Małopolski Festiwal Smaku, czyli najsmaczniejsze potrawy w regionie na wyciągniecie ręki
„Żeby życie miało smaczek…” No właśnie. Co zrobić, żeby życie smakowało? Można zacząć od kwestii najbardziej podstawowej, od zanurzenia się w dosłowności – i najzwyczajniej w świecie dopieszczenia zmysłu smaku? A zmysł ten najbardziej wyostrza się na polu. A skoro na polu to znaczy, że w Małopolsce. Bo na dworze nic nie smakuje równie dobrze. W niedzielę, 12 sierpnia tarnowski Rynek zamienił się w istny tygiel zapachów i smaków. Złaknieni swojskich specjałów Tarnowianie kluczyli pomiędzy straganami z przeróżnymi wytworami regionalnych kuchni. Dziś, w dobie produktów pełnych chemii, utleniaczy, spulchniaczy i wzmacniaczy smaku naprawdę warto starać się sięgać po to, co jak najbardziej naturalne. A jeśli o to chodzi to nasz region zdecydowanie ma się czym pochwalić. Różne rodzaje miodu, wyroby z wosku i piwo zdawały się rywalizować o to, które swym blaskiem przyciągnie największą uwagę. Nie brakło też wędlin, a w alejce ze stoiskami serowymi aż kręciło się w głowie. Ponieważ pogoda tego dnia była wyjątkowo łaskawa i blask słońca wprost zalewał płytę Rynku i spacerujących po niej ludzi, wielu szukało ulgi przy stoisku z lodami. A te, trzeba przyznać smakowały wybornie i pozwalały nie myśleć o upale (przynajmniej przez kilka chwil). Miłośnicy kosmetyków naturalnych również mogli tego dnia znaleźć na Rynku coś, czym warto się zainteresować. Dodatkowo można było wziąć udział we wspólnym przygotowywaniu różnego rodzaju wypieków. Fani programów kulinarnych nie musieli tego dnia siedzieć przed telewizorami. Mogli rozkoszować się tego rodzaju smakowitym widowiskiem na żywo. W oczekiwaniu na to aż np. upiecze się kolejna warstwa ciasta opowiadano o wybitnych dokonaniach kulinarnych, ale też o największych wpadkach, które przecież zdarzają się nawet najlepszym. Organizatorzy imprezy nie zapomnieli również o najmłodszych. Niemal co kilka kroków można było natknąć się na atrakcje przygotowane dla dzieci. Były tory przeszkód i stanowiska z materiałami plastycznymi, gdzie przyszłość narodu mogła rozwijać zdolności manualne. Było kolorowo i gwarno. Dzieciarnia biegała, szarpała rodziców za rękawy wyjąc „ja chcę na lody” lub też z zapałem tworzyła laleczki w zwiewnych jak chmurka, tiulowych spódniczkach. Przedstawiciele młodego pokolenia obdarzeni zalążkami talentu malarskiego mieli do dyspozycji specjalną tablice ze słusznym zapasem kolorowej kredy. Tarnowski Rynek żył, śpiewał, gadał. I pachniał! I słusznie można było obawiać się, że pod wpływem tych woni mieszkańcy Tarnowa zbiorowo dostaną niekontrolowanego ślinotoku. Impreza trwała od godziny 10:00 do 20:00. Czy była potrzebna? Ależ oczywiście! Parafrazując słowa poety – wszak wszystko jest kwestią smaku.
Katarzyna Rola