Tragedia wielu kwiatów, czyli historia pewnej tarnowskiej florystki

„Ikebana” jest swoistym monologiem Ewy Nowickiej (Matylda Baczyńska) rozbrzmiewającym w więziennej celi i odnoszącym się do najmroczniejszych wydarzeń z życia osadzonej. W opinii publicznej Ewa jest synonimem zła i taki właśnie otrzymała przydomek – „Zła”. Dlaczego zło przylgnęło do Ewy i czy widzowie powinni uwierzyć w jej opowieść? – to kluczowe pytania i zarazem niebezpieczne, szczególnie jeśli na teatralnej scenie zacierają się granice światów.

„Ikebana” Marcina Skóry w reżyserii Bohdana Roberta Graczyka i Dariusza Stanisława Starczewskiego jest poskładana z reminiscencji z życia głównej bohaterki. Od samego początku widz jest wodzony za nos przez twórców, poprzez zastosowanie przewrotnej perspektywy czasu ujętej w formę monodramu. Na początku uwięziona w celi Ewa Nowicka podkreśla, nieco histerycznie, że to, co wszyscy o niej wiedzą, wcale nie musi być zgodne z prawdą, a oceniać najlepiej potrafią ci, którzy nie mają o niczym pojęcia. I tak oto rozpoczyna się monolog przypominający nieco wertowanie dziennika lub pamiętnika w celu odtworzenia przeszłości i usprawiedliwienia niepoukładanego życia. Nie można przejść również obojętnie obok tytułu, który odnosi się do japońskiej sztuki układania kwiatów. Podług ikebany pomiędzy człowiekiem a kwiatem powinna panować harmonia, inaczej człowiek nigdy nie zdoła zrozumieć kruchości pojedynczego kwiatu. Ewa Nowicka założyła dwie kwiaciarnie – jedną na Śląsku, którą podpalił jej zaborczy mąż, a drugą po przyjeździe do Tarnowa – i w każdej z nich szukała panaceum na połamane, niczym łodygi kwiatów, życie.

Ewa Nowicka nie była zwyczajną kwiaciarką, a przynajmniej nie chciała być tak postrzegana. Specjalizowała się w japońskiej sztuce ikebany, a tworzenie  kwiatowej harmonii wychodziło jej lepiej niźli układanie własnego życia. Kiedy była dzieckiem jej matka popełniła samobójstwo, zaś ojciec nienawidził jej i nie uznawał za swoją córkę. Będąc w ósmej klasie szkoły podstawowej trafiła do poprawczaka, ponieważ została oskarżona przez ojca o wyrzucenie z okna swojej młodszej siostry. Ojciec znęcał się nad Ewą, a kiedy chciała pójść do szkoły fryzjerskiej, nie zgodził się. W poprawczaku poznała Elwirę i dzięki niej przetrwała ten ciężki okres. Dziewczęta zakochały się w sobie i postanowiły, że po opuszczeniu poprawczaka będą ze sobą. Pierwsza wyszła Elwira i przez rok czekała na przybycie przyjaciółki. Zmierzająca do Katowic Ewa poznała w pociągu mężczyznę, z którym poszła najpierw do łóżka, a potem przed ołtarz. Owocem tego związku była córka Ania. Jednakże Ewa wciąż utrzymywała kontakt z Elwirą, co doprowadziło do rozpadu jej małżeństwa. Może nie tylko to, wszak wyszło na jaw, że i jej mąż miał kochankę.

W kryzysowym momencie z Tarnowa dociera do Ewy wiadomość o śmierci jej ojca, co oznacza, że przeszłość odeszła w niepamięć i kobieta może powrócić do rodzinnego miasta. Jednakże nic bardziej mylnego, albowiem Nowicka spotyka na pierwszej wywiadówce w nowej szkole córki dawnego znajomego – Sylwestra Sakłaka, funkcjonariusza policji i syna milicjanta, kolegi jej ojca. Starzy znajomi zaczynają ze sobą flirtować, ale w momencie, kiedy Ewa nie pozwala wykorzystać się policjantowi, a ten odkrywa, że kobieta mieszka z partnerką, wszystko zaczyna się komplikować. Jakiś czas później Sakłak wpada do kwiaciarni Nowickiej i oznajmia, że jej córka została uduszona. Okazuje się, że sprawcą jest 28-letni bezdomny narkoman. Florystka nie wierzy w winę chłopaka i jest przekonana, że mordercą Anulki jest zazdrosny o Elwirę Sakłak. Jej świat po raz kolejny się rozpada, a ona popada w obłęd. Nie jest to jednak koniec tej historii…

