Do dzika nie podchodź!

Dzika przyroda coraz częściej wkracza do miast. Jeszcze pół biedy, kiedy wkracza w postaci jeża, wiewiórki, ptaków, czy nawet gadów. Kłopoty zaczynają się, gdy na nasze ulice, na nasze osiedla, do naszych ogrodów przybywają więksi przedstawiciele leśnej fauny… Jednym z nich jest właśnie dzik.

Dzik (Sus scrofa) jest zwierzęciem pięknym, okazałym, inteligentnym i, niestety, niebezpiecznym, jeśli nie będziemy umieli zachować się właściwie w jego obecności. Chodzę dużo po lasach, w których występują dziki i wiem jedno – przenigdy nie zaczepiłabym lochy z warchlakami! Choć stworzenia te unikają ludzi i są bardzo ostrożne (w końcu to zwierzyna łowna), samica matka, jak wiele dzikich matek, bez pardonu rozprawi się z tym, kogo będzie choćby podejrzewała o jakieś złe zamiary wobec jej potomstwa.

Ten mieszkaniec leśnych ostępów coraz częściej zagląda do miast, warto więc dowiedzieć się czegoś na jego temat, na wypadek, gdybyśmy któregoś dnia, wychodząc rankiem do pracy, spotkali się z nim oko w oko.

Dziki to niezwykłe zwierzęta. Łączą w sobie wiele skrajności, a w ich przypadku bardzo słuszne okazuje się powiedzenie, że pozory mylą. Na pierwszy rzut oka krępe, niezgrabne, zwaliste, ssaki te są silne, szybkie, odważne, zaradne i dzielnie sobie radzą w warunkach, w jakich niektóre gatunki już dawno by poniosły klęskę. Tak, tak! Wierzcie mi, dzik zasługuje na szacunek i respekt! Zabawne, że zwierzę to jest protoplastą naszych domowych świnek, a badania naukowe wykazują, że właściwie świnia domowa, to… też dzik (pod względem genetycznym), tylko że udomowiony, oswojony i wyprowadzony w tak wiele ras, iż jedynie nieliczne cechy zewnętrzne wskazują na pokrewieństwo między mieszkanką chlewika a dostojnym wędrowcem z lasów. No i nieprzeciętna, jak na zwierzęta, inteligencja! Świnie, a zatem i dziki, ich leśni krewniacy, to jedne z najbardziej inteligentnych zwierząt. Wymieniane są w rankingach zwierzęcej przemyślności i sprytu na czwartym miejscu, po tak powszechnie znanych „mądralach”, jak walenie, szympansy czy duże papugi. Ale dzik ma o wiele więcej okazji, żeby posłużyć się swoją inteligencją, niż jego udomowiona kuzynka. Życie w lesie, zwłaszcza, kiedy jest się potencjalnym trofeum myśliwego, to nie przelewki! Trzeba umieć sobie poradzić, znaleźć schronienie, pokarm, partnera, wychować potomstwo.

Dziki to zwierzęta aktywne głównie po zmierzchu i przed świtem. Wprawdzie wzrok mają słaby, oczy niewielkie, stąd wydawać się nam mogą niezbyt mądre z tymi małymi ciemnymi oczkami, to ich słuch i węch są znakomite. Najdrobniejszy szelest czy też najmniejsza nutka smakowitej woni, zwiastującej jedzenie, nie ujdzie ich uwadze. Zresztą, tu mała dygresja – świnia domowa z powodzeniem wykorzystywana jest przez służby specjalne do wykrywania narkotyków, innej kontrabandy czy nawet materiałów wybuchowych. Że nie wspomnę o słynnych wywąchiwaczkach cennych grzybów, trufli… Nic też dziwnego, że dzik bez trudu, nawet w nocy, znajdzie swój ulubiony pokarm. Jest to w przeważającej części roślinożerca, dlatego też tak nie lubią go rolnicy, chętnie zagląda bowiem na pola uprawne, gdzie jedzenie znajduje się w obfitości i jest łatwo dostępne. Zjada ziemniaki, buraki i inne rośliny okopowe, jest wielkim amatorem kukurydzy. Przy tym dokonuje dogłębnej „orki” swoim charakterystycznym ryjem, który w gwarze myśliwskiej nosi nazwę gwizd. Wieczorami z lasów wychodzą na pola silne, szybkie i wygłodniałe stada „pługów”, pokrytych ciemną i gęstą szczeciną, pozostawiając po sobie zbuchtowane, zryte powierzchnie. Ciekawy jest jednak i mało znany pewien fakt. Otóż, kiedy na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych obwołano dzika wrogiem rolnika i zlikwidowano w wielu regionach większą część jego populacji, kilka lat później nadeszła ogromna plaga gryzoni, powodując kryzys w rolnictwie. Okazało się, że… owe gryzonie, niszczące uprawy, stanowią wcale niemałą część diety dzika. Wybicie dzików, ich naturalnych wrogów, spowodowało nadmierne rozmnożenie się gryzoni, wyżerających uprawy. I tak wracamy do zagadnienia dziczej diety. Oprócz pokarmu roślinnego, dziki zjadają też wzmiankowane gryzonie, bezkręgowce, znajdowane podczas buchtowania w glebie, larwy owadów, mięczaki, a nawet padlinę, stając się tym samym częścią „służb sanitarnych” lasu. Widać stąd, że dziki mają na sumieniu nie tylko „nieczyste sprawki”, ale mogą zdziałać też wiele dobrego. Poza tym, buchtując i ryjąc, spulchniają leśną glebę, napowietrzają ją oraz mieszają warstwy, dostarczając w głębsze partie żyznej ściółki z powierzchni. Że już nie wspomnę o naturalnym nawozie… Co do tego nawozu, dziki przyczyniają się też do rozsiewania lasu. Zjadają duże ilości żołędzi, bukowych orzeszków i innych nasion. Część z nich, niestrawiona, trafia z powrotem na ziemię, od razu z porcją „obornika”…

