Awans Janusza Kołodzieja do Grand Prix 2019!!!
– Marzenia się spełniają – powiedział Janusz Kołodziej tym jak po ośmiu latach przerwy powrócił do cyklu Grand Prix. Najbardziej utytułowany wychowanek Unii Tarnów wyważył bramy raju w sobotni wieczór na torze w niemieckim Landshut gdzie wygrał turniej Grand Prix Challenge.
Same zawody nie były jakimś wielkim widowiskiem. Tego jednak można było się spodziewać. W poprzednich latach w tej bawarskiej miejscowości oddalonej od Tarnowa o ok. 1000 km rozgrywane były już wszelakiej maści turnieje, ale o wszystkim decydował moment startowy. To nie zwiastowało Kołodziejowi niczego pozytywnego. On sam zdawał sobie sprawę, że akurat w tym turnieju będzie musiał się skupić w głównej mierze na dobrym wyjściu spod taśmy, czego w ostatnich tygodniach mu brakowało, a nad czym usilnie pracował na treningach w Lesznie. – Mam jakieś problemy ze sprzęgłami – mówił tydzień wcześniej podczas memoriału E. Nazimka w Rzeszowie. Na szczęście usterkę udało się zdiagnozować, bo przewidywania, co do walki, a właściwie jej braku potwierdziły się w stu procentach. Mimo zmiany przygotowania nawierzchni z twardej na przyczepną choćby Janusz bardzo się starał i próbował swojego znaku firmowego, czyli katorżniczej pracy na dystansie, nie zdziałałby kompletnie nic.
Co ciekawe, po treningu, który był rozgrywany kilka godzin przed zawodami Janusz nie był optymistą. W jego odczuciu motocykle nie pracowały odpowiednio. Do zadowolenia brakowało sporo. Widać to było po całym teamie Janusza, który miał zafrasowane miny. – Krzysiek Cegielski, mój menedżer powiedział mi tylko. Nie napalaj się na nic. Skoro już tu jesteśmy po prostu baw się jazdą – komunikował. Pierwsze trzy serie to była faktycznie zabawa z rywalami. Piorunujące starty, a potem trzymanie krawężnika, czyli optymalnej linii, która była receptą na sukces. Właściwie już przed czwartym rozdaniem Kołodziej był jedną nogą w niebie. Tylko on i Niels Kristian Iversen ustrzegali się wpadek. Reszta straszliwie gubiła punkty. Czwarta seria jawiła się jako najważniejsza i w niej można było załatwić sprawę. Robotę utrudniał fakt, że Kołodziej miał trzecie pole, które w sobotę było najmniej korzystne. Wystarczy napisać, że do trzynastej odsłony, w której jechał wychowanek Jaskółek, żaden z zawodników nie przywiózł do mety więcej niż jednego punktu. Kołodziej również nie odczarował tej „bramki”. Co więcej, totalnie zaspał moment puszczenia taśmy przez panią sędzinę Christine Turbull. Mimo to dołożył niezwykle cenne oczko, które przejął po wyprzedzeniu na drugim łuku Vaclava Milika. Czechowi brakowało zdobyczy, by marzyć jeszcze o przyszłorocznej jeździe w IMŚ więc skusił się na desperacki atak drugiej pozycji. „Vaszek” popełnił błąd. Wysunął się za daleko pod bandę na czym wchodząc w krawężnik skwapliwie skorzystał Kołodziej. Przed ostatnim wyścigiem było jasne, że by awansować wystarczy osiągnąć punkt. Janusz nigdy nie był minimalistą. Dowiózł dwa punkty, a w sumie dwanaście wystarczyło do wygrania najciekawszych i najbardziej frapujących obok samego GP zawodów w żużlowym kalendarzu. Zwycięstwo z takim dorobkiem jest rzadkim widokiem, ale to tylko pokazuje z jak wyrównaną stawką mieliśmy do czynienia z Landshut. Sam Janusz do samego końca nie zdawał sobie sprawy jak wielkiej rzeczy dokonał. Po zakończeniu swojej gonitwy jak gdyby nigdy nic zjechał do parku maszyn, a w bramie jak to zazwyczaj bywa nie czekali na niego mechanicy z szampanem, gotowi do podrzutów i radości ze swoim bohaterem. Dla obserwatorów zdarzenie dziwne, bo każdy kto prowadził program wiedział, że nic już Kołodziejowi nie zabierze promocji do Grand Prix 2019. – Szczerze mówiąc nie liczyłem punktów. Wiedziałem, że po trzech seriach nieźle idzie i szanse są spore, ale nie zdawałem sobie z tego sprawy. Podjechałem do boksu, zapytałem „Cegły” i jak jest? Krzysiek z uśmiechem tylko stwierdził, że wygrałeś. Byłem w szoku – tłumaczył uśmiechnięty od ucha do ucha. Oprócz naszego krajana z przepustek do cyklu GP mogli cieszyć się jeszcze Iversen i Antonio Lindbaeck, który dopiero w biegu dodatkowym wyszarpał sobie stałe uczestnictwo pokonując Craiga Cooka.
