Ostatni z teatru cieni. Rozmowa z Jerzym Durałem

Historia Ziyo jest tak długa i przewrotna, że wymaga osobnej publikacji, więc nie będą snuł opowieści biograficznej o tejże magicznej kapeli. Wszystko zaczęło się w 1986 roku w Tarnowie, a skrystalizowało podczas festiwalu w Jarocinie jeszcze tego samego roku. Na fali ogromnej popularności jesienią 1987 roku weszli do studia, ale proces produkcyjny wlókł się niczym dogorywający ustrój. Pomimo granic dzielących to samo niebo postanowili iść wytrwale i zarejestrować swój materiał. I tak oto w 1989 roku z ciemności wyłoniła się debiutancka płyta tarnowian i otrzymała imię swych twórców, czyli „Ziyo”. Takiej muzyki nie należy omijać i takich słów nie wolno zabijać. Muzyka Ziyo nie dawała spokoju, uciekała wszelkim konwencjom, kreowała coś nowego i niepokojącego.

W 1990 roku wspomagana przez alkoholowe sytuacje grupa krzyczy: „Witajcie w teatrze cieni”! Nowofalowa muzyka pokrywa się szronem i działa niczym zimna wódka – płomieniami uderza do głowy. Wydawnictwo czarowało oniryczną i jednorodną warstwą dźwiękową oraz melancholijnymi i przepełnionymi powtórzeniami tekstami Jerzego Durała, co podkreślało wagę słów i zwiększało ekspresję wersów.

Pomimo mocnej pozycji na polskim rynku muzycznym zespół nie zamierza spocząć na laurach, czego najlepszym dowodem jest nagranie anglojęzycznej płyty. Wydana w 1991 roku „Gloria” jaśniała również w sferze instrumentalnej, albowiem do rockowych gitar i bębnów dołączył kwartet smyczkowy.

Trzy lata później grupa powróciła z czwartym albumem – „Tetris”. Wydawnictwo różniło się od poprzednich pod wieloma względami. Surowe, zimne brzmienia i przenikliwe teksty przeistoczyły się w rytmiczne, chwytliwe i melodyjne brzmienia, ozdobione układającymi się w zwrotki i refreny tekstami, które posiadały aspiracje do zdobywania list przebojów nawet w komercyjnych rozgłośniach radiowych. Ziyo udowodniło, że potrafi iść zarówno z wiatrem, jak i nawet pod wiatr.

Wydana w 1998 roku płyta „Spectrum” dopełniła ową metamorfozę. Tym razem muzycy zaprosili swoich zwolenników w podróż przepełnioną słodkimi dźwiękami dziwnych barw i poezją zimnych gwiazd. Krążek jeszcze bardziej niźli poprzedni odbiegał od rockowego grania na rzecz utworów na przemian porywających i nostalgicznych, wzmocnionych podwójną dawką instrumentów klawiszowych.

Na kolejne wydawnictwo fani tarnowskiej kapeli musieli czekać aż siedem lat. Już sam tytuł podpowiadał, że nie będzie to krążek w starym stylu. Zaserwowany „Popburger” zaskoczył przede wszystkim brzmieniem. Mocne rockowe gitary, mnóstwo elektroniki i momentami przerobiony komputerowo wokal z pewnością rozczarowały ortodoksyjnych fanów. Jeśli nawet płyta nie okazała się wysokim lotem do nieba, to stała się swoistym manifestem ewolucji zespołu.

W 2009 roku Ziyo po raz ostatni ułożyło swoje „Puzzle”. Poruszyli Słońce i znowu zatrzymali Ziemię, albowiem po raz kolejny nie spełnili stawianych wobec nich oczekiwań radykałów. Wydawnictwo zawierało rytmiczne, poprockowe kompozycje, których motywem przewodnim było najsilniejsze uczucie w dziejach świata. Niestety okres miłosny uśpił Ziyo…

W przyszłym roku Ziyo będzie świętować 30-lecie swojego debiutanckiego albumu. Zaprawdę powiadam, że jest to doskonały powód do przypomnienia o sobie. Jednakże czy owo oczekiwanie jest potrzebne? Wszakże może właśnie teraz zapadają decyzje, a wytwórnie muzyczne upominają się o tarnowską kapelę?

