Na krawędzi rocka, czyli rzecz o najstarszych Wilkach

Debiutancka płyta Wilków zawarczała w maju 1992 roku. Nosiła tytuł „Wilki” i dla najbardziej radykalnych fanów wciąż stanowi opus magnum grupy. W owym czasie krążek postawił w zupełnie nowym świetle polskie brzmienia. Mocne, a zarazem szybkie i rytmiczne gitary, wyraziste instrumenty klawiszowe, miarowe uderzenia w bębny i melancholijny, momentami przeradzający się w krzyk wokal, stanowiły siłę pierwszego wilczego wydawnictwa. Takie utwory jak „Son of the Blue Sky”, „Eli lama sabachtani” i „Aborygen” urosły do rangi przebojów i do dzisiaj stanowią wizytówkę zespołu.

Na kolejną płytę nie trzeba było długo czekać, albowiem rok później Wilki zagnieździły się na „Przedmieściach”. Po rockowo-balladowym debiucie oczekiwania były ogromne. Pomimo zróżnicowania gatunkowego – soczyste rockowe numery, ballady, funkowe dźwięki, indiański zaśpiew, a nawet cover „Indian Summer” The Doors – oczekiwania zostały spełnione. Oprócz muzyki uwagę przykuwały również dojrzałe, wręcz poetyckie teksty Roberta Gawlińskiego, a pośród nich: „Nie zabije nocy”, „Jeden raz odwiedzamy świat” czy „Cień w dolinie mgieł”.

Rok 1994 przyniósł następne wydawnictwo. „Acousticus Rockus” – pod takim tytułem zawył zarejestrowany w warszawskim klubie Akwarium akustyczny występ Wilków. Na albumie znalazły się utwory z poprzednich płyt oraz cztery nowe piosenki: „Śpij mój śnie”, „A moje bóstwa płaczą”, „Folkowy” i „Idziemy my”; a także „Sen o Warszawie” Czesława Niemena w wilczej wersji. Niestety po wydaniu akustycznej płyty drogi watahy się rozeszły.

W bieżącym roku Wilki obchodzą swoje 26. urodziny. Z tejże okazji na rynku muzycznym pojawiła się dwupłytowa komplikacja zawierająca wybór najciekawszych utworów grupy. Album zowie się „26/26”, czyli 26 piosenek na 26-lecie.

Pierwsza płyta zawiera kompozycje z lat 1992-1995, czyli z okresu rockowego. Pośród 13. wilczych pieśni błądzą m.in. zapomniane „Nasze przedmieścia” oraz nowofalowa „Amiranda”.

Po reaktywacji w 2001 roku nową wędrówkę otwiera „Baśka”, która „miała fajny biust” i to właśnie dzięki niej – a także kilkunastu innym dziewczętom – wilcze stado dobiegło do mainstreamu. Powaby „Baśki” tryumfują w 2002 roku na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, a dziewczę zostaje okrzyknięte najbardziej rozchwytywaną pannicą lata. Sytuacja dzieli starych fanów, ale wabi miliony nowych absztyfikantów. Płyta „4” jest utkana z potencjalnych hitów: „Urke”, „Ja ogień, ty woda”, „Wolność jak marzenia” i oczywiście „Baśka”. Rok później Wilki nagrywają anglojęzyczny kawałek „Here I Am” i pretendują do występu na Eurowizji. Zajmują drugie miejsce w eliminacjach i pozostają w kraju.

W 2004 roku rozpala się „Watra” i płonie w najlepsze. Wydawnictwo znacznie różni się od poprzedniego poziomem artystycznym. Zespół wrócił, osiągnął komercyjny sukces i poszedł na kompromis – złagodzone dźwięki obdarował melancholijnymi, refleksyjnymi słowami. „Księga przemian”, „Atlantyda łez”, „Słońce pokonał cień”, dekadencka „Bohema” czy wieńcząca płytę „Watra” są niczym reminiscencje minionej twórczości.

Mijają dwa lata i Wilki prezentują swoje „Obrazki”. Płytę promują single „Love Story” oraz „Na zawsze i na wieczność”. Całość jest przeciętna i stanowi dźwiękowy obraz przemęczenia materiałem. Trzy lata później zostaje zarejestrowany koncert MTV Unplugged, a wataha ponownie się rozbiega.

W 2012 roku, czyli sześć lat od poprzedniego albumu studyjnego, Wilki powracają z płytą „Światło i Mrok”. Jej gnostycka proweniencja nie kończy się na tytule. „Czystego serca”, „Syriusz”, „Spłonąć i odejść” czy mający zarzewie w poezji Heinricha Heinego „Miłości kwiat nieśmiały” odkurzają mistyczną stronę Wilków. Na krążku pojawiają się ciężkie brzmienia i szybkie gitary. Czuć również koncept – człowiek składa się z dwóch potężnych sił, którymi są dobro i zło.

Wilki znów zwalniają tempo. Stagnacja trwa cztery lata, ale krążek „Przez dziewczyny” dowodzi, że warto było czekać. Pomimo iż grupa wraca do pop-rockowych prostych dźwięków i powtarzanych do bólu refrenów, robi to spektakularnie. Promujący płytę utwór „Przez dziewczyny” brzmi niczym streszczenie wszystkich odcinków „Californication”, zaś w „Wenus, tu Mars” wpisana jest afirmacja beztroskiego życia. Jeśli Wilki siedzą w popie, to na najwyższym drzewie. „Ona tam jest”, „Stać się innym” czy wyśpiewane przez Beniamina Gawlińskiego, syna Roberta, „27th Floor” powinny zadowolić nawet starych fanów ongiś szamańsko-rockowej kapeli.

Druga płyta gromadzi piosenki z okresu rockowo-popowego po reaktywacji zespołu, która miała miejsce w 2001 roku. Jest ich również 13, ale ostatnią fani Wilków usłyszą po raz pierwszy. „Na krawędzi życia” to pieśń nostalgiczna, refleksyjna, ostateczna.

Przeciętna długość wilczego życia wynosi 6-8 lat w warunkach naturalnych. Jednakże najstarszy wilk w Europie przeżył w warszawskim ZOO prawie 16 lat. 26-letnie Wilki Roberta Gawlińskiego wciąż biegną.

Krystian Janik