Gigant władający rymem. Rozmowa z Kubą „Kitą” Kitajewskim

O spontanicznych projektach, hiphopowych coverach, filmowych planach i o tym kto jest kim – rozmawiamy z tarnowskim raperem Kubą „Kitą” Kitajewskim.

Jak wygląda tarnowska scena hiphopowa?

Scena ma się bardzo dobrze. Jest w tym mieście wiele osób, które tworzą rap z czystą zajawką. Co rusz pojawiają się młodzi raperzy, a starzy wyjadacze ciągle się w to bawią. Wszyscy nawzajem się szanują i nie ma mowy o niezdrowej rywalizacji. W Tarnowie rządzi hiphopowa jedność. Aczkolwiek jedna z przyczyn tego stanu może być specyficzna. Nie ma tutaj zbyt wielu ludzi, którzy przebiliby się dalej i rozwijali karierę poza tym miastem, przez co nie ma tu zbyt wiele ludzkiej zawiści i zazdrości.

Gdzie w Tarnowie odbywają się koncerty hiphopowe?

Z koncertami kłopot jest taki, że kluby czy podobne miejsca same tego nie organizują. Zawsze potrzebny jest organizator, a takich w Tarnowie brakuje, przynajmniej jeśli chodzi o hip-hop. Przede wszystkim nie ma dużego klubu, w którym takie rzeczy mogłyby się odbywać. Czasami coś się dzieje w małych klubikach, ostatnio najczęściej w Haunted House. W tym roku właśnie tam wystąpił krakowski raper Kobik oraz Kaliber 44.

Pod koniec ubiegłego roku nagrałeś Epkę? 

Epkę „DrunkMusicEP” nagrałem wraz z tarnowskim DJ-em Clasickiem, który zajął się oprawą muzyczną materiału. Pomysł przyszedł spontanicznie, po prostu doszliśmy do wniosku, że zrobimy szybką akcję i nagraliśmy cały materiał w ciągu trzech tygodni. Miałem kilka starszych, niepokończonych tekstów, które uważałem za trochę zbyt osobiste na wypuszczenie w świat, ale stwierdziłem, że muszę wyrzucić z siebie trochę syfu. Można powiedzieć, że jest to trochę album koncepcyjny. Treść ociera się o tematy związane z imprezowym życiem, a krótki album kończy pointa w postaci kawałka „Dosyć”. Epkę promował jeden teledysk do numeru „Mamba out”. Z „DrunkMusicEP” zagrałem kilka koncertów – m.in. w Haunted House czy w Tychach na imprezie grafficiarskiej u DJ-a FEEL-X’a. Pojechałem tam nakręcić klip, nie planowałem koncertu. Wszystko odbyło się na wariackich papierach – zostałem zaproszony na scenę, akurat miałem przy sobie bity i nawinąłem materiał z Epki.

Myślisz nad kolejnym wydawnictwem?

Nie tylko myślę, ale działam już w tym temacie. Z Mauym’82 kończymy naszą drugą wspólną płytkę pod szyldem „Kto jest kim”. Rap na tym projekcie ma zupełnie inną formę niż choćby wspominana Epka. Teksty są pisane na kolanie w studio nagrań, co wprowadza w nie więcej luzu. W studio panuje zupełnie inna atmosfera niż w domu. Można się wyciszyć, więc zupełnie inaczej podchodzi się do układania słów. Pisząc w domu masz za uszami sąsiada kłócącego się z żoną albo babcię słuchającą Radia Maryja, więc czasami po prostu się nie da albo trzeba się mocniej skoncentrować. Jeśli ktoś nie słyszał „DrunkMusicEP” czy pierwszej części „Kto jest kim”, to można przesłuchać te materiały na YouTube. Jedynkę wypuściliśmy w niewielkim nakładzie na CD i płytki szybko się rozeszły. Możliwe, że wznowimy ją, jeśli okaże się, że dzięki dwójce będzie na to zapotrzebowanie.

Czy współczesny hip-hop da się w ogóle zdefiniować? Ja jestem z pokolenia, które uważało pierwsze solowe krążki Kazika za rap.

