Dusze dla siebie stworzone na deskach tarnowskiego teatru

„Śluby panieńskie” Aleksandra Fredry w reżyserii Wojciecha Malajkata zainaugurowały XXII Ogólnopolski Festiwal Komedii Talia w Teatrze im. Ludwika Solskiego w Tarnowie. Premiera spektaklu odbyła się 16 września 2018 roku, również w tarnowskim teatrze.

Komedie Aleksandra Fredry mają to do siebie, że pomimo upływu lat i zmieniających się epok literackich, nie dają o sobie zapomnieć. Twórcy teatralni, takoż filmowi, sięgają po nie ochoczo i usiłują przenieść fredrowskie treści do czasów im obecnych. Dlatego w pierwszej kolejności trzeba pochwalić Wojciecha Malajkata, że areną zmagań dwojga płci uczynił kuchnię. Zważywszy, że tekst powstał w epoce romantyzmu, to wybór ów dodał inscenizacji swoistej nastrojowości. Samo pomieszczenie balansowało gdzieś na granicy światów – minionego i współczesnego, aczkolwiek ten drugi przejawiał się tak naprawdę w detalach.

Opowieść o magnetyzmie serc w wykonaniu aktorów tarnowskiego teatru zachwycała uwspółcześnioną w warstwie intonacyjnej fredrowską frazą i ekspresją scenicznych ruchów. Powierzchnia po której poruszali się bohaterowie, pomimo iż z pozoru zamknięta w czterech kuchennych ścianach, rozrastała się w ciągłym biegu i odgłosach zwierząt gospodarczych dobiegających zza okna. Sama akcja w porównaniu do pierwowzoru jest prowadzona w szybkim tempie, niekiedy wręcz metodą teledyskową. Klara (Katarzyna Pośpiech) i Aniela (Ewa Jakubowicz) uczyniły śluby panieńskie, w których przysięgały nienawiść do mężczyzn i nigdy nie wiązać się z nimi węzłem małżeńskim. Zakochany w Klarze Albin (Aleksander Fiałek) podsłuchał słowa tegoż złowieszczego dla rodu męskiego rytuału. Wieść prędko dochodzi do hulaki Gustawa (Filip Kowalczyk), który wtenczas zdaje sobie sprawę, że przecież kocha Anielę i od tejże niewiasty lepszej nie ma na tym świecie. Postanawia uknuć intrygę, aby zdobyć serce dziewczęcia poprzez uświadomienie jej, że ona również go kocha. Wymyśla drugą Anielę – fikcyjną oblubienicę, która rzekomo zdobyła jego serce. Wylewającemu do wiadra łzy nieszczęśliwego zakochania Albinowi radzi, żeby przez jeden dzień pozostał nieczuły wobec swej miłości. Intryga zaczyna zaskakiwać i brawurowo obnażać niewieście widzimisię…

Gra aktorska w „Ślubach panieńskich” wznosi się na wyżyny i ani przez moment nie spada w dół. Przemiana Albina z rozpłakanego i zaszczutego nieczułością Klary starszego pana w milczącego i pewnego siebie mężczyznę jest wręcz kapitalna. A wszystko rozpoczyna się śpiewająco, w konwencji rapowanych numerów Kazika, przyozdobionych dźwiękami ukulele, na którym przygrywa Albin. I choć „Godzien litości, kto pokochał Klarę”, to biedna Klara, kiedy Albin zaczyna milczeć. Bo przecież przebiegły Gustaw znalazł dla niej innego małżonka – swojego starego stryja Radosta, który oczywiście nic o tym nie wie. Jednakże w dążeniu do osiągnięcia celu każda metoda jest właściwa, szczególnie jeśli nagrodą jest miłość.

„Śluby panieńskie” w reżyserii Wojciecha Malajkata to niespełna półtoragodzinna doskonała zabawa fredrowską konwencją w wysmakowanym i przystępnym dla współczesnego widza stylu. To również wysoko postawiona poprzeczka dla konkurentów, których spektakle będą prezentowane w Teatrze im. Ludwika Solskiego do końca września.

Krystian Janik

Wykorzystane fotografie autorstwa Pawła Topolskiego pochodzą z oficjalnej strony internetowej tarnowskiego teatru: http://www.teatr.tarnow.pl/