Niemiła niespodzianka w wykonaniu tarnowskich siatkarek
Tylko przez pierwsze dwa sety mecz siatkarek Grupy Azoty PWSZ Tarnów z UKS Szóstką Mielec wyglądał tak, jak to sobie wymarzyli kibice spod Góry św. Marcina. Rozpędzone zawodniczki Michała Betlei wręcz demolowały rywalki, po czym nastąpiła niewytłumaczalna blokada, skutkująca przegraną trzech kolejnych partii i w efekcie całego spotkania 2-3 (25-15, 25-14, 22-25, 28-30, 13-15). Wśród reprezentantek beniaminka wyróżniła się świetnie znana w Tarnowie Inez Pfeifer, która poprowadziła swoje koleżanki w najtrudniejszych momentach.
Weszliśmy fajnie w spotkanie, graliśmy pewnie, bardzo dobrze funkcjonowało przyjęcie. Mając wygrane pierwsze dwa sety, nawet pomijając tego trzeciego seta gdzie koncentracja mogła spaść, bo każdy jest tylko człowiekiem, ale nie można wybaczyć czwartego seta, gdzie prowadzimy 22-18 i oddajemy partię, między innymi po dwóch zepsutych zagrywkach meczowych. Nie wykorzystujemy szansy żeby wygrać mecz i zdobyć trzy punkty – mówi Michał Betleja, trener Grupy Azoty PWSZ Tarnów.
Wejście w spotkanie tarnowianki miały wymarzony. Od razu narzuciły przeciwniczkom warunki gry, dominując w każdym aspekcie siatkarskiego rzemiosła. Wyróżniała się zwłaszcza Joanna Sikorska, nękająca mielczanki zagrywką i wykorzystująca niemal każdą, wystawioną do niej piłkę. Z kolei przyjezdnym ogromne trudności sprawiało skuteczne wykończenie akcji w ataku. Ich próby często były podbijane i tarnowianki wyprowadzały z nich kontry. Po niespełna godzinie gry, kibice zgromadzeni w hali PWSZ mogli spodziewać się łatwo dopisanych trzej punktów i planować sposób na dalsze spędzenie sobotniego wieczoru.
Niestety w trzeciej odsłonie meczu mechanizm się zaciął. Zawodniczki Szóstki Mielec ograniczyły własne błędy, a co gorsze zaczęły wierzyć w swoją szansę na odwrócenie losów rywalizacji. Gospodynie nie podejmowały ryzyka. Zarówno ich serwisy, jak również ataki nie sprawiały już przeciwniczkom trudności. Z początkowych trzech punktów przewagi przyjezdnych zrobiło się sześć. Trener Betleja wpuścił na parkiet Sabinę Podlasek i Marcelinę Gliniecką, ale ten manewr przyniósł jedynie chwilową poprawę. Ostatecznie mielczanki dociągnęły zwycięstwo w trzecim secie.
Decydująca dla losów meczu była czwarta odsłona. Siatkarki z Tarnowa wyszły na parkiet jakby przytłumione. Dawały się blokować rywalkom, co właściwie nie zdarzało się przez początkową fazę meczu. Ewidentnie grały też bardziej asekuracyjnie, ułatwiając mielczankom zadanie. Z obu stron mnożyły się błędy i tę część spotkania trudno uznać za pokaz siatkówki na wysokim poziomie. Drużyny punktowały seriami, ale głównie w wyniku pomyłek drugiej strony. Tarnowianki nie kończyły piłek meczowych, aż dały się przełamać zawodniczkom Szóstki, które wymęczyły zwycięstwo na przewagi.
Przegrany czwarty set, który już oznaczał stratę punktów sparaliżował tarnowianki i w tie breaku nie można było się spodziewać po nich powrotu dyspozycji z pierwszych fragmentów rywalizacji. Tymczasem rywalki nakręcały się każdą wygrana akcją. Wypracowana od początku partii przewaga dała im komfort gry punkt za punkt. Wejście w pole zagrywki Aleksandry Mikołajewskiej było ostatnią szarżą miejscowych, udało się wówczas nieco zniwelować straty, jednak przeciwniczki wytrzymały ciśnienie i zwyciężyły piąta partię do 13.
Szansę do rewanżu za mecz z Szóstką Mielec, tarnowianki otrzymają w przyszłą sobotę na wyjeździe. Zmierzą się wówczas z zespołem Uni Opole, który w Poznaniu uległ Energetykowi 0-3.
fot. Tomasz Schenk

