Odmienne stany metalu. Rozmowa z Psycho Visions
O zagranicznych recenzjach, połączeniu metalu z orkiestrą symfoniczną, operze rockowej i inspirujących życiorysach muzyków – rozmawiamy z rzeszowskim zespołem Psycho Visions.

Pojawia się coraz więcej recenzji Waszego krążka „Inflect”, również w serwisach zagranicznych, i w każdej padają pochlebne słowa. A jak Wy z perspektywy czasu oceniacie swoją debiutancką płytę?
Recenzje cieszą, każda, niezależnie od treści, bo każda to dowód na to, że muzyka dociera coraz dalej. Zagraniczne recenzje pojawiają się, to prawda, przybywa ich, co cieszy podwójnie. Zwłaszcza, że ludzie dostrzegają nasze granie, słyszą w nim coś innego i ciekawego. Jak my oceniamy „Inflect”, która na dobrą sprawę nie jest naszą pierwsza płytą (mamy też na koncie EP z 2015 roku)? Nadal wszyscy lubimy ten album i wciąż jesteśmy z niego zadowoleni. Ciągle wiemy, że to dobry materiał do prezentowania się ludziom, i że każdy znajdzie coś dla siebie, mimo tego, że często będą to różne rzeczy. Co dla nas ważne, ten materiał nie zestarzał się w naszych głowach, dalej bawi tak samo. Całość była tworzona pod kątem różnorodności, i na płycie i na scenie, a to element, który się nie starzeje. O ile ktoś idzie drogą grania jak najszybciej, albo stawia na jedno konkretne brzmienie, to te elementy się dewaluują – po jakimś czasie, ćwiczeniu i tak zagrasz szybciej, albo ulepszysz brzmienie nowym sprzętem. A kompozycja się nie starzeje, jest ponadczasowa. Pewnie dlatego ciągle nas bawi i jesteśmy z niej zadowoleni.
Trafiliście do Midlands Metalheads Radio. Jak to wpłynęło na grono Waszych odbiorców?
Szczerze mówiąc, ciężko powiedzieć, ale chyba pozytywnie. Ciągle pojawiają się nowi ludzie na naszych kanałach social media, dostajemy e-maile od różnych osób związanych ze sceną, więc odzew jest. Cieszy nas bardzo, że udało się pojawić w Midlands Metalheads Radio, i świetnie było móc usłyszeć się w takiej audycji. Dzięki wielkie dla Lindy z She Wolf Unsigned, która wybrała nas do otwarcia swojej audycji. Istotne jest to, żeby docierać do ludzi, a takie audycje to umożliwiają i powodują, że ktoś o nas usłyszy. O ile znaczenie wszystkich portali społecznościowych jest dzisiaj wielkie, i nie można go nie doceniać,nie jesteśmy ich ślepymi wyznawcami. Każda obecność radiowa, w magazynie, serwisie internetowym przekłada się na ludzi, którzy będą znali naszą nazwę, skojarzą ją, kiedy pojawi się na plakacie koncertowym w ich okolicy. I to jest najistotniejsze. Dlatego też nie wartościujemy bardziej lub mniej konkretnych wydarzeń, bo każde daje satysfakcję i pozwala się rozwijać.
Na Waszym oficjalnym Facebooku pojawiło się zdjęcie na którym widnieją gitary akustyczne i wiolonczela. Czy jest to zapowiedź nowego projektu?
Zależy co rozumiesz przez nowy projekt. Jeżeli całkiem nowy i odrębny, to nie. Jeżeli dalszy rozwój i nowe elementy w Psycho Visions – jak najbardziej tak. Mamy stworzoną część materiału na kolejne wydawnictwo. Planów wydawniczych (takich jak data, liczba utworów) nie mamy sprecyzowanych, ale jednocześnie prowadzimy parę rozmów w tej kwestii. Więcej teraz powiedzieć nie mogę. Gitary akustyczne i wiolonczela to kolejne elementy, których używamy do rozwoju zespołu – w jakiej formie się pojawią, i jakie jeszcze (bo to nie jedyne instrumenty), nie chcemy teraz zdradzać i psuć niespodzianki. Pomimo rdzennie rockowo/metalowej podstawy, czyli gitar elektrycznych, basu i perkusji, mamy w głowach bardzo dużo elementów, które to doskonale uzupełnią.

