Buczyna

Czy zastanawialiście się kiedyś, ile mogłyby opowiedzieć drzewa, gdyby potrafiły mówić? A w szeleście liści można było usłyszeć ludzką mowę? Lecz czym jest tak naprawdę ludzka mowa? Czy kończy się na słowach? Czyż nie jest tak, że znacznie mocniej przemawiają czyny? A jakie poczynania i gesty ludzi widziały drzewa z podtarnowskiej Buczyny?

Nie ma drugiego takiego miejsca. Tak wielu… razem. I znów w Tarnowie wcześniej, niż gdzie indziej. Był 1942 rok. Od 11 – 17 czerwca, a więc w ciągu jednego tygodnia ze zgromadzonych w Tarnowie blisko czterech tysięcy Żydów została zamordowana prawie połowa – w różny sposób. Najwięcej wywieziono do Bełżca. Do Buczyny trafiali najsłabsi – kobiety, starcy, dzieci. W monografii Żydów tarnowskich podana jest liczba 6000. Na pomniku znajdującym się na terenie buczyńskiej nekropolii można przeczytać o liczbie dziesięciu tysięcy. Tak naprawdę trudno dociec ilu naprawdę. Liczby zwykle się zaokrągla. Jeszcze trudniej ustalić, jak wielu zamordowano tam Chrześcijan. Tragedia w Buczynie splotła bowiem losy dzieci Starego i Nowego Testamentu. A skoro już mowa o dzieciach… W podtarnowskim lesie znajduje się największa zbiorowa mogiła dziecięca. Dzieci, które tam zamordowano zwieziono głównie z sierocińców. Już po wojnie zaczęto się mocniej interesować całą sprawą. Buczynę odwiedzili żydowscy dziennikarze. Krótko po tym, gdy sprawa została mocniej nagłośniona, na miejsce tragedii zaczęły napływać przesyłane z daleka zabawki, a także listy – do dzieci, które zasnęły tam, wśród drzew, snem, z którego żaden człowiek nie będzie w stanie ich obudzić…

Jak to się odbyło? I co się naprawdę wydarzyło w cieniu drzew, w czerwcowe dni? Las nie jest w stanie opowiedzieć tej historii. Relacje ludzi w większości są mało wiarygodne. Brzmią raczej, jak powtarzanie swego rodzaju motywu wędrownego, gdyż podobne historie można było słyszeć z różnych miejsc, w których dokonano tego rodzaju zbrodni. Wszakże istnieje jedna relacja, która wydaje się być szczególnie wiarygodna, choć jednocześnie mało szczegółowa. Jest to zeznanie niemieckiego oficera – Josefa Mullera. Towarzyszył on swemu zwierzchnikowi, który przeprowadzał całą „akcję”. Jako kierowca, czy też adiutant nie będąc bezpośrednio zaangażowanym w cały proces nie miał nic specjalnego do roboty. W związku z tym spacerował i wszystkiemu się przyglądał. Wreszcie siedząc w tzw. Domu Niemieckim (znajdującym się mniej więcej tam, gdzie dziś Hotel Bristol), być może paląc papierosa lub pijąc piwo patrzył na to, co działo się na ulicy. Zwrócił uwagę na ciężarówki jadące jedna za drugą w stronę Krakowa. Musiało być ich naprawdę dużo, skoro tak go to zaintrygowało. Zastanawiający był również fakt, że ciężarówki jechały załadowane ludźmi – a wracały puste. Wyszedł więc na zewnątrz, zatrzymał jedną z nich i zapytał, czy może się dosiąść. Wspominał potem w swoim zeznaniu drogę, most na Białej, zakręt oraz las, w którym ujrzał egzekucję (nie wiadomo, co dokładnie zobaczył). Uciekł stamtąd pierwszą wracającą ciężarówką.

Las w Buczynie to największa zbiorowa mogiła żydowska na terenie Polski. Niemieccy okupanci wywozili i mordowali tam ludzi nie tylko w dniach 11-17 czerwca, ale ten tydzień był zdecydowanie najbardziej krwawy.

Być może niektórzy zastanawiają się, jak wyglądałby dziś Tarnów, gdyby nie wojna, holokaust. Można tylko próbować sobie wyobrazić funkcjonowanie w mieście, w którym równie często słychać język polski, jak i jidysz. Jedno jest pewne. Choć nie było trzęsienia ziemi, zarazy, powodzi to jednak dla wielu wojna i związane z nią wydarzenia oznaczały koniec świata – trzeba, aby dzisiejszy świat o tym pamiętał.

Autor: Katarzyna Rola