Czy Ziyo nas jeszcze czymś zaskoczy?

Od dawna nie myślę o twórczości Ziyo w kategoriach zaskoczenia. Za nami długa i przewrotna kariera, zwieńczona dziewięcioma płytami. Patrząc na to, co się dzieje, odnoszę wrażenie, że w dzisiejszych czasach, żeby zaskoczyć, trzeba wystąpić w programie telewizyjnym i zostać celebrytą, a dopiero potem nagrywać piosenki. Zaskoczeniem byłoby, gdyby Ziyo weszło do świata medialnych, show-biznesowych wydarzeń, które nie mają nic wspólnego z muzyką. Takie rozwiązania kompletnie mnie nie interesują. Jednakże masz pewnie na myśli jakieś działania wydawnicze. Na tej płaszczyźnie pojawiła się propozycja, którą bardzo chętnie zaakceptowałem. Universal Music Polska (po wykupieniu całego katalogu firmy MJM) postanowiło wznowić naszą czwartą autorską płytę – „Tetris” z 1994 roku. Album zostanie wydany na winylu i kompakcie. Najbardziej cieszy mnie winyl, ponieważ tylko trzy pierwsze płyty zostały wydane w taki sposób. Format winylowy jest zdecydowanie większy, więc mam nadzieję, że będzie również okazja poprawienia okładki, która od lat wygrywa w rankingach najbardziej nieudanych okładek lat 90. (śmiech)

Pamiętam dwie okładki „Tetris” – MJM Music PL, czyli ta kuriozalna oraz Metal Mind Productions z 2004 roku, która również nie była idealna.

Wydanie Metal Mind miało zmienioną okładkę i w tamtym czasie wydawało mi się, że wszystko będzie lepsze niż ten pierwszy, oryginalny projekt. W 1994 roku doszło do niefortunnego nieporozumienia i niezrozumienia moich intencji. Kilkanaście dni przed premierą dostałem projekt okładki w postaci czarno-białego wydruku na tak niewielkim formacie, że nawet nie można było dostrzec szczegółów. Po sugestiach Wydawcy machnąłem jednak na to ręką, ponieważ gdybym tego nie zaakceptował, musielibyśmy czekać na płytę być może nawet kolejny rok. Niestety w latach 90. obowiązywały takie terminy i procedury, więc wolałem przełknąć koszmarną grafikę. Do dzisiaj muszę się z tego tłumaczyć, wszak ludzie myślą na skróty i zamiast do projektanta kierują krytykę w stronę zespołu. Mam nadzieję, że tym razem się uda i zamkniemy temat okładki „Tetris” raz na zawsze.

Wiadomo, kiedy reedycja trafi na sklepowe półki?

Wszystko wskazuje, że to będzie dość szybka akcja i prawdopodobnie reedycja pojawi się jeszcze przed wakacjami. Universal Music jest jedną z wiodących wytwórni w Polsce, więc mam nadzieję, że wznowienie „Tetris” dotrze do jak największego grona odbiorców. Przy okazji rozmów z Universalem pojawił się pomysł zrobienia płyty „The Best Of” z wyborem piosenek z wszystkich naszych wydawnictw. Wyselekcjonowałem ponad 30 utworów i zapowiada się podwójny kompakt. Przyjąłem zasadę, że wybiorę nie te utwory, które są najbardziej interesujące muzycznie i aranżacyjnie, wszak nie zawsze idzie to w parze z popularnością, lecz postawię na piosenki, które kiedykolwiek zaistniały na listach przebojów, trafiły do radia czy miały video clip. Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, to płyta zostanie wydana jesienią.