Czy utwory akustyczne będą wykonywane growlem?
Nowy materiał to też nowe formy ekspresji głosem. Z pewnością growl nie będzie jedynym brzmieniem nowych utworów. Teraz zbyt wcześnie, by wyrokować, czy pojawią się utwory w pełni akustyczne. Jednakże nie należy spodziewać się radykalnych zmian w postaci płyty w całości akustycznej. Rozwijamy swoje brzmienie, swoją drogę, dodajemy do niej nowe elementy. To kierunek, który nas interesuje. A umiejętność budowania różnorodności przy wykorzystaniu podstawowego metalowego instrumentarium to dla nas szalenie istotna rzecz. Pisanie różnorodnych utworów, z których każdy jest oparty na różnych środkach wyrazu i instrumentach to mniejsze wyzwanie, niż pisanie różnorodnych utworów przy użyciu tych samych, albo podobnych narzędzi.
Co sądzicie o operach rockowych?
To jedna z rzeczy, które chodzą nam po głowie już od długiego czasu. Absolutnie nie wykluczamy takiej formy, zależy czy poczujemy taką potrzebę. W naszym wykonaniu nie byłaby to „klasyczna” rock opera, tylko jakaś forma pochodna, dopasowana do nas. Opera to wielka forma, duże wyzwanie, ale jednocześnie wielka satysfakcja z realizacji. Jeśli zapytałbyś „to dlaczego nie zrealizowaliście pomysłu do tej pory”, odpowiemy, że to po prostu gdzieś dojrzewa, czeka na swój czas, na skonkretyzowanie formy i pewnie w przyszłości doczeka się realizacji.
Jesteście zespołem, który nie boi się miksowania szeroko pojętej muzyki metalowej z innymi gatunkami. Ja widziałbym Was w otoczeniu orkiestry symfonicznej. A Wy?
Kolejne wyznanie: mamy już doświadczenie z orkiestrą w tym konkretnym składzie.Wykonywaliśmy inny repertuar, aczkolwiek sam model takiej pracy nie jest nam zupełnie obcy. Myślimy o tym, nawet dyskutowaliśmy o aranżach do niektórych utworów z „Inflect”. To arcyciekawa kwestia, ale też kolejne, obok opery, wyzwanie. Jako rozwijający się zespół mamy niejednokrotnie ograniczone możliwości, więc zaangażowanie całej orkiestry, napisanie aranżacji, później logistyka, transporty, dostateczne nagłośnienie, to bardzo skomplikowane kwestie. Koncert z orkiestrą, dodatkowym instrumentarium, czy chórem jest w planach. Gdy będziemy to realizować, chcemy mieć pewność, że nie będzie nas ograniczało wiele kwestii, które dzisiaj są codziennością. To musi być spektakularne wydarzenie i takim je przygotujemy. Stawianie sobie takich celów jest świetne, bo pozwala inaczej patrzeć na rozwój zespołu. Czym innym jest chęć nagrania kolejnych kilku utworów, a czym innym chęć nagrania kilku utworów z orkiestrą. Większe wyzwanie, większa frajda z realizacji.

Czy metal mógłby funkcjonować w Polsce jako muzyka popularna?
Chyba jednak nie. Nie w znaczeniu popularna, które dzisiaj jest najszersze. Zakładając, że muzyka popularna często służy tylko rozrywce, ma być lekka i przystępna, metal nie spełnia tych kryteriów. Bynajmniej nie atakuję w tym momencie takowej muzyki, to dla mnie bardziej jak stwierdzenie faktów – po prostu takie są jej cechy. Z kolei metal po odarciu z niektórych obecnych elementów pewnie przestałby być „metalem”, więc zdaje mi się, że popularny nigdy nie będzie. Jednakże z czasem pewnie zdobędzie większe rzesze zwolenników, a coraz więcej osób dostrzeże w nim więcej niż tylko hałas. Spora grupa ludzi szuka czegoś ciekawego, zwraca uwagę na teksty (a te w metalu zawsze były ważne). Jednak metal osiągnie zupełnie inną popularność, która będzie dotyczyć świadomego słuchacza, a nie kogoś, kto włączy przypadkowe radio i usłyszy w nim coś mocno metalowego. Tak popularny metal nigdy nie będzie, i chwała mu za to.