Na przestrzeni lat hip-hop poszedł w różne strony i wciąż się zmienia. Ja też jestem z tamtego pokolenia, które wymieniało się kasetami i przegrywało muzę. Co tydzień ktoś od kogoś pożyczał kasetę VHS z nagranym nowym odcinkiem YO! MTV raps. Niedawno usłyszałem fajne zdanie, że „w rapie można się dobrze starzeć lub źle starzeć”. Teraz dzieciaki mają zupełnie inne wzorce niż w momencie, kiedy ja stawiałem w rapie pierwsze kroki, czyli prawie dwadzieścia lat temu. Kiedyś trzeba było być przede wszystkim szczerym, prawdziwym, mieć przekaż. Teraz zaś głównym tematem bywają pieniądze, samochody, psychodeliczne dragi i dziewczyny. Właśnie o tym nawijają niektórzy młodzi i nie przeszkadza im, że nie mają z tym wszystkim praktycznie żadnej styczności, ale to się sprzedaje.

Oprócz rapowania realizujesz również klipy. Z kim pracowałeś do tej pory?

Swój pierwszy klip nakręciłem ponad dziesięć lat temu. W tamtych czasach YouTube nie miał takiego zasięgu, a mój klip trafił do dość szerokiej widowni w całej Polsce i miałem swoje “pięć minut” większej popularności. Sam kawałek nosi tytuł „Psst psst” i jest swoistym oddaniem hołdu graffiti. Po małym sukcesie tego klipu poszedłem za ciosem. W 2008 roku wypuściłem długo grający album pt. “Nie do opanowania” i zacząłem realizować kolejne klipy. W pewnym momencie pojawił się w necie wywiad z Fokusem, w którym mówił bardzo dobre słowa o moich rapsach i pierwszym klipie. Skontaktowaliśmy się i zostałem zaproszony do Katowic, żeby nagrać teledysk do jego kawałka. Kręcenie klipów stało się moją swoistą pasją i cały czas działam w tej materii. Kręciłem teledyski m.in. dla Wasabi, Need More Clouds, Mano, grupy wokalnej MONK, Acoustic Acrobats. Dla chłopaków z krakowskiego Gadabita, którzy są moimi bardzo dobrymi kumplami zrobiłem chyba sześć klipów. Z Indo – wokalistą Gadabita planujemy wspólny projekt. Nie tak dawno nagraliśmy spontanicznie numer u niego w domu – w Studio MójDom (śmiech). Tak właśnie rodzą się nowe projekty – od jednego kawałka z zajawki, który nagle rozrasta się do rozmiaru krążka.

Ja wyglądała Twoja najciekawsza praca przy klipie?

Najciekawiej współpracuje mi się ze wspomnianymi krakowiakami, ponieważ praca na planie z przyjaciółmi, to po prostu dobra zabawa. Przyjemnie wspominam pracę nad teledyskiem dla Acoustic Acrobats, którego wokalistą jest Karol Śmiałek, aktor teatralny. Z takimi ludźmi jak on praca układa się znakomicie. Podczas kręcenia poszczególnych scen nie musiałem go w ogóle kierować, on sam poprzez w większości improwizację zrobił prawie całą robotę. Natomiast podczas realizacji wigilijnego klipu dla MONK miałem też okazję współpracować z Ireneuszem Pastuszakiem, aktorem tarnowskiego teatru. Z nim również rozumieliśmy się na każdej płaszczyźnie. Z aktorami załapałem świetny kontakt, więc chyba sam powinienem zacząć kręcić filmy, na początek krótkometrażowe (śmiech).

Pracujesz obecnie nad realizacją jakiegoś klipu?

Planuję nakręcić kilka klipów do „Kto jest kim 2”, zanim pojawi się cały album. Realizuję w tej chwili nowy teledysk do trzeciej płyty Gadabita. W ubiegłym roku wypuściłem klip do numeru solowego pt. „Gigant” i polecam obejrzeć efekty, ponieważ był to jeden z moich najbardziej czasochłonnych projektów. Chodzi mi ciągle po głowie wypuszczenie kolejnej solowej płytki z materiałów, które leżą i czekają na moim dysku, ale nie wiem czy po prostu nie powrzucać pojedynczych numerów w neta, bo z niektórymi tekstami w rapie jest jak z produktami na sklepowej półce – jeśli zbyt długo leżą, to tracą termin.

