Polityka to kicz. Rozmowa z Sewerynem Partyńskim
O długu miasta z perspektywy akcji 10 Years Challenge, muzykach nie grających w Tarnowie, nietrafionych pomysłach i żużlowym problemie prezydenta – rozmawiamy z Sewerynem Partyńskim, twórcą PolitoBloga.

Modne w ostatnim czasie stało się na Facebooku zestawianie zdjęć, pokazujących jak użytkownicy zmienili się na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat (10 Years Challenge). Ty też wziąłeś udział w tej zabawie, ale zamiast swoich zdjęć pokazałeś wzrost zadłużenia miasta – 2009 r.: 134 mln, 2019 r.: 519 mln.
Za pomocą porównania najlepiej pokazać skalę jakiegoś zjawiska. Z budżetem jest identycznie, ponieważ jeśli porównamy dług Tarnowa sprzed 10 lat z tym, który mamy teraz, to okazuje się, że jest on ogromny i niewspółmierny do tego, jak miasto w ciągu tego czasu powinno było się rozwinąć. Oczywiście musimy mieć na uwadze inflację, większe wydatki i wiele innych czynników powiększających zadłużenie, ale tak naprawdę nic nie powinno usprawiedliwiać zaistniałej sytuacji. Przedstawione przeze mnie liczby w akcji 10 Years Challenge najlepiej obrazują obecną kondycję Tarnowa. Myślę, że z długiem miasta jest podobnie jak z długami w korporacjach, czy budżecie domowym, trzeba po prostu mądrze wydawać pieniądze, inwestować w aktywa, nie w pasywa. Moim zdaniem Tarnów przez 10 lat inwestował w pasywa, czyli dokonywał inwestycji, które nie przyniosły znaczących korzyści i nie przyczyniły się do większego napływu mieszkańców miasta i przedsiębiorców, którzy uiszczaliby w Tarnowie podatki.
W tym roku nie będzie Tarnowa Polskiej Piosenki. Proponowałeś w swoim programie wyborczym Festiwal Pięciu Kultur. W obecnym stanie rzeczy byłaby to z pewnością dobra alternatywa dla miasta.
Należy wspomnieć, że są to dwa bardzo różne festiwale. Uważam, że w Tarnowie powinno być miejsce na Tarnów Polskiej Piosenki, ponieważ poza tym festiwalem miasto nie posiadało stałej komercyjnej imprezy na wysokim poziomie organizacyjnym, która by przyciągała rzesze osób.
Moim zdaniem miasto powinno posiadać festiwal stricte komercyjny, a także festiwal kulturalny, który byłby naszą wizytówką, czyli Festiwal Pięciu Kultur. Żałuję, że nie zostały poczynione żadne kroki w tym kierunku. Z pewnością siłą takiego wydarzenia byłaby unikalność i możliwość osiągnięcia korzyści marketingowych dla miasta.
Przede wszystkim pod względem turystycznym, ponieważ zostałyby w to wciągnięte również inne państwa.
Oczywiście. Ja myślę przede wszystkim o turystach, a ci już się w Tarnowie pojawiają i nie mam tu na myśli jedynie mieszkańców innych polskich miast, tylko właśnie Węgrów, Żydów, Romów i Ukraińców. Ten festiwal spinałby w Tarnowie te kultury i pełniłby rolę swoistego zaproszenia do Tarnowa.
Po jednym z moich wywiadów z Rafałem Huszno, w którym rozmawialiśmy o potrzebie klubu muzycznego w Tarnowie, jeden z ówczesnych kandydatów na prezydenta zapalił się tą ideą. Niestety ów pomysł odszedł chyba w zapomnienie. Czy wyludniające się miasto nie potrzebuje takiego miejsca?
Miasto wyludnia się miedzy innymi z tego powodu, że nie ma w nim porządnego klubu muzycznego. Nie można mówić, że Tarnów nie zasługuje na klub, ponieważ się wyludnia, tylko odwrócić tę narrację i mówić, że potrzebujemy w Tarnowie klubu, bo miasto się wyludnia. Uważam, jako muzyk działający od 10 lat na tarnowskiej scenie muzycznej, że taki klub jest bardzo potrzebny. Dawniej w Tarnowskim Centrum Kultury co tydzień można było pójść na fajny koncert, ale z czasem to zaczęło zamierać. Zresztą wciąż są w Tarnowie miejsca, gdzie spotykają się koneserzy dobrych lokalnych dźwięków, tylko w mniejszych, hermetycznych skupiskach. Gdyby zadedykować taki klub również szerszemu gronu odbiorców, to miasto na pewno by na tym nie straciło.
