Jaskółki wygrywają z Włókniarzem. Za tydzień w Zielonej Górze mecz o wszystko. Co musi się stać, aby utrzymać PGE Ekstraligę?

Grupa Azoty Unia Tarnów pokonała w przedostatniej kolejce PGE Ekstraligi Forbet Włókniarz Częstochowa 51:39. Ten wynik oznacza, że Jaskółki rękami i nogami, do ostatniej kropli krwi będą walczyć za tydzień w Zielonej Górze w bezpośrednim pojedynku o utrzymanie w najlepszej lidze świata.

Jednoczesna, wyraźna porażka zielonogórzan w Grudziądzu ukazała nam prosty wzór na to, co musi się stać, aby tarnowianie zachowali ligowy byt nawet bez konieczności jazdy w barażach. Do takiego scenariusza wystarczy osiągnięcie remisu (z punktem bonusowym tarnowianie doliczą wtedy dwa punkty), a więc czterdziestu pięciu punktów, bo trudno przypuszczać, aby Grudziądz pokonał częstochowian na ich torze, a właśnie teraz w ligowej tabeli Jaskółki od MRGARDEN GKM-u dzieli jedno oczko. Minimalna porażka 44:46 lub wyrównanie rezultatu z pierwszego spotkania, czyli 43:47 sprawiłaby, że wczorajsze zawody w Jaskółczym Gnieździe nie byłyby ostatnim akordem sezonu ligowego w Tarnowie. Przegrana wyższa daje bonus gospodarzom z Zielonej a w takim wypadku to podopieczni Pawła Barana po zaledwie rocznym epizodzie musieliby znów zejść do Nice 1. LŻ.

Ale tak naprawdę wczorajsza przedostatnia tura zmagań niewiele mogła zmienić i miała raczej podłoże psychologiczne. Bo i tak godzina “0” wybiłaby za tydzień. Tylko zdobycie bonusu nad Forbet Włókniarzem, a zatem triumf wyższy niż 54:36 dawał Grupie Azoty Unii pewny baraż i degradację Falubazu. Ale na takie rozstrzygnięcie mało jednak kto liczył. Wszyscy pragnęli tylko chociaż minimalnego zwycięstwa, które podniosłoby morale przed wyjazdem do województwa lubuskiego. Świetną wiadomością byłaby również przegrana grudziądzan u siebie z Falubazem, ponieważ wtedy prawdopodobnie nawet przed podróżą do grodu Bachusa mielibyśmy już zapewniony baraż. A w ogóle to najbardziej żal, że tak niewiele brakło do bonusa w Toruniu w minionej kolejce, bo układ wynikowy z wczoraj sprawiał, że oglądalibyśmy wczoraj przed kamerami telewizyjnymi spadek i stypę w boksach “Myszek Miki”. No, ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Trzeba było “kropnąć” Włókniarz i przygotowywać się do batalii o być albo nie być z totalnie rozbitymi i chyba nie dźwigającymi presji kocówki sezonu żużlowcami Adama Skórnickiego.

Ten cel udało się osiągnąć chociaż niejeden kibic głośno westchnął kiedy po piątym biegu niemal połowa strat spod Jasnej Góry została odrobiona, a Marek Cieślak i jego ekipa była zmuszona radzić sobie dodatkowo bez poturbowanego w piątej gonitwie Fredrika Lindgrena. Szwed został uwikłany na pierwszym łuku w efekt domina. Peter Kildemand potrącił Madsena, ten uderzył w Jamroga, a na końcu dostało się Szwedowi. Pierwsza dwójka wstała dość szybko, ale najgorzej wyglądała sprawa z Kubą i “Fredką”. – Jestem trochę obolały, ale w moim przypadku to raczej była taka profilaktyka. Starałem się od razu nie wstawać, bo kiedyś miałem kontuzję kręgosłupa. Jestem już nauczony, że wolę w takich chwilach odczekać – powiedział wychowanek Unii Tarnów. Gorzej wyglądała jednak sprawa z Lindgrenem. Praktycznie od razu przywołano do niego karetkę. A trzeba wziąć pod uwagę, że stały uczestnik cyklu Grand Prix też nie miał łatwych przygotowań do rozgrywek. Po niebezpiecznym urazie, podobnie jak Nickiemu Pedersenowi groziło przed sezonem 2018 zakończenie kariery. Zawodnik co prawda zgłaszał zdolność do jazdy, ale nie mógł o własnych siłach w ogóle wysiąść z karetki, a w trakcie zawodów pojechał jeszcze na dodatkowe badania do szpitala. – Fredrik palił się żeby wsiąść na motocykl, ale to nie byłaby mądra decyzja. Widzieliśmy w jakim jest stanie. Zgłaszał jakieś kłopoty z nadgarstkiem i rozcięciem nogi – przekazywał na gorąco prezes gości Michał Świącik. Stało się jasne, że w takiej sytuacji kiedy Lindgren nie wystąpi już do końca meczu, tarnowianie nie mogą wypuścić sukcesu z rąk.

