiętnikiem?

Jak to wyrazić?

Nie trzeba być wybitnie bystrym obserwatorem, żeby zauważyć, że prawie na każdym obrazie Pauliny pojawia się motyw nagości. Co ciekawe, dotyczy to również prac inspirowanych religią. Być może niejedna starsza pani nie mogłaby ukryć oburzenia patrząc np. na nagą kobiecą postać w koronie cierniowej. W dzisiejszych czasach, gdy wielu  artystów używa nagości, by prowokować, Paulina „używa” jej, żeby wyrazić coś bardzo konkretnego. Twierdzi, że nie zna lepszego sposobu, żeby pokazać prawdę, odarcie ze złudzeń, a także otwartość i bezbronność. Człowiek, który jest nagi daje do zrozumienia, że nie ma nic do ukrycia. Całości dopełnia tytuł. Zawsze starannie przemyślany. Żadne słowo nie pojawia się przypadkowo. Dopiero spojrzenie na obraz przez pryzmat tytułu daje możliwość pełnej interpretacji.

Z mroku do światła – niechciany dar.

Nie zaplanowała tego. Po prostu zaczęła rysować. Sama pracowała nad techniką, doskonaliła każdy szczegół. Pytana o początki swojej drogi twórczej, z uśmiechem wyznaje, że tak naprawdę zaczęło się od banału. Nudziła się podczas niektórych wykładów. Żeby zająć czymś ręce zaczęła bazgrać coś w notatniku. Z czasem odkryła, że malowanie może być jak notatnik, jak pamiętnik. Jakaś forma rozliczenia się z przeszłością. Sposób na zamknięcie jakiejś sprawy, jakiegoś życiowego etapu. Przyszedł jednak taki moment, że powiedziała – dość! Twierdzi, że na pewnym etapie zaczęło ją to zbyt wiele kosztować. Zbyt wiele siebie inwestowała w każdy obraz i zbyt mocno angażowała się emocjonalnie.  Szybko okazało się, że nie jest to takie proste. Tego nie da się tak po prostu zostawić. Zwłaszcza, gdy namalowanie obrazu pomaga przepracować jakąś sprawę. Zobaczyć ją na nowo. Sama Paulina mówi o tym tak:

„Obrazy  pomagają mi wyjaśnić pewne moje stany emocjonalne, pewne okoliczności. Malowałam i mogłam to zostawić. Sprawa zostawała wyjaśniona.”

Pętla strachu

Co dalej?

Trudno przewidzieć czy dorobek Pauliny doczeka się jakieś wystawy, mini – wernisażu…Niezależnie jednak od tego warto zajrzeć na profil fejsbookowy Pauliny, gdzie można odnaleźć więcej jej prac. Dzisiaj, gdy słowo „galeria” kojarzy się głównie z centrum handlowym, może dobrze będzie przypomnieć sobie inne znaczenie tego słowa?

https://web.facebook.com/paulina.tworek.754/media_set?set=a.1379191682394874.1073741826.100009121657424&type=3

Katarzyna Rola