Wasza ostatnia płyta studyjna „Puzzle” ukazała się w 2009 roku. W ostatnich latach co rusz pojawiają się informacje, że Ziyo zapowiada powrót. Planujecie świeży materiał?

Mam w głowie kilka koncepcji, które chciałbym zrealizować. Jestem jednak na takim etapie artystycznej drogi, że nie mam konieczności stania pod murem i robienia czegoś na konkretny termin. Przede wszystkim chciałbym nagrać dziesiątą płytę, która zamknęłaby klamrą całą naszą muzyczną podróż jako Ziyo. Nad tym projektem pochylimy się w przyszłym roku i wracając do pierwszego pytania, to właśnie może być zaskoczenie. Na sto procent będzie to płyta niekomercyjna, niepasująca do radia, mocno alternatywna i wyrafinowana muzycznie. Chciałbym połączyć w tym projekcie wszystkie elementy, które pojawiały się w orbicie moich zainteresowań na przestrzeni całej mojej drogi artystycznej, a także te, które nie mieściły się w konwencji Ziyo. Będzie to połączenie alternative new cold wave, z której wyrośliśmy, z elementami electro, new romantic, a nawet neo-progressive rocka. Nie chcę nagrać płyty stricte rockowej, ograniczonej stylistycznie czy też utkwionej w typowej formie piosenki w sensie kompozycyjnym.

W przyszłym roku będziemy świętować 30-lecie premiery pierwszej płyty. Ostatnio stało się modne, że niektóre kapele nie grają typowej trasy z promocją najnowszego wydawnictwa, ale prezentują materiał z okazji okrągłej rocznicy wcześniejszej płyty. To również byłoby ogromne zaskoczenie, ponieważ dawno nie graliśmy kawałków z tego albumu.

Zdarza się, że zespoły nagrywają również swoje płyty na nowo. Kat & Roman Kostrzewski wypuścili w takiż sposób, po prawie trzydziestu latach, krążek „666”.

Chodziło mi po głowie coś podobnego, aczkolwiek poszedłbym w stronę nagrania na nowo kilku utworów, nie zaś całych albumów. Istnieją piosenki Ziyo, które wymagają dołożenia brakujących składników. Ludzie nie wiedzą, że na pierwszej płycie, oprócz dwóch kawałków, został wykorzystany automat perkusyjny zamiast żywej perkusji. Właśnie te nagrania należałoby poprawić poprzez dołożenie prawdziwych bębnów. Brzmienie płyty „Witajcie w teatrze cieni” również kryje pewną tajemnicę. Zastanawiano się, dlaczego jest przesiąknięta ostrymi, wręcz metalowymi gitarami. Marek Kloch nie przygotował się odpowiednio do nagrań w studio i po prostu nie znalazł odpowiedniego efektu, który pozwoliłby na nagranie nowofalowych, tzw. czystych gitar, tak charakterystycznych dla brzmienia pierwszej płyty.

Zapowiedziałeś reedycję „Tetris” i tak sobie myślę, że właśnie na tym krążku jest sporo numerów o mocnym potencjale radiowym. Rafał Brzozowski w 2014 roku nagrał cover „Magicznych słów”, który idealne wkomponował się w dzisiejsze radiowe standardy. Na „Tetris” jest więcej takich kompozycji m.in. „Dwa słońca”, „Ikar” czy „Ethos”. Może tej płycie należałoby dać nowe życie?

Po tych trzydziestu paru latach mam świadomość, że napisałem w swoim życiu sporo dobrych utworów. Skromność jest cechą ludzi przeciętnych, a fałszywa skromność jest jeszcze gorsza, więc nie obawiam się tego powiedzieć. Pewna ilość tych piosenek zawiera jednak uszczerbki techniczne. Na „Tetrisie” słabo wypadło miksowanie, a werbel został po prostu nieprawidłowo nagrany. Nagrywa się go zwykle na dwa mikrofony – górny zbierający uderzenia w błonę oraz dolny, który zbiera tzw. sprężyny. Podczas nagrania jeden z tych mikrofonów spadł na ziemię, więc na taśmę nagrały się tylko sprężyny. Niestety aż do czasu miksów nikt się nie zorientował i tak naprawdę powinniśmy zarejestrować materiał ponownie.