Recenzując „Inflect” dostrzegłem w Waszej muzyce motywy filmowe. A co z inspiracjami literackimi, są obecne w tekstach Psycho Visions?
Literatura to jedna z inspiracji do tworzenia ogólnie, nie inaczej jest w naszym przypadku. Motywy literackie znajdują odbicie w tym, co robimy. Człowiek na kształt manekina z „Traktatu o manekinach” Schulza cały czas jest z nami na scenie podczas koncertów. To była jedna z inspiracji do naszego utworu, przetworzona przez otaczającą codzienność. Na „Inflect” nie odwołujemy się bezpośrednio do konkretnych twórców i tekstów. Inspiracje literackie to nie tylko beletrystyka, ale też w dużej mierze literatura biograficzna i autobiograficzna, poznawanie historii muzyków i zespołów. To wszystko wzbogaca postrzeganie, pokazuje odmienne punkty widzenia, podejście do wielu kwestii i sytuacji, w których nam nigdy nie będzie dane się znaleźć, chociażby przez to, że minęło kilka dekad. Sztuka synkretyczna to najciekawsza forma tworzenia, bo nie ogranicza środków wyrazu. W przypadku zespołu to muzyka, słowa, obrazy na płytach, obrazy w ruchu w teledyskach, ubiór, reżyseria całości – dlatego jest to tak interesujące, gdyż nie ma właściwie żadnej bariery poza wyobraźnią.
Biografia, którego muzyka jest dla Was najbardziej inspirująca?
Trafiłeś w kategorię najtrudniejszych pytań. Zawsze mamy problem z wyborem tego typu, bo jest tak dużo pozycji do wyboru, że ciężko wskazać na coś konkretnego. Podobnie jest tu – biografie muzyków to taki gabinet osobliwości, że aż szkoda stawiać jedne ponad drugimi. Świetną pozycją jest książka Rexa Browna dotycząca Pantery (Maciek Pelc, gitarzysta). Pantera to ogólnie wielki fenomen, to oczywiste, i dowód na to, że czasem wielka zmiana stylu tworzy zespół na nowo. Źródłem inspiracji są również autobiografie: „Białą gorączkę” Iana Fraisera „Lemmy’ego” Kilmistera i „Ja, Ozzy” Ozzy’ego Osbourne’a (Łukasz Exhumenicon Wolak, wokalista, gitarzysta). To dwie wielkie ikony, legendy. Obie książki to autobiografie, więc świat widziany oczami autorów jest o wiele ciekawszy. Jedna i druga opisuje czasy i sytuacje, których nie da się powtórzyć, w których zupełnie normalne było spotykanie w drodze Lennona, Page’a, Jaggera i innych wielkich muzyków. Te książki są całkowicie szczere, autentyczne i bezpośrednie. Nie ma tu wielkich teorii, ideologii. To dwóch rock’n’rollowych gości, którzy chcieli grać i to robili. I między innymi dzięki nim, w dużej mierze, my dzisiaj rozmawiamy o muzyce. Oczywiście jest mnóstwo genialnych książek opisujących historie wielkich zespołów i muzyków, wszystkie są warte zapoznania, ale te dwie są chyba dla mnie „podstawą” rocka.
Ps. Bartek Pelc, perkusista, i Andrzej Wiktor Jurek, odpowiedzialny za bas, wstrzymali się od głosu, gdyż wybór jest zbyt duży.
Dziękuję Wam za rozmowę.
Również dziękujemy.
Rozmawiał Krystian Janik