Dzik jest zwierzęciem stadnym. Grupę dzików tworzą lochy z małymi, młode samce i samice (tzw. przelatki). Odyńce są z reguły samotnikami. Dzicze dzieci to warchlaki, a te najmłodsze, pokryte charakterystycznym pasiastym futerkiem, to pasiaki. Wędrując, żerując, odpoczywając, dziki wydają wiele dźwięków: chrząkają, fuczą, parskają, rechtają i charkotają, aby wyrazić swoje emocje i porozumieć się między sobą. Łatwo usłyszeć w lesie o świcie, bądź o zmierzchu, takie żerujące stado i wycofać się, żeby nie wchodzić w drogę, zwłaszcza mamom z młodymi. A w dziczym stadzie w obronie młodych staje nie tylko ich matka, ale i „ciotki”. A broniąca swoich warchlaków samica, choć sporo mniejsza od samca, już chociażby z racji budowy (mocny, rozbudowany przód ciała), ale i szybkości oraz determinacji to istny szarżujący pojazd opancerzony. Poza tym ma do dyspozycji ostre kły (haki), które, służąc na co dzień do zdobywania pokarmu, stają się w starciu niebezpieczną bronią. Spotkanie lochy z warchlakami to ostatnia rzecz, o jakiej marzą grzybiarze czy leśni wędrowcy. Także konfrontacja z samcem, odyńcem, to wątpliwa przyjemność. Odyniec może osiągać wagę 350 kg, długość nawet do 2 m i wysokość ponad metr. W połączeniu z potężnymi, wygiętymi kłami dolnymi (szablami) i górnymi (fajkami) daje mu to zdecydowaną przewagę nad człowiekiem, a nawet wilczym stadem lub rysiem czy niedźwiedziem (jego naturalnymi wrogami). Myśliwi wiedzą dobrze, że ranny dzik bynajmniej nie ucieka na oślep, wykrwawiając się po kilkuset metrach. Nie! On udaje tylko ucieczkę, a w istocie zatacza łuk i atakuje od tyłu swojego prześladowcę lub zaczaja się na niego w najmniej spodziewanym miejscu… Nadal marzycie o spotkaniu z dzikiem?

Późną jesienią, od listopada do stycznia lub nawet lutego, odbywają się gody dzików, czyli huczka. Wtedy odyńce walczą ze sobą o samice. Nierzadko raniąc się śmiertelnie. Od marca do maja przychodzą na świat małe dziki, od jednego do nawet ośmiu w miocie. Matka karmi je mlekiem cztery miesiące, a potem, pod jej kierunkiem, uczą się zdobywać stały pokarm. Co ciekawe, jeśli zdarzy się nieszczęście i warchlaczki stracą matkę, często są przygarniane i wychowywane przez inną samicę. O tym, że nie tylko matka, ale i pozostałe lochy bronią młodych, już wspominałam.

Dzik jest zwierzęciem towarzyskim i większość rzeczy robi wspólnie z pobratymcami: żeruje, odpoczywa, dba o higienę. Wataha dzików składa się z osobników spokrewnionych ze sobą, czyli właściwie jest to rodzina. Przewodzi jej najstarsza, najbardziej doświadczona locha, która zna najlepsze miejsca żerowania, odpoczynku i błotnych kąpieli. Poszczególne watahy – grupy rodzinne, potrafią się ze sobą porozumiewać, a także łączyć na wspólnych żerowiskach w większe stada, mogące liczyć nawet 100 osobników.