W ogóle pod kątem widowiskowości oglądaliśmy chyba najciekawszą potyczkę w tym sezonie w Tarnowie. Dużo walki, przetasowań od pierwszych biegów. To nie zdarza się często. Już w trzeciej odsłonie sporej grupie fanów z Częstochowy podpadł chyba najwaleczniejszy zawodnik na torze – Jamróg. Robił wszystko, by wyprzedzić jadącego przed nim na drugim miejscu Miedzińskiego. Kiedy ta sztuka się udała, usłyszał z obcego sektora salwę gwizdów, a podczas pomeczowego obchodu toru serię wyzwisk. Pomiędzy zawodnikami doszło na przeciwległej prostej ostatniego okrążenia do kontaktu, ale migawki nsport bardziej wskazywałyby na winnego całego zajścia w “Miedziaku”. – Żeby się wybielić i odeprzeć zarzut, Adrian nie jechał fair. Przez cały bieg mnie blokował raz z jednej, raz z drugiej strony – wyjaśniał Jakub. Eksperci w studio magazynu PGE Ekstraligi także opowiedzieli się po stronie Jamroga, a szef sędziów Leszek Demski poszedł dalej i napomniał by jeszcze Miedzińskiego za ostrą próbę zblokowania akcji “Amberka” i użycia przy tym łokcia.

Po stracie Lindgrena przez Włókniarz, Grupa Azoty Unia kontrolowała przebieg zawodów, ale Marek Cieślak robił co mógł i starał się łatać dziury rezerwami taktycznymi praktycznie do ostatniej odsłony, aby wynik nie uciekł za daleko. Wystrzelał się z nich tuż przed biegami nominowanymi, kiedy przewaga gospodarzy osiągnęła osiem punktów. “Narodowy” nie miał więc wielkiego pola manewru. Posiadał w swoich szeregach tylko trzech pewniaków więc został zmuszony do wypuszczenia kompletnie bezbarwnego Tobiasza Musielaka, który najpierw pojechał w drugim, a potem w czternastym wyścigu.

Tarnów wreszcie był monolitem, bez słabych ogniw, na który tak długo czekaliśmy. Wszystko staje się łatwiejsze gdy masz w składzie Nickiego Pedersena z początku sezonu, Artura Mroczkę, który po raz pierwszy w bieżących rozgrywkach “trzaska” dwucyfrówkę, Kildemanda i Bjerre nie robiącego zer, czy Jamroga nie schodzącego poniżej swojego poziomu. To spora dawka optymizmu przed przed ostatnią rundą.

Artur i tak nie byłby sobą gdy raz nie przywalił jakiegoś “babola. W jedenastym biegu jechał na pewnym podwójnym prowadzeniu z Pedersenem, ale na wyjściu z drugiego łuku postawiło go, co momentalnie wykorzystał czający się tylko na taki błąd Miedziński. Lindgren co prawda zdążył odjechać tylko jeden bieg. Ale za to jaki! Na zakończenie pierwszej serii stworzył kapitalny pojedynek z Kennethem Bjerre, w którym było wszystko i mógłby być spokojnie kandydatem do biegu sezonu. Zawodnicy zmieniali się na przodzie kilkukrotnie, praktycznie na każdym łuku zmieniając swoje pozycje i formy ataków.

