Święto Tarnowskiej Starówki już za nami

Mury. Na ogół kojarzą się mało sympatycznie. Z niewolą, kajdanami, z podziałami. Zwykle trzeba im „wyrywać zęby krat” i powszechnie wiadomo, że głową się ich nie przebije. Są jednak takie mury, które zamiast dzielić – łączą. W ostatnich dniach taką moc miały mury tarnowskiej Starówki. Od siódmego do dziewiątego września na Tarnowskim Rynku trwało wielkie świętowanie.

Tuż pod Ratuszem, niczym przysłowiowe grzyby po deszczu, wyrosły tzw. food tracki, a wraz z nimi rewia smaków i zapachów. Zapiekanki, egzotyczne pierożki, belgijskie frytki i inne rozkosze dla podniebienia. Zaś kawoholicy mogli raczyć się ulubionym napojem w wielu wariantach – od espresso po mleczno–smakowe wariacje. Dodatkowo przygotowano propozycje zajęć dla dzieci (choć udział w tych zajęciach mogli oczywiście brać wszyscy chętni) – 7 września były to warsztaty tworzenia girland. Wykonane tego dnia sznury kolorowych chorągiewek zawisły później nad płytą Rynku dodając swoistego kolorytu całej imprezie. W piątek wydawało się, że przedsięwzięcie, jakim jest Święto Tarnowskiej Starówki nie będzie cieszyło się zbyt dużym zainteresowaniem. Dwa kolejne dni pokazały jednak, że weekend dużo bardziej sprzyja wyjściu z domu i porzuceniu postawy kraba pustelnika.

W piątek o 18.00 rozpoczął się także konkurs „Starówka 24 h”. Uczestnicy otrzymali zadanie wykonania 10 fotografii, przy czym każdej na inny, z góry określony temat. Dodatkowo koniecznie trzeba było ograniczyć się do zdjęć wykonanych między godziną 18.00 w piątek, a 18.00 w sobotę. Czyli dokładnie w ciągu doby. W sobotę, prócz „restauracji” na kołkach na tarnowian czekały też takie atrakcje jak pouczający spacer po Tarnowie. Wyśmienita okazja, by prócz smakołyków i kawy łyknąć też nieco wiedzy na temat miasta. Ciekawą propozycją była również miejska gra terenowa przygotowana przez harcerzy. Sympatyczni młodzi ludzie w szarych mundurkach sprawnie wyjaśnili zasady gry. Każdy z uczestników otrzymał specjalną kartę z zadaniami i już po chwili, zdumieni przechodnie mogli natknąć się na ulicach miasta na zdyszanych, gadających pozornie bez ładu i składu amatorów tego rodzaju wyzwań. Trzeba było wykazać się biegłością w rachunkach, spostrzegawczością, a także talentem to rozbijania szyfrów. A podczas gry spotkać można było tak znamienite osobistości jak Tadeusz Tertil, Józef Bem czy Roman Brandstaetter. Gra w takim towarzystwie to nie lada gratka. Jednocześnie cały czas trwały warsztaty pt. Zaprojektuj Starówkę. Brali w nich udział głównie najmłodsi, ale zainteresowanie wykazywali też przedstawiciele starszego pokolenia.

Wieczorem zaś – prawdziwa uczta dla (d)ucha. Najpierw rozgrzał publiczność zespół One Milion Wires, a o 19.00 na scenie pojawiła się grupa Dikanda. Było klimatycznie, egzotycznie, barwnie i energetycznie. W szalonym romansie bębnów, trąbki, gitary, skrzypiec, akordeonu i kontrabasu mógł zatracić się każdy, kto choć trochę słyszy i posiada przynajmniej minimalne poczucie rytmu. Pojawiły się zarówno utwory sprzyjające wyciszeniu i relaksowi, jak i piosenki kojarzące się z plemiennymi tańcami przy ognisku. Na rynku wirowały sukienki, fruwały rozwiane włosy, a ludzie śpiewali wraz z wokalistkami ten prosty refren: „A ja wiem na pewno, to nie sen – że jest miłość, co nie kończy się”. I chociaż kończył się dzień to wielu zapewne zasypiało z tymi właśnie słowami.

Niedziela, czyli trzeci dzień tarnowskiego świętowania to ostatnia okazja, by skosztować kulinarnych pomysłów z „restauracji na kółkach”. Kontynuowano również projektowanie Starówki Przyszłości. O 16.00 zadudniło i zagrzmiało. Ale nie była to ostatnia burza w sezonie. To rozpoczęło się Niezłe Bębnienie z Niezłym Cyrkiem, czyli rodzaj warsztatów z bębenkami, bongosami itp. Na koniec odczytano werdykt komisji konkursu fotograficznego. Szczęśliwi zwycięzcy zostali nagrodzeni upominkami i werblami bębniarzy – amatorów. Tym mocnym (przynajmniej dźwiękowo) akcentem zakończyło się Święto Starówki. Uzupełnieniem była wieczorna projekcja nagrodzonych zdjęć. Kiedy już zapadł zmrok, można je było podziwiać na ścianie tarnowskiego Ratusza. I chociaż Święto Starówki oficjalnie już za nami to może warto pomyśleć, żeby, na miarę swoich możliwości, bardziej celebrować także te zwyczajne, powszednie dni? Obyśmy się tego nauczyli.

 

Katarzyna Rola