Natury nie oszukasz. Pozytywni.

             Lekcji o tym, że nie da się oszukać natury i samego siebie, udzielili tarnowskiej publiczności 23 września artyści z Fundacji Garnizon Sztuki. Tydzień rozpoczął trzeci już spektakl konkursowy w tegorocznej edycji Ogólnopolskiego Festiwalu Komedii Talia, Pozytywni. I śmiało można powiedzieć, że nieczęsto poniedziałki bywają tak radosne i pełne… pozytywnej energii.

             Autorem Pozytywnych jest Cezary Harasimowicz, polski scenarzysta, pisarz, dramaturg i aktor, a spektakl wyreżyserował Krzysztof Czeczot, który wystąpił w kilkudziesięciu filmach oraz serialach telewizyjnych. Jest też autorem dramatów, słuchowisk radiowych i audiobooków. O wystawianej sztuce mówi tak: „Pozytywni Cezarego Harasimowicza to opowieść, która w przystępny, czasami wręcz zabawny sposób, dotyka naszych największych traum i lęków, która rozprawia się ze stereotypami, a do tego – co warto podkreślić – pozwala widzowi zanurzyć się w naszym przedstawieniu, bo problemy, o których opowiadamy, tak naprawdę dotyczą każdego z nas”.

            Zgodnie z zapowiedzią reżysera, stajemy się świadkami tragikomicznej terapii prowadzonej przez Ewę (Grażyna Wolszczak). Powoli też poznajemy jej pacjentów, którzy – choć początkowo twierdzą, że sesje im nie pomagają – zaczynają otwierać się coraz bardziej i chętniej ze sobą rozmawiają. Jan stanowczo wymaga, by zwracać się do niego Janka (w tej roli Janusz Chabior). Jest mężem i ojcem, lecz odkąd pamięta, gdy patrzy w lustro, nie rozpoznaje mężczyzny, którego widzi. Nie rozpoznaje w nim siebie. Michał (Łukasz Simlat) to rolnik spod Mławy. Jest gejem, lecz nie potrafi się do tego przyznać. Obawia się reakcji ojca, a we wsi o jego orientacji krążą plotki. Natomiast chłodna Anna (Olga Bołądź) pochodzi z arystokratycznej rodziny, a jej ojcem jest znany polityk. Kobieta odkrywa jednak swoje żydowskie pochodzenie. Choć więcej ich dzieli, niż łączy, wszyscy oni mają problem, o którym boją się porozmawiać z najbliższymi. I cierpią, nie chcąc ranić ludzi, na którym im zależy. Lecz w pewnym momencie role odwracają się i to pacjenci próbują pomóc swojej terapeutce.

            Spektakl ten powstał w ramach kampanii Projekt Test, która od kilku lat walczy z tabu związanym z zakażeniem wirusem HIV, i we współpracy z Fundacją Edukacji Społecznej oraz Fundacją Garnizon Sztuki Grażyny Wolszczak. Przedstawienie jest więc wyjątkowe nie tylko ze względu na gwiazdorską obsadę, ale też z powodu swojego społeczno-edukacyjnego charakteru. Trzeba też tutaj wspomnieć o plakacie promującym, łączy się on bowiem z poruszanym problemem i akcją społeczną, która polegała na tym, by także stać się „pozytywnym”: wymalować usta czerwoną szminką i zamieścić zdjęcie z odpowiednim hasztagiem w portalu społecznościowym. W tym wypadku określenie „pozytywni” okazuje się mieć naprawdę wiele znaczeń.

            Można się spierać, czy o tak poważnych problemach, jak homoseksualizm, transseksualizm, antysemityzm czy choroba, powinno się mówić tylko serio, a jeśli żartem, to w jaki sposób. W wystawianej sztuce nie brakowało przekleństw i żartów dotyczących seksu, stereotypów, Żydów, gejów czy polityki, dla co wrażliwszych widzów Pozytywni mogli więc okazać się… niewłaściwi. Ale czy dzięki temu sztuka nie stała się bardziej autentyczna? Przez wiele lat ludzie przywykli, że na scenie teatru rozbrzmiewają piękne słowa i mądre myśli. A tymczasem Michał okrutnie kaleczy język polski, przy tym jest bezpośredni i nietaktowny, ale dzięki temu wydaje się naturalny i prawdziwy. Obserwując gabinet terapeutyczny, ma się poczucie, że osoby, które się w nim spotkały, pochodzą z zupełnie różnych światów. Wydaje się, że zwłaszcza panowie zachwycili publiczność swoją grą aktorską. Grażyna Wolszczak po spektaklu zdradziła, że znane nazwiska zdecydowanie przyciągają publiczność. Zapytana o reżysera przyznała też, że o wiele łatwiej pracuje się z takim, który sam jest aktorem. Opowiedziała też co nieco o samym spektaklu, o wspólnej pracy. Artyści przy okazji każdego kolejnego spektaklu pozostawiają nieco miejsca dla improwizacji i jest na przykład taka scena, w której Janusz Chabior za każdym razem wymyśla inną historię o tym, jak matka nieświadomie zmuszała jego postać do pełnienia w domu roli jedynego mężczyzny. Wczorajszego wieczoru widzowie usłyszeli opowieść o zepsutej paralotni, zdarzało się jednak, że Janek, czy też Janka, naprawiała różne inne przedmioty, na przykład pralkę.

            Na zakończenie trzeba też wspomnieć, że sama forma, choć komediowa, jest lekka jedynie z pozoru. Przedstawienie jest przy tym stosunkowo krótkie, najkrótsze spośród tegorocznych spektakli konkursowych, więc widz nie wychodzi z teatru zmęczony, lecz… uśmiechnięty. Nie tylko rozbawiony obejrzaną komedią i, przykładowo, Janem w rajstopach, peruce i niemodnych szpilkach, ale spokojny i pogodny, z pozytywną myślą, że z nawet najgorszej sytuacji można znaleźć wyjście. Że z problemami można sobie poradzić, nawet jeśli nie jest to łatwe. Bohaterowie w końcu akceptują siebie takimi, jakimi są, wyzwalają się spod jarzma oczekiwań nie tylko własnych, ale i społeczeństwa. I ta opowieść również nas uczy tolerancji, nas dotyczy. Bowiem, jak po spektaklu powiedziała Grażyna Wolszczak, wszyscy jesteśmy pozytywni.

Angelika Gieniec

fot. Artur Gawle