Na przekór fałszywym drogowskazom. Rozmowa z Rafałem Huszno

Jesienią 2007 roku na polskim rynku muzycznym pojawiła się nowa kapela rockowa. Nie byłoby w tym niczego szczególnego, wszakże wypłynęło wówczas na powierzchnię wiele mocno brzmiących zespołów. Jednakże zaistniały dwa czynniki, które spowodowały, że owo objawienie było dla mnie wyjątkowe. Po pierwsze grupa pochodziła z Tarnowa i w sumie to mogłoby wystarczyć, aczkolwiek tarnowska muzyka kojarzyła mi się do tamtego momentu z Ziyo, więc było to wydarzenie w sensie ścisłym. Po drugie światło ich debiutanckiego albumu doszczętnie spaliło mój słuch. Grupa nazywała się Totentanz i proponowała terapię elektrowstrząsową z użyciem „Niebólu”.

Wydawnictwo mocno promowała wytwórnia, co było właściwe, wszakże ów materiał nie miał choćby jednej słabej strony. Od pierwszego dźwięku i wyśpiewanej frazy czuć było świeżość. Pomimo rockowej, momentami wręcz metalowej formy muzyka Totentanz opętywała własnym grzechem. Melodyjne zwrotki przeplatane mocnymi uderzeniami w refrenach, a do tego zróżnicowany wokal – melancholijny, agresywny, dobitny – wkręcały w muzykę rockową zupełne nową jakość. Jednakże najmocniej zapadały w pamięć doskonale napisane teksty. Już otwierający album utwór „Poza wszystkim” zapowiadał liryczne poniewieranie. Warstwa merytoryczna skłaniała do refleksji nad kondycją współczesnego człowieka. „Nieból” tryumfował w plebiscycie Płyta Rocku 2007 Antyradia.

W następnym roku tarnowska grupa otworzyła drzwi „Zimnego domu”. Materiał utrzymał poziom debiutanckiego krążka, aczkolwiek całość okazała się zdecydowanie lżejsza. Ambitne, przesiąknięte poetyckością słowa, opowieści o straconych marzeniach, niepokojące dźwięki, wyraziste gitarowe riffy i nostalgiczny, często surowy wokal, nie dawały przedwczesnego wiecznego spokoju, a smak wczorajszej ciszy nie zasypiał w ustach. „Zimny dom” został doceniony przez krytyków i uzyskał nominację do Fryderyka w kategorii album roku – heavy metal (2009).

Z kolei wydana w 2011 roku płyta „Inni” podzieliła zwolenników tarnowskiej kapeli. Grupie radykalnych fanów nie spodobały się wykorzystane w warstwie dźwiękowej nowe instrumenty. Owszem, za sprawą m.in. gitary akustycznej, fortepianu czy kwartetu smyczkowego, silne gitarowe brzmienia stały się zaledwie tłem tegoż materiału. Jednakże sama produkcja i miksowanie były na najwyższym światowym poziomie, jaki w owym czasie wyznaczały zachodnie standardy. Otulone łanami lawendowych słów dźwięki przemieniały dzień w sen.

W 2014 roku tarnowianie powrócili do korzeni, albowiem „Człowiek” to potężna dawka soczystego gitarowego rockowo-metalowego uderzenia. Ewolucja nastąpiła w warstwie lirycznej. Pełne żalu, niezadowolenia i przestrogi teksty wymierzone zostały w zakłamanie, nienawiść, korupcję, pogardę i wiele innych negatywnych aspektów współczesnego świata. Jeśli świat jest miejscem, które parzy, to najlepszą obroną jest ogień.

Rok później Rafał Huszno, wokalista zespołu, przybrał pseudonim HUSH i przemówił w obcym języku. Anglojęzyczny numer „Calling Road” zabrzmiał w rozgłośniach radiowych. Płynął czas, a HUSH wolno układał piosenki – a wszystkie gitarowe, zróżnicowane stylistyczne, wzbogacone chwytliwym tekstem – i prezentował na antenie radia.

Poniższa rozmowa, która nie potrzebowała preludium, ale została nim ozdobiona, wszakże brak choćby krótkiej retrospekcji twórczości Rafała Huszno byłby niegodziwością, rozjaśni przyszłość projektu HUSH, a także Totentanz.

Czy HUSH to koniec Totentanz, czy odskocznia?

