Jaskółki przegrywają i nie zdobywają bonusa w Toruniu. Utrzymanie w PGE Ekstralidze graniczy z cudem
Grupa Azoty Unia Tarnów przegrała w Toruniu z Get Well 39:51, a co za tym idzie żadna z ekip nie zdobyła bonusa ponieważ powtórzył się wynik z Jaskółczego Gniazda. Oznacza to, że utrzymanie Jaskółek w PGE Ekstralidze można rozpatrywać już raczej w kategoriach cudu. Ale tak naprawdę gospodarze mimo zdecydowanego zwycięstwa także nie mogą być zadowoleni z rezultatu niedzielnego meczu. Brak tego jednego dodatkowego oczka może mieć dla nich brzemienne skutki, ponieważ tak jak podopiecznym Pawła Barana z prędkością Pendolino odjeżdża PGE Ekstraliga, tak żużlowcom Jacka Frątczaka ucieka pierwsza czwórka i faza play off.
Gospodarze przystąpili do zawodów osłabieni brakiem kontuzjowanego w minionej kolejce Rune Holty. Po raz kolejny w tym sezonie przekonaliśmy się jednak, że posiadając w składzie mocnego rezerwowego pod numerem szesnaście można wszelkie absencje zniwelować. Jack Holder, bo o nim mowa był cichym bohaterem torunian i jednym z trzech liderów obok Nielsa Kristiana Iversena oraz Jasona Doyle’a. Co jednak godne uwagi jako jedyny z tych trzech muszkieterów Get Well nie przyjechał do mety ostatni. Usunął w cień swojego starszego brata i byłego czempiona naszego globu – Chrisa Holdera.
Taj naprawdę Jaskółki nie ogarnęły się już po dwóch “gongach” na starcie spotkania. Błyskawiczne 10:2 ustawiło przebieg potyczki. Manager Paweł Baran został zmuszony do szybkiego działania i puszczenia w ruch rezerw taktycznych. Nie robił tego jednak (który to już raz w tych rozgrywkach) we właściwych momentach. W piątym wyścigu np. zdecydował się desygnować w miejsce Artura Mroczki – Wiktora Kułakowa, kiedy aż prosiło się uruchomić Nickiego Pedersena. Później zawody już ułożyły się taki sposób, że o zamianie słabszego kolegi przez Duńczyka nie było mowy. Inna sprawa jest taka, że “Dzik” w niczym nie przypominał zawodnika z dnia wcześniejszego gdzie w znakomitym tylu, imponując charakterystyczną dla niego agresją wygrał Grand Prix Skandynawii w Malilli. Wystarczy napisać, że w trzecim meczu ligowym z rzędu ma olbrzymie kłopoty z wygrywaniem pojedynczych wyścigów. Przy dyspozycji Nickiego z początku sezonu teraz zapewne nie rozmawialibyśmy o degradacji tylko o tym jak wzmocnić przyszłoroczny skład w oparciu o trzykrotnego mistrza świata.
Duże słowa uznania należą się przede wszystkim dwójce: Bjerre i Jamróg. Tylko po nich widać było, że chce im się “umierać” z nasz klub. Starali się, walczyli, ale bez trzeciej wyraźnej postaci niestety więcej w pojedynkę zdziałać nie mogli. Dla kapitana drużyny z miasta generała Bema był to najlepszy występ wyjazdowy w bieżącym roku. Niestety najdobitniej pokazuje to jak ekipa z Tarnowa była przez cały sezon rozregulowana. Nie potrafiła jednego meczu w delegacji zebrać do kupy, tak by złożyło się to w piękną całość. Kiedy świetnie pojechał jeden żużlowiec, inny kompletnie zawodził. I tak w kółko.
Nadzieje na “wyciągnięcie” bonusa dał jeszcze dziewiąty, w którym Kildemand i Jamróg pokonali podwójnie “starego” Holdera i Doyle’a. Okazało się jednak, że mieliśmy do czynienia z pojedynczym incydentem, ponieważ później Peter bardziej przeszkadzał swoim kolegom z zespołu niż pomagał.
Cień nadziei na bonus tlił się jeszcze do biegów nominowanych. Bardziej jednak mogliśmy przyuszczać, że sprawę z happy endem rozwiąże para Pedersen – Kildemand mając naprzeciw siebie braterski duet Holderów. Niestety przed finalną gonitwa było po herbacie. Jamróg i Bjerre ścierali się w niej z Iversenem i Doylem. Cudu nie było choć to goście zwyciężyli na koniec 4:2 uciszając pewny zdobycia bonusa stadion.
