Jarmark produktów regionalnych „Smakuj ze smakami”

Podobno dzisiaj wszystko jest sztuczne. Sztuczne ubrania, sztuczny miód, sztuczna uprzejmość, sztuczne ognie i sztuczne części ciała w ofercie klinik chirurgii plastycznej. Tym bardziej więc warto korzystać z okazji zaczerpnięcia z natury. W mieście księżyca i gwiazdy taka okazja pojawiła się w ostatni weekend.

Na trzy dni tarnowski Rynek zamienił się w mały supermarket. Piątek, sobota i niedziela – to był czas prawdziwej uczty dla zmysłów. Od wyrobów jadalnych, takich jak miody, sery, wędliny i pieczywo, po rękodzieło i różnego rodzaju rzemieślnicze cudeńka. Miłośnicy dobrego smaku mogli poczuć, że oto znaleźli się w raju. Na straganach pyszniły się dumnie słoiki zawierające owoc pszczelego trudu. Rumieńcem wabiły szynki, a chleb złocił się i kusił solidnie wypieczoną skórką, przywodząc na myśl ciepło domowego ogniska. Tuż obok nęciła swą słodyczą turecka chałwa i inne wschodnie przysmaki.

Nie brakło też sąsiadów „zza miedzy”. Na wielbicieli folkloru czekały ubrania zdobione motywami ukraińskimi, jak również mieniące się barwami naszyjniki, korale i wianki, które ostatnio zdają się przeżywać swój renesans. Przechodząc dalej można było nabyć skórzane kapcie i miłe ciepłe czapki –  przecież ani się człowiek obejrzy, a zima nadejdzie z całym wachlarzem atrakcji. Wiadomo jednak, że potrafi ona również od czasu do czasu wbić szpilkę chłodu – lepiej więc być wcześniej przygotowanym.

Słodyczoholicy też mieli w czym wybierać. Prócz chałwy tureckiej i ukraińskiej można było bowiem nabyć również inne słodkie rozkosze dla podniebienia. Dobiegający uszu wschodni zaśpiew prowadził amatorów słowiańskich smaków do stoiska z wyrobami litewskimi. Świetna okazja, by docenić prostotę i wyjątkowość tamtejszych przysmaków. Parę kroków dalej na wielkim grillu smażyły się różnego rodzaju mięsa, rozsiewając wokół smakowite zapachy i wywołując gwałtowny ślinotok u wszystkich, którzy jeszcze nie zdążyli zjeść obiadu. Zaledwie parę kroków dalej rozpościerało się prawdziwe drewniane królestwo: łyżki, chochle, zabawki, ozdoby choinkowe zdolne zawrócić w głowie zarówno miłośnikom stylu ECO, jak też wszystkim ceniącym niewymuszoną elegancję.

Nad tym bogactwem zaś królował wspaniały błękit jesiennego nieba. Nieba, które Roman Brandstaetter nazywał neapolitańskim. Wobec wspomnianych okoliczności przyrody zdumiewał fakt, iż tak niewielu mieszkańców miasta zainteresowało się tym wydarzeniem. Ale być może, jak powiedział poeta – wszystko jest kwestią smaku.

Katarzyna Rola