Zdecydowanie odskocznia. Nie jest to absolutnie żaden koniec Totentanz. Muzyka jest zupełnie inna, zresztą nie miałoby to sensu, gdybym robił solową muzykę taką jak w Totentanz. Zawsze o tym myślałem i dziwię się, że tak późno się na to zdecydowałem. Od dawna czułem, że drzemie we mnie coś jeszcze oprócz muzyki rockowej, tej mocnej, riffowej. Te piosenki były pisane dużo wcześniej, początkowo do szuflady, w postaci tzw. rybek gitarowych. Będzie okazja usłyszeć je podczas festiwalu Tarnów Polskiej Piosenki. Kilka numerów zapożyczę też z repertuaru Totentanz. Ostatnimi czasy idzie nam trochę mozolnie, ale wynika to z tego, że wszyscy z którymi współpracuję, coś robią, również ja. Numery dogrywamy na zasadzie wysyłek, fortepiany robią się w tej chwili w Warszawie, bo tam mieszka kolega, który zajmuje się aranżacją instrumentów klawiszowych. Wysyłam do niego ślad piosenki w postaci rybki, on to wszystko dogrywa, układa i odsyła. Jest naukowcem, doktorem, pracuje w instytucie, więc trochę to trwa.

Wspomniałeś o Tarnowie Polskiej Piosenki. Czy podczas festiwalu możemy spodziewać się jakiejś premiery?

Będą dwie premiery z mojego solowego projektu. W tej chwili trwają próby. Zresztą piosenki, które ukazały się do tej pory będą brzmiały zupełnie inaczej. Już się zmienia ich aranżacja. Na pewno zaskoczeniem będzie „Układanka”, która w ogóle nie będzie miała swojego początkowego charakteru, również „Wolna” zabrzmi inaczej. Generalnie cały koncert będzie mocniejszy, zdecydowanie pójdzie w kierunku muzyki indie, rockowej, alternatywnej, niż popu, który mi zarzucają, choć ja się w ogóle nie utożsamiam z muzyką popową.

Czyli tym razem HUSH wystąpi z prądem?

Wszystko będzie zagrane na instrumentach elektrycznych. Możliwe, że pojawi się gitara akustyczna, mam taki plan, że zagram jeden numer bez prądu. Rozważam to ponieważ na ostatniej próbie bardzo ładnie zabrzmiała gitara elektryczna nieokraszona żadnym efektem, surowa, a 3/4 tej piosenki jest grane na samej gitarze, zespół włącza się dopiero pod koniec numeru.

Rozumiem, że będzie to nowy utwór?

To będzie nowy kawałek do tekstu Wojtka Byrskiego, z którym współpracuje od samego początku projektu HUSH. Niektóre teksty są moje, ale większość tekstów pisze Wojtek Byrski. Chciałem odejść od tematyki, którą poruszam z zespołem Totentanz. Mamy swój styl pisania, teksty Totentanz nie należą do lekkich, są często smutne, dramatyczne momentami. HUSH to nieco inny rodzaj muzyki, więc postanowiłem odejść od czegoś, co jest trywialne. Postanowiliśmy z Wojtkiem podjąć temat i stworzyć coś świeżego. Przy jednej z rozmów telefonicznych powiedział: „Tobie trzeba pisać teksty trochę chuligańskie, one nie mogą być byle jakie”. Zdarzało się, że wysyłał mi trzy różne teksty, z których jeden akceptowałem, a dwa inne zupełnie do mnie nie pasowały.

Jestem ciekaw jak wypadną Twoje numery w nowych aranżacjach. Jednakże krążek HUSH będzie zawierać pierwotne, akustyczne wersje?

Ja bardzo lubię grać na gitarze i te trzy numery, które ukazały się do tej pory, pokazują, w jakim stylu to robię, czego się można w ogóle spodziewać po tej płycie. Akustyka tak, ale pudło jest tylko elementem tła. Generalnie lubię muzykę indie, która poszła w tak mnóstwo odłamów, że sam niekiedy zastanawiam się, czy jest to ciągle indie, czy już ktoś wkracza w pop. Akustycznego grania jest u mnie sporo, natomiast jest też trochę elementów elektroniki, fortepianów, od czego nie stronię. Czasami numery są przesadzone, ja to wiem, produkując z Mateuszem [Pieniądzem] piosenki widzimy ile śladów odpada, gdzie zaszalałem z klawiszami. Jeśli płyta wyjdzie, będzie to raczej elektryczne granie i muzyka spokojna, bez większego tempa.

Zatem zapowiada się zróżnicowany materiał. Wiem, że nie stronisz od testowania, czego najlepszym przykładem jest płyta „Inni” Totentanz, na której pojawiły się zupełnie nowe brzmienia. Pamiętam, że płyta mocno namieszała pośród ortodoksyjnych fanów zespołu.