Wreszcie nie cackano się z Arturem Mroczką odsuniętym od jazdy po pierwszym nieudanym starcie. Tak naprawdę to o co się prosiło w kilku poprzednich meczach zobaczyliśmy dopiero w dwunastej kolejce. Wcześniej po jednym nieudanym wyścigu, dbający o doskonałą atmosferę wewnątrz zespołu (tarnowski Sławek Peszko) potrafił sobie u sztabu szkoleniowego wyprosić następne szanse.
Sędzia Remigiusz Substyk także nie miał swojego dnia. Który to już raz w meczach z udziałem Grupy Azoty Unii arbiter myśli się na niekorzyść biało-niebieskich. W niedzielę, najpierw w siódmej odsłonie w dziwnych okolicznościach decyduje się puścić powtórkę biegu w pełnej obsadzie, kiedy obraz TV pokazuje jak na dłoni, że Patryk Rolnicki nawet nie dotknął Jacka Holdera, wchodząc mu pod łokieć. Całe zajście miało miejsce na wyjściu z pierwszego łuku. A żeby było mało, to przerywa Rolnickiemu świetne wyjście spod taśmy, nie wręczając mu nawet ostrzeżenia za próbę kradzieży startu, co oznacza ni mniej ni więcej, przyznanie się Substyka do podjęcia błędnej decyzji. W drugim podejściu Rolnicki już nie nawiązał walki. Nie ma co usprawiedliwiać tarnowian i mówić, że gdyby nie te wspomniane zdarzenia, być może wyjechaliby z Torunia ze swoim planem, ale warto zwrócić uwagę, że w kilku przypadkach nie mają czasami szczęścia.
Get Well Toruń – 51 pkt
9. Jason Doyle – 10+1 (2*,3,0,3,2)
10. Marcin Kościelski – 0 (-,-,-,-,-)
11. Paweł Przedpełski – 6+1 (1*,2,1,2)
12. Chris Holder – 7+1 (2,1*,3,0,1)
13. Niels Kristian Iversen – 12 (3,3,3,3,0)
14. Igor Kopeć-Sobczyński – 2+1 (2*,0,0)
15. Daniel Kaczmarek – 4 (3,1,0)
16. Jack Holder – 10+1 (3,1,1,2*,3)
Grupa Azoty Unia Tarnów – 39 pkt
1. Kenneth Bjerre – 14 (1,3,2,3,2,3)
2. Artur Mroczka – 0 (0,-,-,-)
3. Jakub Jamróg – 9+2 (3,2,1*,2*,0,1)
4. Peter Kildemand – 5+1 (0,1*,3,1,-,0)
5. Nicki Pedersen – 9+1 (2,2,2,1*,2)
6. Patryk Rolnicki – 2 (1,0,0,1)
7. Kacper Konieczny – 0 (0,-,0)
8. Wiktor Kułakow – 0 (0)
Bieg po biegu:
1. (60,19) Holder, Doyle, Bjerre, Mroczka – 5:1 – (5:1)
2. (60,28) Kaczmarek, Kopeć-Sobczyński, Rolnicki, Konieczny – 5:1 – (10:2)
3. (60,53) Jamróg, Holder, Przedpełski, Kildemand – 3:3 – (13:5)
4. (59,69) Iversen, Pedersen, Kaczmarek, Rolnicki – 4:2 – (17:7)
5. (59,72) Bjerre, Przedpełski, Holder, Kułakow – 3:3 – (20:10)
6. (59,65) Iversen, Jamróg, Kildemand, Kopeć-Sobczyński – 3:3 – (23:13)
7. (60,21) Doyle, Pedersen, Holder, Rolnicki – 4:2 – (27:15)
8. (60,16) Iversen, Bjerre, Jamróg, Kaczmarek – 3:3 – (30:18)
9. (60,65) Kildemand, Jamróg, Holder, Doyle – 1:5 – (31:23)
10. (59,93) Holder, Pedersen, Przedpełski, Konieczny – 4:2 – (35:25)
11. (60,87) Iversen, Holder, Kildemand, Jamróg – 5:1 – (40:26)
12. (60,37) Bjerre, Przedpełski, Rolnicki, Kopeć-Sobczyński – 2:4 – (42:30)
13. (60,29) Doyle, Bjerre, Pedersen, Holder – 3:3 – (45:33)
14. (60,34) Holder, Pedersen, Holder, Kildemand – 4:2 – (49:35)
15. (60,18) Bjerre, Doyle, Jamróg, Iversen – 2:4 – (51:39)
Sędziował Remigiusz Substyk