Kosmologia klatki piersiowej

Fryderyk Nietzsche w rozprawie „Narodziny tragedii z ducha muzyki” przytacza mit o królu Midasie, który tropił Sylena, albowiem ów wiedział, co jest dla człowieka najlepsze. Kiedyż w końcu go pochwycił poznał przerażającą prawdę. Sylen rzekł, że najlepiej nigdy się nie narodzić, a jeśli już się przyszło na świat, to jak najszybciej umrzeć. Jednakże, cóż począć, kiedy jedno i drugie się nie powiodło? A może wystarczy usiąść w fotelu i przyjrzeć się pracy układu oddechowego?

Czerwiec w Teatrze im. Ludwika Solskiego w Tarnowie rozpoczął się od głębokiego oddechu. Dwugodzinna obserwacja „Płuc” Duncana Macmillana w reżyserii Anny Wieczur-Bluszcz przyniosła wnikliwą diagnozę kondycji człowieka doby ponowoczesnej. Prawidłowo funkcjonujący układ oddechowy jednostki ludzkiej posiada dwa płuca. Mieszczą się one w klatce piersiowej i są ze sobą połączone. Możliwa jest również egzystencja bez jednego płuca, ale wiążą się z nią ograniczenia.

Bohaterowie sztuki Macmillana funkcjonują niczym płuca w układzie oddechowym człowieka. Pobierają to samo powietrze atmosferyczne, naprzemiennie rozprężają się i zapadają. Należą do tego samego organizmu, co oznacza, że są podatni na jednorodne infekcje. On i Ona – płuco prawe, płuco lewe – rodzą się w ciemnościach. Na sali gasną światła i widzowie grzęzną w czeluściach kosmosu. Z otchłani wyłaniają się mężczyzna i kobieta. Scenografia jest oszczędna – gwieździste nocne niebo otacza persony dramatu. Rozpoczyna się taniec, w którym ciała opowiadają historię dwojga ludzi. Od samego początku sztuka błądzi pośród symboli. Noc – nieskończoność, gwiazdy – walka duchowości z ciemnościami, taniec – ucieleśniony obraz aktu kreacji.

Dialog pomiędzy bohaterami rozpoczyna się w Ikei – w miejscu wypełnionym meblami, które nie jest domem. Stojąc w kolejce do kasy fiskalnej, pośród bezimiennych ludzi, rozmowa przemienia się w kłótnie. Punktem zapalnym jest chęć posiadana dziecka przez mężczyznę. Kobieta czuje się zagrożona, albowiem nie ma stworzenia bez ofiary, którą w tym przypadku będzie jej rozrastające się ciało. Zaczynają się rozmowy krążące wokół modnych współcześnie tematów, m.in. ekologia, zanieczyszczenie środowiska naturalnego czy ochrona planety. Ludzie niszczą Ziemię, więc nie powinno się przedłużać gatunku. Może lepiej adoptować, czyli uniknąć reprodukcji i chronić środowisko. Dzieci powinni wychowywać tylko inteligentni ludzie. Patologią jest posiadanie więcej niż jednego potomka. Osoby niewykształcone, produkujące dzieci, powinno się utylizować. Jednakże owe rozważania stanowią tło dla większego dramatu.

Oni od dawna są parą, kochają się, ale nie potrafią ze sobą rozmawiać. Dialog nie polega na samym mówieniu, nie może być werbalnym gwałtem wymierzonym w drugą osobę. Wyznacznikiem dialogu jest słuchanie ze zrozumieniem, reagowanie, takoż nie ukrywanie swoich przemyśleń, potrzeb, nie zaś czekanie, aż partner sam się domyśli. W sztukę Macmillana wpisany jest gorzki obraz pokolenia reprezentowanego przez łączące się w pary osoby, które unikają rozmów o rzeczach ważnych. Problemy zaczynają się wtedy, kiedy jedna ze stron zapragnie czegoś będącego poza percepcją drugiej – uporządkowania bieżących spraw, założenia rodziny, ślubu. Jednakże prawdziwa katastrofa przychodzi, kiedy istotne decyzje są podejmowane w celu osiągnięcia świętego spokoju. On i Ona żyją w toksycznym związku, całą swoją energię poświęcają wzajemnemu wyniszczaniu, są jednością, ale odbierają świat autonomicznie, choć myślą zgoła inaczej. A gdy dochodzi do rozstania zdają sobie sprawę, że podobnie jak płuca, mogą w pełni oddychać jedynie w duecie.

Reżyserka postawiła na ciągłą interakcję, swoim bohaterom nadała wyraziste, aczkolwiek nieco przerysowane cechy, udowadniając tym samym, że jednolita tonacja jest obca dla tego pokolenia. Rozmowy bohaterów, pomimo wpisanego w nie tragizmu, rozbawią niejednego widza.

Na szczególną uwagę zasługuje dobór aktorów, którzy są nośnikami treści. Anna Wieczur-Bluszcz napełniła powietrzem niezwykle chłonne płuca. Ewa Jakubowicz i Filip Kowalczyk tworzą znakomity duet. Ona – piękna, zmysłowa, nieokiełznana, ale zachowawcza, dla niego efemeryczna. On – sprawiający wrażenie silnego mężczyzny, popędliwy, tłumiący gniew, stanowczy i uległy zrazem. Dwa przeciwstawne bieguny. Dwa pompujące to samo powietrze płuca. Dwie rozpadające się wieże, które może poskładać miłość. Jeśli się narodzili i w porę nie umarli, to muszą się kochać.

Zdjęcia: http://www.teatr.tarnow.pl/galleries/view/539

Krystian Janik