Płyta „Inni” jest przykładem tego, jaki klimat gitarowy lubię. Wszystkie gitary zgrywałem wtedy sam, pomagał mi Leszek Łuszcz i to właśnie on wyszukiwał rzeczy, które nas wspólnie interesowały, np. gitara udająca inny instrument, klawisze, wiolonczele, smyczki – uwielbiam te partie smyczkowe w niektórych aranżacjach. I to będzie się pojawiało w moich kawałkach, również na koncercie.

Pierwsza piosenka HUSH – „Calling Road” – pojawiła się w 2015 roku i była napisana w języku angielskim. Nie kusiło Cię, żeby nagrać anglojęzyczny materiał, co jest obecnie modne pośród polskich wykonawców?

To nie jest tylko moje zdanie, ponieważ kilka osób, które mocno siedzą w muzyce, powiedziało mi, że ten materiał powinien być w całości anglojęzyczny, ponieważ język byłby kolejnym instrumentem w danym utworze. Jeśli uda mi się ten album wydać, to prawdopodobnie połowa utworów będzie po angielsku. Do niektórych piosenek już powstały anglojęzyczne teksty, które pisze dla mnie Christopher B. Gray – Amerykanin, raper, który mieszka na stałe w Krakowie. W tej chwili są trzy takie teksty i piosenki czekają na nagranie.

Czyżbyś chciał podbić rynek zagraniczny?

Nie myślę o takich rzeczach jak podboje rynku zagranicznego. Tworząc jakiś numer, pisząc muzykę, aranżując go w studiu, nigdy nie celuję w przebój. Potem się okazuje, że to jest fajne, chwytliwe, ale taki mam styl, lubię to „piosenkarstwo”. Piosenki, które w tej chwili robimy będą przyjemne do słuchania, bo przecież nie chodzi o to, żeby przewalić instrumentarium – orkiestra, kilkadziesiąt śladów gitar, przeszkadzajek. Teraz pracuję nad anglojęzycznym utworem, w którym pojawi się delikatny fortepian, trochę gitary, cicho śpiewany wokal blisko mikrofonu, bez napompowania instrumentami.

To również wygodne w kontekście występów na żywo, wszakże nadmiar instrumentów przeszkadza w skompletowaniu zespołu na koncerty.

Wiesz, są dwie wersje – albo bierzesz tych wszystkich muzyków albo grasz z półplaybacku. Mnie nie interesują takie rozwiązania. Rozważaliśmy wykorzystanie podczas Tarnowa Polskiej Piosenki, czy nie wykorzystać sampli i kilku innych rzeczy, ale z tego zrezygnowałem. Wszystko będzie zagrane naturalnie, aczkolwiek w innych aranżacjach.

Myślałeś może o nagraniu kawałka w duecie?

Myślałem i cały czas myślę, ale nie powiem z kim. Mam nawet praktycznie gotową piosenkę i gdyby mi się udało ją nagrać z tą osobą, będzie to na pewno duet męski. Tekst napisał również Wojtek Byrski i mogę jeszcze powiedzieć, że drugim wokalistą będzie ktoś bardzo znany.

Porozmawiajmy trochę o Totentanz. Na początku tego roku zagraliście koncert akustyczny w Teatrze im. Ludwika Solskiego w Tarnowie. Gwiazdą wieczoru była wówczas Kasia Nosowska. Nie myśleliście o nagraniu krążka z akustycznymi wersjami starych numerów?

Cały czas o tym myślimy. W momencie, kiedy zaczęliśmy przygotowywać utwory na ten występ i od pierwszej, a w zasadzie drugiej piosenki wiedzieliśmy, że zrobimy cały materiał. Jeśli nam się uda, nagramy akustyczną płytę studyjną, nie live. Być może pojawią się jacyś goście, ale to wyjdzie w trakcie. Powiem nieskromnie, że Kasia Nosowska była zachwycona naszym występem, a wcześniej nawet nie wiedziała o naszym istnieniu.

A nie myśleliście, żeby starać się o występ na Przystanku Woodstock albo w Jarocinie?

Próbowaliśmy wcześniej i się nie udało, nie wiemy dla czego. Zarówno Jarocin jak i Woodstock odmówiły nam grania, co było dla nas zdumiewające i dziwne, ale nie wnikam w politykę tych festiwali.

Zaskoczyłeś mnie. Powiem Ci, że nawet jestem w szoku, wszakże obecnie na tych festiwalach, szczególnie na Woodstocku pojawią się nawet zespoły z mainstreamu.

Podchodziliśmy dwa razy do tych festiwali. W tamtych czasach, kiedy wydaliśmy pierwsze płyty, Woodstock i Jarocin były normalnymi, dobrymi rockowymi festiwalami. Nie udało się, nie ma co się nad tym zastanawiać i rozpłakiwać.