Wielkie słowa uznania należą się Madsenowi. Duńczyk spędził w Tarnowie wspaniałe, naznaczone pasmem sukcesów pięć lat. To tutaj tak naprawdę wyrósł na światowej klasy żużlowca. O naszym mieście zawsze wypowiada się z dużą dozą sympatii. Tak też było i tym razem. Nic dziwnego zatem, że kiedy przyjeżdża tutaj już w barwach innego zespołu, witany jest przez miejscowych kibiców ze wszelkimi honorami. Tym razem jednak sentymentu dla swego byłego pracodawcy nie miał. Został zawodnikiem meczu. Poza pierwszym biegiem, gdy plecy pokazali mu Mroczka z Pedersenem później wyszła znajomość owalu. Wprowadził korekty i był nieuchwytny. Wygrywał z olbrzymią przewagą, a podziwu nie kryli także nasi żużlowcy, którzy mówili wprost – Madsen przyleciał z innej planety. Duńczyk znajduje się aktualnie w życiowej formie. – Liczę na dziką kartę do Grand Prix. A gdy mi ją przyznają, bez wahania ją przyjmę – zdradził Leon, u którego sporo zmian szykuje się również w życiu prywatnym. Jego partnerka z Polski – Magda spodziewa się dziecka. On sam mieszka już w naszym kraju. Z Wejcherowa pochodzi właśnie jego druga połowa.

Grupa Azoty Unia Tarnów – 51 pkt
9. Nicki Pedersen – 12+2 (2*,2*,3,3,2)
10. Artur Mroczka – 10 (3,3,0,1,3)
11. Jakub Jamróg – 10+2 (2*,2,2,2,2*)
12. Peter Kildemand – 6 (3,1,1,1)
13. Kenneth Bjerre – 9+1 (2,1,2,3,1*)
14. Kacper Konieczny – 0 (0,0,0)
15. Patryk Rolnicki – 4+1 (3,1*,0)
16. Wiktor Kułakow – 0 ()

forBET Włókniarz Częstochowa – 39 pkt
1. Leon Madsen – 16 (1,3,3,3,3,3)
2. Tobiasz Musielak – 0 (0,-,-,-,0)
3. Adrian Miedziński – 10 (1,3,2,2,2,0)
4. Matej Zagar – 5+2 (0,2*,1,1*,0,1)
5. Fredrik Lindgren – 3 (3,w,-,-,-)
6. Michał Gruchalski – 3 (2,0,d,1)
7. Bartosz Świącik – 1+1 (1*,-,t)
8. Andreas Lyager – 1 (1,0)

Bieg po biegu:
1. (69,90) Mroczka, Pedersen, Madsen, Musielak – 5:1 – (5:1)
2. (70,39) Rolnicki, Gruchalski, Świącik, Konieczny – 3:3 – (8:4)
3. (71,61) Kildemand, Jamróg, Miedziński, Zagar – 5:1 – (13:5)
4. (69,95) Lindgren, Bjerre, Rolnicki, Gruchalski – 3:3 – (16:8)
5. (70,09) Madsen, Jamróg, Kildemand, Lindgren (w) – 3:3 – (19:11)
6. (70,50) Miedziński, Zagar, Bjerre, Konieczny – 1:5 – (20:16)
7. (70,27) Mroczka, Pedersen, Lyager, Gruchalski (d) – 5:1 – (25:17)
8. (69,88) Madsen, Bjerre, Zagar, Rolnicki – 2:4 – (27:21)
9. (69,47) Pedersen, Miedziński, Zagar, Mroczka – 3:3 – (30:24)
10. (70,29) Madsen, Jamróg, Kildemand, Świącik (t) – 3:3 – (33:27)
11. (70,22) Bjerre, Miedziński, Mroczka, Lyager – 4:2 – (37:29)
12. (69,67) Madsen, Jamróg, Gruchalski, Konieczny – 2:4 – (39:33)
13. (70,09) Pedersen, Miedziński, Kildemand, Zagar – 4:2 – (43:35)
14. (70,68) Mroczka, Jamróg, Zagar, Musielak – 5:1 – (48:36)
15. Madsen, Pedersen, Bjerre, Miedziński – 3:3 – (51:39)

Sędziował Krysztof Meyze