Przez brak takiego klubu Tarnów jest omijany przez największe gwiazdy polskiej muzyki, przed którymi również lokalne młode zespoły miałyby szansę zaprezentować swój repertuar.
Niestety młodzi muzycy mają pod górkę. W Tarnowie brakuje też odpowiedniej infrastruktury do zapraszania gwiazd. Wprawdzie funkcjonuje Hala Gumniska, buduje się Hala Jaskółka, ale tak naprawdę nie są to miejsca dedykowane dla artystów klubowych. Z doświadczenia wiem, że młode kapele cementują występy przed publicznością. Nie ma większego czynnika mobilizującego dla zespołów niż to, że wreszcie po roku ciężkiej, twórczej pracy nad materiałem mogą pokazać się przed widownią. W Tarnowie niestety brakuje miejsca, gdzie mogliby zagrać, a powstanie takiego klubu daje szansę występów przed gwiazdami. A przecież można by mnożyć przykłady naszych lokalnych artystów, którzy mogliby zapełnić harmonogram koncertowy na cały rok. Jeśli nie zadbamy o młode zespoły, to uciekną nam do innych miast i nie będą już tarnowskie, ale np. krakowskie.
Na początku roku prezydent Roman Ciepiela na antenie RDN Małopolska zaproponował etapową modernizację stadionu miejskiego. Remont miałby się rozpocząć w 2020 roku. Czy można podejść do takiej propozycji optymistycznie?
Niestety nie jest to optymistyczna prognoza, ponieważ ciągle pozostaje w sferze planów i mydlenia oczu kibicom. Mam wrażenie, że pan prezydent z pewnym wyrzutem i niechęcią podchodzi do żużla w Tarnowie i modernizację stadionu miejskiego traktuje jako problem w swojej prezydenturze. Wspomniał nawet, że chciałby mieć zapewnienie od klubu, że będzie jeździł w Ekstralidze, jeżeli miasto ma wyłożyć 40 milionów na stadion żużlowy. Jak się mają poczuć kibice i sportowcy w mieście żużla słysząc coś takiego. Przecież w przeszłości mieliśmy sytuację, że Unia jeździła w niższych ligach, a mimo to stadion zawsze był pełen kibiców i podobnie jest teraz. Niestety spadek Unii do 1. Ligi jest dla prezydenta zbawienny, ponieważ zwalnia on z presji dokonania jakichś odważnych kroków względem niszczejącego od lat stadionu.
Czy Polska jest państwem upolitycznionym?
I tak, i nie. Polityka ma na wszystko wpływ i tak naprawdę ustawia nam życie, ale nie wszyscy mają świadomość tego oddziaływania. Największym problemem jest to, że nie chcemy się nad polityką pochylić, traktujemy ją jako dziedzinę dla kogucików, które chcą walczyć z racjami przeciwnika, a jeśli już się w nią angażujemy, to jesteśmy jak kibice po dwóch stronach barykady. Polityka ma w Polsce zły pijar, a politycy skutecznie obrzydzają ją ludziom.
Ostatnie tragiczne wydarzenia w Gdańsku raczej na tym polu nie wiele zmienią, a jeśli już to na gorsze. Uważam, że Polacy w tym ciężkim momencie potrafili się zjednoczyć i dobrze zachować, ale ten czar pryska, kiedy wychodzimy z tłumu normalnych mieszkańców i wchodzimy do wąskiej grupki wyznawców jednej czy drugiej strony politycznej, gdzie ta tragedia stworzyła nowe możliwości do uprawiania swojej retoryki. I w tym kontekście pozytywne jest to, że większość Polaków jako społeczność nie zaangażowała się w to politycznie, tylko emocjonalnie wyraziła solidarność z rodziną tragicznie zmarłego i mieszkańcami Gdańska. Niestety, poczucie wspólnoty nie może być u nas zbyt długo pielęgnowane, gdyż nie służy ono do osiągania politycznych celów przez dwie największe partie.
W Tarnowie owa tragedia odbiła się propozycją radnych Koalicji Obywatelskiej, żeby upamiętnić prezydenta Gdańska początkowo poprzez stworzenie ulicy jego imienia, która po negatywnych komentarzach mieszkańców przemieniła się w rondo im. Pawła Adamowicza.