Mieliście pecha podczas przygotowywania tej płyty – okładka, upuszczony mikrofon…

Dokładnie. Było to w pierwszej połowie lat 90., w zupełnie innych czasach. Gdybyśmy zaliczyli taką wpadkę teraz, to na drugi dzień weszlibyśmy do studia i ponownie nagralibyśmy cały materiał. W tamtych czasach musielibyśmy ponieść podwójne koszty – dodatkowe dni studia, prawdopodobnie rozłożone w czasie, ponieważ ktoś już czekał w kolejce do studia, hotel i pobyt w Warszawie, a może nawet przesunięcie premiery.

Zgadzam się z Tobą, że w te numery można by tchnąć nowe życie. Wiedziałem, że ta płyta będzie oderwana od naszej wcześniejszej twórczości. Kiedy podchodziłem do nowego projektu, to uważałem, że nie ma sensu malować w nieskończoność tego samego pierwszego obrazu, który odniósł sukces. Postanowiłem nagrać płytę z piosenkami, które będą pretendować do radia. Nigdy wcześniej nie pracowaliśmy nad takim materiałem. Postawiliśmy na zwartą formę – zwrotki, wpadające w ucho refreny, więcej wokalu i mniej autonomicznej części instrumentalnej. Z tej płyty pochodzą „Magiczne słowa”, a gdyby nie ten kawałek, to może dzisiaj Ziyo by już nie było, o czym często zapominają radykalni wyznawcy naszych pierwszych trzech albumów. Nie rozumieją, że czasami zespołowi potrzebna jest właśnie taka płyta – komercyjna, medialna, która umożliwi przetrwanie, rozwój i dalsze działanie. Wszystkie utwory, które wymieniłeś, były puszczane w rozgłośniach radiowych i dobrze dawały sobie radę na Liście Przebojów Trójki Marka Niedźwieckiego. Fani często mówią, że prawdzie Ziyo to pierwsze dwie, trzy płyty. Jednakże jeśli zapytasz kogoś, jakie kojarzy utwory Ziyo, to wymieni: „Magiczne słowa”, „Dwa słońca”, „Ethos” czy „Ikara”. Taki paradoks. (śmiech)

Wielu muzyków zwraca uwagę, że w latach 90. było mnóstwo problemów związanych z rejestracją materiału. Znalezienie studia, zdobycie tudzież wypożyczenie sprzętu, ograniczony czas i w konsekwencji nagrywanie w domku pośród bieszczadzkiego lasu…

Wówczas w Polsce pojawiły się studia, przede wszystkim prywatne, z jakimś sprzętem, ale też nie było ludzi, którzy potrafiliby ten sprzęt obsługiwać. Tak naprawdę większość zespołów po raz pierwszy widziała takie wyposażenie. Wiązało się to z wydłużeniem czasu nagrywania, ponieważ zespoły testowały, uczyły się pracy na tym sprzęcie. Dzięki temu powstawały awangardowe brzmieniowo wydawnictwa. Jednakże spora część muzyków z tamtego okresu zwraca uwagę, że ich stare piosenki powinny zostać nagrane w nowych okolicznościach technicznych.

Myślałeś kiedyś o nagraniu płyty koncertowej?

Przyznam, że jest to jedno z moich niezrealizowanych dotychczas marzeń. Od dłuższego czasu pracuję nad programem koncertowym zawierającym stare piosenki w aranżacjach i brzmieniu odpowiadającym współczesnym standardom. Chciałbym, żeby utwory zarówno z pierwszej, jak i ostatniej płyty brzmiały jednorodnie. Jak tylko stworzę program, to przymierzymy się do takiego koncertu.