Postać Ewy Nowickiej została zainspirowana tarnowską morderczynią Katarzyną W., zwaną „dusicielką z Tarnowa”. Wszystko rozpoczęło się na początku października 2000 roku, kiedy na osiedlowym śmietniku przy ulicy Lwowskiej zostało odnalezione ciało 11-letniego chłopca, syna Katarzyny W. Tragedia ta zapoczątkowała metamorfozę kobiety. Zaledwie miesiąc później w windzie jednego z bloków, również przy ulicy Lwowskiej, odnaleziono podpalone ciało 21-letniej dziewczyny. Jak się okazało tejże zbrodni dopuściła się Katarzyna W., a powodem była zazdrość o kolegę z pracy, którego 21-laka była narzeczoną. Kobieta została skazana na 11 lat pozbawienia wolności, ale przed zakończeniem wyroku, w marcu 2006 roku, wyszła na przepustkę. Wówczas dokonała drugiego mordu – zwabiła do swojego mieszkania 8-letnią Madzię O. i udusiła ją. W czasie przesłuchań zeznawała, że nie pamięta momentu zamordowania dziewczynki, wszakże chciała ją tylko do siebie przytulić i nie było w tym żadnych złych intencji. Następnie przekonywała Sąd, że przyszedł do niej martwy syn i poprosił, żeby zabiła dziewczynkę, ponieważ pragnął towarzystwa. Sprawie Katarzyny W. przyglądał się Marcin Skóra, tarnowski policjant śledczy, który po latach postanowił na jej motywach napisać scenariusz sztuki teatralnej.

Spektakl na podstawie tekstu Marcina Skóry, choć jak widać ma wiele wspólnego z prawdziwymi wydarzeniami, to poprzez schizofreniczną naturę bohaterki oraz zerwanie z linearną konstrukcją czasu otwiera takoż mnogość interpretacji. Ewa Nowicka widzi swoich bliskich zmarłych, ale najbardziej intrygująca jest w tej historii postać Elwiry. Nastoletnia Ewa przeżyła samobójstwo matki i owianą grozą tajemnicy śmierć młodszej siostry. Od ojca doznała przemocy fizycznej i innych licznych upokorzeń. Może Elwira jest tylko wytworem jej wyobraźni pozwalającym florystce przetrwać w świecie niegodziwych mężczyzn i złych decyzji, które co rusz podejmuje? Jest wiele przesłanek, które podpowiadają, że Nowicka cierpi na zaburzenia tożsamości. Niewykluczone, że znaczna część opowieści rozgrywa się wewnątrz jej nadwątlonej psychiki. Zastosowanie takich elementów, jak tablice rodem z kina niemego, które działają niczym nagle pojawiająca się w umyśle myśl, czy stłumiona muzyka w tle również potęgują takowe przeświadczenie. Sama zaś warstwa dźwiękowa, złożona z piosenek Kasi Nosowskiej i HEY, idealnie pasuje do treści wypowiadanych przez Matyldę Baczyńską. Z kolei aktorka tarnowskiego teatru pokazała, że jej warsztat jest niedościgniony. W roli „Złej” udowodniła, że dobra sztuka nie potrzebuje dialogów i mnogości person, żeby zachwycać i pretendować do miana genialnej. Baczyńska świetnie odnalazła się w takowej formie, stała się nośnikiem treści wstrząsających i złowieszczych, a uczyniła to tak wiarygodnie, że granica pomiędzy nią, a jej bohaterką gdzieś po drodze została zatarta.

Krystian Janik

Wykorzystane zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony Teatru im. Ludwika Solskiego w Tarnowie: http://www.teatr.tarnow.pl/spektakls/view/405