Kaznodzieja z karabinem

„Dla triumfu zła potrzeba tylko, żeby dobrzy ludzie nic nie robili.”

Te słowa irlandzkiego filozofa i polityka Edmunda Burke’a, które nadal są aktualne, pomagają uzmysłowić, że bierność ludzka w niesieniu dobra to niebezpieczna droga prowadząca ku wzmocnieniu zła. Żyjąc w zamożnych krajach, w których wszystkiego jest pod dostatkiem oraz będąc w ciągłym pośpiechu, często umykają nam obrazy nędzy, skrajnej biedoty, nieszczęścia ludzi z biedniejszych części świata. Dla nich nawet najmniejsza pomoc jest na wagę złota. Niestety, czasami pomoc materialna to za mało i trzeba chwycić za broń, aby uratować drogich sobie ludzi.

Tak właśnie postąpił Sam Childers „Machine Gun Preacher”. To właśnie na podstawie jego biografii nakręcono film „Kaznodzieja z karabinem” w reżyserii Marca Forstera z 2011 roku. W tytułową rolę wcielił się aktor Gerard Butler.

Piszę o tym wszystkim z prostego powodu: Sama Childersa można było spotkać osobiście w ubiegłą niedzielę. Wizja z Kaznodzieją odbyła się na terenie Chrześcijańskiego Centrum „Pan Jest Sztandarem”, mieszczącego się na ulicy Bandrowskiego w Tarnowie. Wydarzenie rozpoczęło się o godz. 10:00 wspólną modlitwą i śpiewem. Następnie do mównicy podszedł główny gość. Mówił bardzo lekko i otwarcie. Sprawiał wrażenie, jakby zwracał się jednocześnie do całej grupy i każdego z osobna. Opowiadał o swoim życiu, które wcale nie było kolorowe. Od najmłodszych lat miał kontakt z narkotykami, nie chodził w ogóle do szkoły przez co był niepiśmienny i nieczytaty. Jednak udało mu się odnaleźć w życiu swoją ścieżkę, jaką był Bóg. Kiedy został po raz pierwszy skierowany na misję do Afryki, przyznawał się że miał wątpliwości, „ba”, przez pierwsze kilka lat w ogóle nie potrafił „dostroić się” do nowej rzeczywistości. Obecnie jednak uważa Afrykę, a zwłaszcza Ugandę za swój dom. Wykorzystując pieniądze zebrane od ludzi z całego świata, buduje farmy, stacje benzynowe, szkoły, sierocińce. Dzięki temu nie tylko uczy tamtejsze dzieci, ale też zapewnia im na przyszłość pracę. Wspominał również, że jego farmy mają zawsze najlepsze plony, choć wcale nie używają pestycydów. Kiedy przyszli do niego właściciele sąsiednich komercyjnych farm z zapytaniem, jaki jest jego sekret na taką obfitość plonów, on odpowiedział: „Ja tylko sieję, Bóg robi resztę.”

To wydarzenie przyciągnęło naprawdę sporo zainteresowanych. Sala była prawie w całości zapełniona nie tylko wiernymi Kościoła, ale też innymi osobami, które były zaciekawione spotkaniem z tak interesującą osobą. Nie sądzę, aby ktokolwiek był zawiedzony tym eventem, sądząc po długim biciu braw po skończonej mowie specjalnego gościa.

Dodatkowo była możliwość zakupienia książki Sama Childersa z jego osobistym podpisem oraz pamiątek z Afryki. Cały dochód był przeznaczany na wsparcie działań misyjnych na Czarnym Kontynencie.

Jakub Sobczyk