W innych gatunkach muzycznych jeśli jakiś artysta wyczerpie swój materiał, to chętnie sięga po cudzy. Zdarza się, że powstają całe płyty z coverami. Wyobrażasz sobie, że ktoś nagrywa „Księgę Tajemniczą. Prolog” na nowo?

Jestem przekonany, że w hip-hopie coś takiego by raczej nie przeszło. Niedawno jednak wyszła płytka pt. „Albo inaczej 2” na której znani polscy muzycy młodego pokolenia coverują rapowe numery. W hiphopowym repertuarze można usłyszeć m.in. Natalię Nykiel, Darię Zawiałow czy Krzysztofa Zalewskiego. Ten projekt jest akurat w porządku, jednak myślę że w hiphopowym światku coverowanie cudzego dorobku nie zostałoby przyjęte z entuzjazmem. Zawsze obowiązywała niepisana zasada, żeby nie kopiować. Ostatnio zauważam, że młodzi producenci, czyli goście od robienia bitów, sięgają czasem po te same melodie czy wzorów bębnów użyte wcześniej lub korzystają z zakupionych paczek producenckich, przez co zdarza się, że bity brzmią prawie identycznie jak w “pierwowzorach”. Najdziwniejsze jest to, że uchodzi im to na sucho. Dawniej za takie działanie doczekaliby się łatki pozera albo kseroboja, a teraz jeśli zrobi się z tego afera, to zaraz rozchodzi się po kościach, czego zupełnie nie rozumiem.

Myślałeś kiedyś o kolaboracji innymi gatunkami muzycznymi?

Jestem otwarty na tego typu rzeczy, przecież nie słucham tylko hip-hopu. Próbowałem kiedyś założyć z kolegami z Krakowa zespół, ale niestety trudno było zapanować nad pięcioma facetami, którzy mieli różne wizje muzyczne i każdy z nich chciał grać swoje. Zagraliśmy wspólnie chyba tylko jeden koncert w krakowskiej Harrisie i publiczność pozytywnie nas przyjęła. Fajnie by było do tego wrócić. W przypadku kolaboracji z kimś z innego gatunku muzycznego musisz odpowiedzieć sobie, jakie są twoje granice obciachu. Ja nie podjąłbym współpracy z jakimś techno producentem czy z kimś związanym z disco polo. Hip-hop fajnie komponuje się z mocnymi gitarowymi brzmieniami. Rage Against the Machine robili świetną muzę od kiedy pamiętam. Dawno temu istniała grupa Body Count z ICE-T, czy jazzowe Jazzmatazz z nieżyjącym już Guru na czele.

Czego poza rapem słuchasz na co dzień?

Jako dziecko przez gust muzyczny mojego taty słuchałem sporo rocka, a najbardziej jarałem się Guns N’Roses. Miałem jakieś trzynaście lat, kiedy mój starszy brat przyniósł do domu kasety z rapem. Właśnie wtedy po raz pierwszy usłyszałem Run DMC i DE LA SOUL. I tak zaczęła się moja przygoda z rapem. Nie ograniczam się do słuchania tylko i wyłącznie hip-hopu. Moim faworytem krążącym wokół rapowego środowiska jest obecnie Anderson Paak – gość, śpiewa, komponuje, rapuje i wymiata na perkusji na własnych koncertach. Lubię słuchać rapcore’owej kapeli Hed PE, która gra naprawdę mocnego rocka, nie wstydzę się sprawdzić co nowego puszcza Justina Timberlake, a na dniach przesłucham nową płytę The Internet. Sprawdzałem też niedawno album „Zanaka” wokalistki Jain, przede wszystkim przez to, że wszystkie jej teledyski są napakowane efekciarskimi pomysłami układającymi się w cudowne obrazki.

Dziękuję Ci za rozmowę i życzę zrealizowania wszystkich projektów, o których wspominałeś.

Również dziękuję i polecam wszystkim sprawdzać, co dzieje się na rodzimej tarnowskiej scenie.

 

Rozmowa odbyła się 26 lipca 2018 roku w kawiarni Hybryda w Tarnowie.

Rozmawiał: Krystian Janik

Wykorzystane fotografie pochodzą z archiwum Kuby „Kity” Kitajewskiego