Ruiny zamku na Górze św. Marcina

Pamiętacie wakacje z dzieciństwa? Może u dziadków? Albo u jakiejś zwariowanej ciotki? Czy jest coś, co może się równać z dreszczykiem emocji towarzyszącemu przeszukiwaniu szuflad w jakimś starym meblu lub zalegających na strychu szpargałów? O, tak, wtedy wszystko jest na wagę złota, a każde znalezisko to wiekopomne odkrycie. Każdy drobiazg „na pewno się przyda”, a Indiana Jones to zwykły detalista. Z tego morza różności wyłowić można czasem perłę legendy. Odprysk takiej perły znalazłam w jednym ze starych śpiewników:

Żył kiedyś, przed laty pan Spytek bogaty

            Co herb miał na tarczy – Leliwa

            Lokował on miasto z księżycem i gwiazdą

            A gwiazda ta – była szczęśliwa.

Jaki Spytek? – pomyślałam wtedy? Jaka Leliwa? I zaczęło się. Sezon na wykopaliska został oficjalnie otwarty. Spytek to – jak się okazało – niejaki Spicymir Leliwita, bardziej znany jako Spytko z Melsztyna. Był on wojewodą, a później kasztelanem krakowskim. To właśnie on, za czasów Władysława Łokietka, a konkretnie w 1330 roku uzyskał pozwolenie na założenie miasta. Oczywiście ludzie osiedlali się tu już wcześniej. Niemniej ziemie te, będące najpierw własnością książęcą, a później przynależne opactwu benedyktynów, dopiero Spytko zmienił w miasto. Skąd się natomiast wziął herb Leliwa. Na ten temat jest kilka teorii. Najbardziej znane są dwie z nich. Wg pierwszej jest to herb przyniesiony przez Spicymira znad Renu (bo ponoć stamtąd miał pochodzić). Druga wersja legendy mówi, że Leliwa, czyli sześcioramienna gwiazda i księżyc na niebieskim polu to pamiątka po wojnie z Węgrami. Po jednej z bitew na niebie dostrzeżono gwiazdę i księżyc w nowiu. Król uznał to za pomyślną wróżbę i taki właśnie herb nadał przedstawicielom rodu, który najbardziej wykazał się w boju. Niezależnie jednak od wszystkiego faktem jest, że Leliwa jest herbem Tarnowa. A z miastem i z rodem Tarnowskich związana jest także historia zamku na Górze św. Marcina. Dziś z budowli pozostało niewiele. To zaledwie okruchy. Mgliste ślady dawnej świetności. A było to tak: Inicjatorem budowy zamku był nie kto inny, jak sam Spicymir. Historia zamku sięga pierwszej połowy czternastego wieku. Z biegiem lat zamek rozbudowywano. Dziś wiadomo, że w średniowieczu była to jedna z największych budowli w kraju. Zamek posiadał własny arsenał, kaplicę, piekarnię, browar, słodownię, winnicę, zwierzyniec, łaźnię, trzy kuchnie i trzy stajnie. Największym komnatom nadano nazwy. Warto wymienić choćby salę Grodecką, złocistą, fladron, salę stołową i salę z kamiennymi obrazami. Okres świetności zamku to czas, gdy jego mury zamieszkiwał ród tarnowskich. Historia wspomina szczególnie hetmana Jana Tarnowskiego. To właśnie z jego inicjatywy i za jego rządów średniowieczną warownię zmieniono w piękny renesansowy zamek. Hetman Tarnowski gościł w swojej siedzibie najznakomitsze osobistości świata kultury, jak chociażby Mikołaj Rej, Jan Kochanowski, Łukasz Górnicki czy Andrzej Frycz Modrzewski. Jak z wieloma zamkami, tak i z tym związana jest legenda. Zamek miał być podobno połączony tajemnym przejściem z ówczesnym kościołem Bernardynów. W tunelu, który później zasypano – miał być ukryty skarb. Druga legenda – też związana ze skarbem – mówi, że przed laty na zamku mieszkał młody Spytko – jedyny dziedzic pana na Tarnowie. Gdy pewnego dnia spokój tarnowian został zburzony przez najazd tatarski, ludzie schronili się w zamku. Niestety, nie zdołali zabezpieczyć dobytku. Wszystko przepadło. Ludzie ocalili życie, ale byli nędzarzami. Młody Spytko nie mógł spokojnie patrzeć na ich krzywdę. Wiedział, że ojciec w podziemiach ukrywa skarb. Nie miał jednak do niego dostępu. Płacząc z bezsilności dostrzegł tajemniczego, czarnego jeźdźca. Przybysz obiecał pomóc w odbudowie wsi, ale w zamian zarządał… Spytkowej duszy. I tak oto Spytko podpisał piekielny cyrograf. Diabeł – bo to on był owym jeźdźcem – miał przybyć za rok i zabrać to, co mu obiecano. Odchodząc, wypalił oddechem tunel wiodący wprost do skarbu. Czas mijał szybko. Wieś została odbudowana. Nawet nie spistrzeżono, że oto upłynął rok. Po Spytka wrócili piekielni wysłannicy. Opierał się z całych sił, jednak diabłom udało się zawlec go aż do czyśćca. Oczywiście zadaniem czortów było dostarczenie młodego panicza do samego piekła, ale Spytek jakby się zaklinował. Dobre czyny, które spełniał w ziemskim życiu sprawiły, że nie mógł trafić do piekła. I tak ponoć po dziś dzień pokutuje w czyśćcu za podpisanie paktu z diabłem. Płacze przy tym łzami tak rzewnymi, że przedostały się one na ziemię i powstał z nich potok Wątok. Lucyfer zaś, widząc, że jego zamiar się nie powiódł wpadł w złość tak wielką, że ziemie na których leży Tarnów wybrzuszyły się i tym sposobem miasto leżące niegdyś w dolinie, dziś jest miastem na wzniesieniu. Co do Góry św. Marcina to dziś także jest ona obiektem najazdów i szturmów. Głównie ze strony rowerzystów, turystów i miłośników biegania. W parku, który znajduje się blisko ruin zamku można nie tylko zrelaksować się i odpocząć, ale także skorzystać ze ścieżek biegowych i plenerowej siłowni. A czas wakacji wydaje się być ku temu najbardziej sposobnym. Kto wie? Może nawet uda się znaleźć skarb – i to cenniejszy niż klejnoty i złoto 🙂

Autor: Katarzyna Rola