Jesienią tego roku „Zimny dom” będzie obchodził 10-lecie. Jednakże chciałbym Cię zapytać o starszy o rok „Nieból”. Będzie wznowienie tejże płyty? Ciągle jest na nią zapotrzebowanie, o czym świadczą aukcje w Internecie, gdzie ceny sięgają kilkuset złotych.

W tej chwili chyba nie. Niestety nie mamy na to żadnego wpływu, do tego obliguje umowa, a prawa do wydania pierwszego albumu ma Mystic Production. W ubiegłym roku była rozmowa, żeby zrobić reedycję, ale nie udało się. Za parę lat przestanie obowiązywać umowa, kto wie, może do tego czasu „Nieból” osiągnie na aukcjach nawet tysiąc złotych. Zasugerowano nam nawet nielegalne wydanie tej płyty, ale nie zrobimy tego, ponieważ złamalibyśmy warunki umowy.

Jednym z kawałków promujących płytę „Inni” był utwór „Galerianka”. W sieci pojawił się wówczas zwiastun teledysku, ale całość nagrania nigdy nie została upubliczniona. Dlaczegóż?

Sam tytuł sugerował, gdzie powinna rozgrywać się akcja. Teledysk nie był zrealizowany dosłownie, było w nim więcej symboliki i kilka przebitek. Po nagraniu i zmontowaniu klipu na jego publikację nie wyraziło zgody centrum handlowe, w którym został nakręcony. Nie chcieli być kojarzeni z tego rodzaju treścią. Nie było tam żadnej nazwy, ani jednej reklamy, ale uznali, że przez podobieństwo miejsc, kojarzenie pasaży, mogą zostać postrzegani jako galeria, w której pracują prostytutki. Większość teledysku powstała na parkingu, zaś z części handlowej były dosłownie dwa ujęcia. Nikt nie wiedział, że klip był realizowany w tej konkretnej galerii, równie dobrze mogło się to odbywać w innym mieście.

Pamiętam, że wasz debiut wywołał poruszenie pośród fanów Comy. Co rusz pojawiały się głosy o waszym podobieństwie do łódzkiej kapeli. Z czego to wynikło?

Weszliśmy na rynek muzyczny niezależnie, a żeby było śmiesznej, nie znałem wtedy twórczości Comy. Gdzieś ta nazwa obiła mi się o uszy, ale zetknąłem się z ich muzyką dopiero w momencie, gdy pojawiły się te porównania. Zaczęło się od piosenki „Poza wszystkim”, kiedy Eska Rock zagrała ten numer. Wywołało to ogromną sensację, rozgłośnia dostała sporo maili, ta piosenka była na liście Eski Rock, a część ludzi myślała, że jest to nowy numer Comy. W tej chwili nikt by nas nie porównał do Comy, biorąc pod uwagą ich obecną muzyką. Nam to nie przeszkadzało, ale Comie wręcz przeciwnie, bo nie chcieli z nami występować. Padł pomysł, żeby zagrać kilka wspólnych koncertów z Comą i też odbyły się dwa takie koncerty. O pierwszym nawet nie chcę mówić, ponieważ była tam jedna wielka awantura. Natomiast drugi koncert był już normalny, ale zrobiono przerwę i wpuszczono między nas jeszcze jeden zespół. Co ciekawe, niedawno w Krakowie Coma bardzo dobrze nas przyjęła, nawet cieszyli się, że z nimi zagramy. Nie wiem, czego obawiali się wtedy. Wydaje mi się, że w przypadku koncertów łączonych nie ma przeciwskazań, żeby suport grał równie dobrze jak gwiazda wieczoru. Riverside nie mieli z tym problemu – zrobili z nami całą trasę, a ich fani stali się naszymi. Podobnie było z IRĄ czy Carrionem, również my nie mieliśmy nigdy problemów z naszym suportem.

Dziękuję Ci za rozmowę i życzę nagrania co najmniej dwóch płyt, o których mówiliśmy.

Również dziękuję i zapraszam wszystkich Czytelników na Tarnów Polskiej Piosenki. Nasz koncert odbędzie się 21 lipca o godzinie 19:00. Jak wspominałem, zaprezentujemy utwory w zupełnie nowych aranżacjach. Jestem przekonany, że będzie to miłe zaskoczenie dla publiczności.

Rozmowa odbyła się 1 czerwca 2018 roku w kawiarni Hybryda w Tarnowie.

Autorem zdjęcia Rafała Huszno jest Maciej Kisiel

wywiad przeprowadził Krystian Janik