Masz jakieś wymarzone miejsce na rejestrację koncertu?

Na 30-lecie Ziyo miałem pomysł na trasę koncertową na trzydziestu polskich zamkach. W zamierzchłych czasach przykleiła się do nas etykietka gothic rock. Wówczas było to modne, aczkolwiek nigdy tego nie rozumiałem, przecież mieliliśmy z tym nurtem niewiele wspólnego. Gothic rock z tamtego okresu to raczej np. Closterkeller, czyli grupa posiadająca zupełnie inny klimat niż Ziyo. Jednakże zagraliśmy w tamtym czasie sporo koncertów na zamkach, często pośród ruin, uzyskując niezwykły efekt i magiczny klimat. Jeśli uda nam się dobić do 35-lecia, to wrócimy do tego pomysłu. Myślę, że również rejestracja takiego przedsięwzięcia byłaby z pewnością intrygująca.

W Tarnowie to chyba niewykonalne…

Na Górze Świętego Marcina za wiele nie zostało z tego średniowiecznego zamku. Oczywiście w naszym mieście są również inne lokalizacje. Bardzo chciałbym nagrać płytę koncertową właśnie w Tarnowie, ale mam wrażenie, że od jakiegoś czasu zainteresowanie Ziyo jest tutaj ograniczone. Co najmniej od dziesięciu lat nie dostaliśmy w Tarnowie żadnej propozycji koncertowej. Nie mam pojęcia z czego to wynika, może miasto nie dysponuje odpowiednim budżetem (śmiech). Szczerze mówiąc nie rusza mnie to, wszakże nigdy nie byliśmy tutaj szczególnie hołubieni. Najtrudniej być docenianym we własnym mieście (śmiech) i mam wrażenie, że nie dotyczy to wyłącznie Ziyo.

Będziesz próbował zwerbować do Ziyo kogoś ze starych składów?

Mam oczywiście koncepcję dotyczącą studyjnego składu Ziyo. A co do koncertów jubileuszowych, to najsensowniej byłoby zaprosić wszystkich ludzi, którzy grali w Ziyo. Jednakże tych składów było całe mnóstwo i doświadczenie podpowiada mi, że byłoby to niemożliwe. Na takim koncercie w Tarnowie chciałbym zgromadzić jak największą liczbę muzyków. Natomiast nie z każdym chciałbym się spotkać, więc nie do wszystkich skieruję zaproszenie. Wynika to chociażby z kontaktów z niektórymi byłymi członkami zespołu. Nawet przy okazji rozmów dotyczących różnych reedycji płyt Ziyo, kiedy to dochodziło do nieciekawych, absurdalnych i mocno zniechęcających sytuacji. Niestety przez te wszystkie lata część z tych osób nie potrafiła znaleźć chwili na konstruktywną refleksję, żeby móc z perspektywy czasu spojrzeć na pewne sprawy z pozytywnym dystansem.

A zatem możemy zamknąć naszą rozmowę w klamrze i powiedzieć, że egzystencja Ziyo ciągle trwa?

Oczywiście. Ziyo nigdy nie zawiesiło działalności, to nic więcej niż chwilowe wyciszenie. A pomysłów, planów i projektów jest tak wiele, że potrzeba tylko nieco więcej czasu, żeby je zrealizować bez zbędnego pośpiechu.  

W takim razie życzę Ci rychłego przebudzenia zespołu i zrealizowania wszystkich projektów, o których rozmawialiśmy.

Dziękuję i mam nadzieję, że wrócimy do naszej rozmowy przy okazji trasy koncertowej czy nowego wydawnictwa.

 

Rozmowa odbyła się 13 czerwca 2018 roku w kawiarni Hybryda w Tarnowie.

Autorem zdjęcia Jerzego Durała jest Janusz Tokarski

Rozmawiał: Krystian Janik