Jak już wspomniałam, dziki, ostrożne z natury, pożywiają się pod osłoną ciemności. W dzień wypoczywają, czasem po kilka osobników, w miejscach zwanych barłogami. W zimie miejsca te wyściełane są suchą trawą, liśćmi, gałązkami, żeby odizolować ciało zwierzęcia od zimnego podłoża. W takim barłogu locha rodzi też swoje młode, tam przebywają przez pierwsze dni, zanim nie nabiorą na tyle sił, by towarzyszyć matce. W czasie upałów dziki odpoczywają na gołej ziemi, która zapewnia im ochłodę. Taką ochłodę, a także ochronę przed insektami dają też dzikom tak zwane babrzyska (zwane także tarzawiskami lub brochowiskami). Są to płytkie błotne sadzawki, bajorka, w których dziki zażywają kąpieli, ochładzając się, pozbywając pasożytów zewnętrznych, a zasychające błoto tworzy na ich ciałach, pozbawionych gruczołów potowych, ochronną warstwę – taki dziczy krem z filtrem UV, dający też ochronę przed dotkliwie kąsającymi latem owadami. Dziki chętnie też czochrają się o pnie drzew, drapiąc swędzące miejsca i usuwając pasożyty.

Fot. Babrzysko dzików w Parku Krajobrazowym Lasy Janowskie

W ekosystemie leśnym dzik ma swoją ważną rolę, w której jest niezastąpiony. Pielęgnuje leśną glebę poprzez buchtowanie, ogranicza ilość gryzoni oraz larw szkodników, usuwa padlinę, eliminuje słabe, chore zwierzęta, przyczyniając się tym samym do ograniczenia rozprzestrzeniania chorób. Ale, jak już wiemy, to inteligentne, zaradne i bystre stworzenie. A co za tym idzie, lubi sobie ułatwiać życie… A właściwie korzystać z ułatwień, które zapewnia mu człowiek… Dlatego też dziki wychodzą na pola uprawne. Po co wędrować kilometrami, tracić czas i energię, kiedy tuż pod lasem, w zasięgu ryjka, ma się bogato zastawiony stół? Głupi by nie skorzystał! A dziki głupie nie są! I tak doszliśmy do tego, skąd biorą się dziki w mieście. Ano, sami je zapraszamy! Wyrzucając mnóstwo żywności, produkujemy ogromne ilości jadalnych odpadków, potencjalnych dziczych przysmaków. To one ściągają do miast, na nasze śmietniki, place, plaże, trawniki, skwery, do naszych parków dzicze watahy. A jak dziki już tu są, to czemu miałyby nie pobuchtować w grządkach, rabatkach? Tak każe instynkt! A nuż coś smacznego się wygrzebie? Poza tym te inteligentne zwierzęta zorientowały się błyskawicznie, że w miastach… nie ma myśliwych! Czyż więc ludzkie osiedla nie są wymarzonym miejscem na wychowanie potomstwa?! Są! Czemużby więc nie założyć barłogu pod czyimś balkonem? A jeszcze ci litościwi, dobrzy ludzie, zachwyceni maluszkami w pasiastych ubrankach, coś zawsze smacznego rzucą… A potem… mają, co chcieli. Dziczą watahę przed drzwiami. I tak dochodzi do tragedii – zwierzęcej i ludzkiej. Zwierzęcej, bo dokarmiane przez ludzi dziki oduczają się zdobywać pokarm w naturze, uczą za to „pójścia na łatwiznę”, czyli buszowania w śmietnikach. Przyzwyczajone do widoku ludzi, przestają się ich bać, ale nie zatracają naturalnego instynktu obrony młodych czy terytorium, a w przypadku odyńców, samic. A stąd już tylko krok do tragicznego wypadku, w którym przez własną niefrasobliwość i głupotę ucierpi człowiek, ale karę, często karę śmierci, poniesie niewinne zwierzę.

Jeśli zobaczysz dzika w bliskości miejskich osiedli, nie podchodź! Nie karm! Nie pstrykaj zdjęć, żądny sensacji! Zawiadom służby miejskie, aby mogły wypłoszyć dzikie zwierzę tam, gdzie jego miejsce, do lasu. I to jak najszybciej – zanim dojdzie do ludzkiej lub zwierzęcej tragedii!

Maria Polaczek