Na koniec duża bura dla pani arbiter. Dopuściła do wielu lotnych startów oraz pozwalała na czołganie się żużlowców pod taśmą. Jeśli nie umknęło to uwadze i wzrokowi fanom na trybunach to tym bardziej nie powinno Christinie Turnbull. A takich incydentów było przynajmniej trzy-cztery. Sędzia z Wielkiej Brytanii zdecydowała się przerwać wyścig tylko raz. Pech chciał, że trafiło na Kołodzieja. Zawodnik idealnie wstrzelił się w moment zwolnienia taśmy startowej i przez moment wszyscy zadrżeli czy przypadkiem nie dotknął taśmy. Na szczęście zakończyło się na ostrzeżeniu, które później nie miało dalszych konsekwencji.
Rozczarował Krzysztof Kasprzak, który totalnie nie poradził sobie z warunkami torowymi. Raz przyjechał daleko z tyłu stawki, a później też defektował na zdecydowanych ostatnich miejscach, zjeżdżając poza obręb rywalizacji już po jednym okrążeniu. Inny nasz reprezentant Piotr Pawlicki spisał się o niebo lepiej, ale też nie udało mu się powrócić do cyklu. Jedyny przedstawiciel Grupy Azoty Unii Tarnów w stawce – Kenneth Bjerre uplasował się dziesiątej pozycji.
- Janusz Kołodziej (Polska) – 12 (3,3,3,1,2)
- Niels Kristian Iversen (Dania) – 11 (3,2,3,3,0)
- Antonio Lindbaeck (Szwecja) – 10+3 (2,d,2,3,3)
———————–
- Craig Cook (Wielka Brytania) – 10+2 (0,3,2,2,3)
- Robert Lambert (Wielka Brytania) – 9 (0,2,1,3,3)
- Piotr Pawlicki (Polska) – 9 (2,3,2,1,1)
- Max Fricke (Australia) – 8 (3,0,3,2,d)
- Martin Smolinski (Niemcy) – 8 (3,1,1,0,3)
- Jack Holder (Australia) – 8 (1,1,3,1,2)
- Kenneth Bjerre (Dania) – 7 (2,1,0,3,1)
- Vaclav Milik (Czechy) – 7 (1,3,1,0,2)
- David Bellego (Francja) – 7 (1,2,0,2,2)
- Hans Andersen (Dania) – 6 (1,1,1,2,1)
- Kevin Woelbert (Niemcy) – 5 (0,2,2,0,1)
- Matej Zagar (Słowenia) – 2 (2,w,-,-,-)
- Max Dilger (Niemcy) – 1 (1,0)
- Krzysztof Kasprzak (Polska) – 0 (0,d,d,-,-)
- Valentin Grobauer (Niemcy) – 0 (0,0,0)
Bieg po biegu:
- Iversen, Lindbaeck, Milik, Lambert
- Smolinski, Bjerre, Bellego, Cook
- Fricke, Pawlicki, Andersen, Kasprzak
- Kołodziej, Zagar, Holder, Woelbert
- Milik, Woelbert, Smolinski, Kasprzak (d/4)
- Kołodziej, Bellego, Andersen, Lindbaeck (d/4)
- Pawlicki, Lambert, Bjerre, Zagar (w/su)
- Cook, Iversen, Holder, Fricke
- Holder, Pawlicki, Milik, Bellego
- Fricke, Lindbaeck, Smolinski, Grobauer
- Kołodziej, Cook, Lambert, Kasprzak (d/4)
- Iversen, Woelbert, Andersen, Bjerre
- Bjerre, Fricke, Kołodziej, Milik
- Lindbaeck, Cook, Pawlicki, Woelbert
- Lambert, Andersen, Holder, Smolinski
- Iversen, Bellego, Dilger, Grobauer
- Cook, Milik, Andersen, Dilger
- Lindbaeck, Holder, Bjerre, Grobauer
- Lambert, Bellego, Woelbert, Fricke (d/4)
- Smolinski, Kołodziej, Pawlicki, Iversen
Bieg dodatkowy o 3. miejsce:
Lindbaeck, Cook
Sędzia: Christina Turnbull (Wielka Brytania)



