Miłość w deszczowym mieście, czyli wielki powrót Tarnowa Polskiej Piosenki

„Czekam na wiatr, co rozgoni / Ciemne skłębione zasłony” – śpiewała ongiś Szczerozłota Kora. Jeszcze przed południem nad Tarnowem rozpościerały się czarne chmury, a strugi rzęsistego deszczu obmywały płytę Rynku. Ociekający deszczem przechodnie spoglądali na scenę, na której odbywały się próby przed pierwszym koncertem drugiej odsłony Tarnowa Polskiej Piosenki. Wydawać by się mogło, że „ten cholerny deszcz” nie przestanie padać. Jednakże kapryśna pogoda odpuściła, zaś tarnowski spleen wsiąknął w ziemię wraz z deszczem.

Tarnów Polskiej Piosenki Festival 2018 rozpoczął się od występów trzech młodych lokalnych zespołów, które zostały wyłonione w konkursie DemoGraMów. Na tarnowskiej scenie zrobiło się nieco awangardowo za sprawą Egzotycznego Dandysa Paryskich Bulwarów. Krakowscy muzycy zaprezentowali swoje autorskie numery z pogranicza alternatywnego rocka, funku i namiastki folkowych dźwięków. Następnie festiwalową publiczność porwał młody tarnowski zespół See You Later. Koncert DemoGraMów zakończył występ enigmatycznego i operującego niezwykle melodyjnym głosem Kuby Zaborskiego z zespołem.

Kiedy supporty dobiegły kresu nastąpiła krótka przerwa, po której na festiwalowej scenie zrobiło się naprawdę gorąco. A wszystko za sprawą tarnowskiej kapeli Need More Clouds. Młodzi muzycy udowodnili, że nawet w najmniejszym stopniu nie odstają poziomem i zaangażowaniem od najlepszych polskich zespołów rockowych. Zagrali dynamicznie, alternatywnie i niezależnie, czyli dokładnie tak, jak wydali swój debiutancki materiał. Ekspresja sceniczna Need More Clouds ponownie przyciągnęła nad miasto deszczowe chmury, ale w tym wypadku chwila ochłody była zbawienna, albowiem gwałtowne ocieplenie miało przyjść wraz z gwiazdą wieczoru. Oczywiście nie można nie wspomnieć – a wręcz trzeba – że Mikołaj Rękas, wokalista kapeli, udowodnił, że jest również wybornym wodzirejem.

I oto na scenie pojawiła się ona – Karolina Leszko. Z nią przyszli oni, czyli pokryci złotem muzycy legendarnego Maanamu. Razem funkcjonują jako Złoty Maanam i kontynuują dzieło Marka Jackowskiego, a także są mistrzami w rozganianiu deszczu, o czym przekonali się mieszkańcy Tarnowa. A robią to wyśmienicie. I jeśli kiedykolwiek słychać było głosy, że reaktywacja Maanamu bez Kory i Marka Jackowskiego jest absurdem, to powinny rychło zamilknąć, o ile jeszcze tego nie zrobiły. Karolina Leszko pokazała się od jak najlepszej strony i stwierdzenie, że operuje jednym z najlepszych głosów kobiecych w Polsce nie będzie nawet w najmniejszym stopniu niezgodne z rzeczywistością. Jej wokal jest mocny, głęboki, przeszywający i wtedy, kiedy trzeba, odbija się drżeniem ciała odbiorcy. Do tego ponadczasowe teksty i kapitalna oprawa muzyczna z solówkami Ryszarda Olesińskiego. Lepszego początku festiwalu nie można było sobie wyobrazić. Tarnów stał się miastem miłości. Nikt nie strajkował, a było wręcz przeciwnie, albowiem niejeden tarnowianin podczas tego wieczoru się zakochał. Oczywiście w polskiej muzyce i pięknej pieśniarce, która ochoczo zrzucała z siebie kolejne elementy stroju, bawiąc się na scenie równie dobrze jak zgromadzona na tarnowskim Rynku publiczność.

Przez wszystkie dni trwania festiwalu w godzinach popołudniowych dodatkowe rozrywki przygotowali dla mieszkańców miasta Aspiranci.  

Krystian Janik

Fotorelacja: Lidia Jaźwińska