Wniosek o taką ulicę wyszedł jeszcze w momencie zanim prezydent został pochowany i było to zagranie stricte polityczne ze strony radnego Roberta Wardzały. Nie jestem przeciwnikiem tej idei, ale rozumiem też drugą stronę tego sporu, która mówi, że prezydent Adamowicz nie był w żaden sposób z Tarnowem związany. To, że propozycja padła w tym trudnym czasie doprowadziło do tego, że rzeczowa dyskusja nie mogła się odbyć. Jeśli ktoś się na takie upamiętnienie nie zgadzał, to mógł zostać posądzony o znieczulicę. Myślę, że czas na decyzję byłby lepszy w momencie, kiedy emocje już opadną. Trzeba też uczciwie powiedzieć, że taka propozycja to również przejaw hipokryzji, bo pamiętam, że kiedy w Tarnowie padła propozycja ulicy Lecha Kaczyńskiego, który był prezydentem wszystkich Polaków, to środowisko radnego Roberta Wardzały było w opozycji. Odcinając się już od tych postaci, uważam, że wywołanie dyskusji na ten temat działa na szkodę zmarłych prezydentów. Jeśli ktoś był przeciwnikiem prezydentury Lecha Kaczyńskiego czy Pawła Adamowicza, to raczej w takim momencie utwierdzi się w swoich złych przekonaniach widząc podejmowanie takich lekkomyślnych inicjatyw. Jak widać pomysł radnego Koalicji Obywatelskiej wywołał tylko niepotrzebne dyskusje zahaczające również o mowę nienawiści. Przykro mi, że osoby pełniące publiczne funkcje w napływie emocji wykazują się taką lekkomyślnością i brakiem odpowiedzialności .
Po tragedii w Gdańsku podczas finału WOŚP pojawił się temat hejtu w Internecie. Nasze Miasto Tarnów zaproponowało cykliczne lekcje wychowawcze dotyczące przeciwdziałania mowie nienawiści we wszystkich szkołach prowadzonych przez Gminę Miasta Tarnowa. Co sądzisz o tym pomyśle?
Nie chciałbym być, nawiązując do treści pytania, hejterem tej idei. Myślę, że trzeba spróbować różnych dróg, również edukacyjnych, żeby adaptować młodzież do poruszania się w sferze online. Może rzeczywiście trzeba pokazywać od najmłodszych lat, jak podchodzić do zjawiska hejtu, uświadamiać dzieciaki, czym jest to spowodowane i co kieruje hejterami. Zazwyczaj są to osoby nieszczęśliwe, które same wymagają pomocy i myślmy o tym w tych kontekstach. Wtedy też łatwiej zrozumieć naturę hejtu i sobie z nim radzić. Nie zapominajmy przy tym, że „ryba psuje się od głowy” i nie tylko osoby młode są nośnikami hejtu. Można to zaobserwować przede wszystkim w debacie politycznej i publicznej. To, w jaki sposób politycy kolportują swoje idee, pokazuje skalę mowy nienawiści. Politycy grają przede wszystkim na emocjach, wyborca nie jest przekonywany wskaźnikami ekonomicznymi, czy podejściem ideologicznym, ale argumentami wpływającymi przede wszystkim na odczucia. Takie argumenty nie wywołują chęci refleksji i poparcia danej opcji, ale prowadzą do znienawidzenia innej. I potem taki „Kowalski”, który nasiąknie taką retoryką, kiedy spotka się przy świątecznym stole ze swoim szwagrem, używa dokładnie takich samych sformułowań. Dynamika dysput internetowych wymaga tego, żeby kogoś zmasakrować, zmiażdżyć, komuś pojechać. Tam nie ma miejsca na merytoryczną dyskusję. Ludzi od wieków interesują igrzyska, dlatego też od zawsze były wykorzystywane przez władców. Teraz polityka sama w sobie stała się igrzyskami.
Na koniec poproszę Cię o skomentowanie cytatu z „Nieznośnej lekkości bytu” Milana Kundery: „Kicz jest estetycznym ideałem wszystkich polityków, wszystkich partii i ruchów politycznych”.
Polityka zawsze była kiczowata. Polityka musi być kiczowata z punktu widzenia osoby uprawiającej politykę, ponieważ kicz to komercja. Kicz w rozumieniu politycznym to argumenty, które mają przekonać masy, więc muszą być zerojedynkowe. Od zawsze polityka była w pewnym sensie kiczowata, może nie wizualnie, bo jest to zabawa dla panów w nienagannie skrojonych garniturach i wyprasowanych koszulach, ale już w sferze narzędzi kicz służy do tego samego do czego w muzyce, sztuce etc., czyli do zagarniania mas pod swoje skrzydła. Według mnie w wielu przypadkach można postawić znak równości między kiczem a modą. W polityce też mamy etapy mody na pewne zjawiska. Obecnie taką modą i kiczem równocześnie są emocje i tym politycy najczęściej grają, co niestety nie jest dobre.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję również.
Rozmawiał Krystian Janik